«Viarnuŭšysia, my ŭbačym niazvykły łandšaft na vulicach haradoŭ, jakija stali nieznajomymi»
Kulturołah Julija Čarniaŭskaja patłumačyła ŭ fejsbuku, čamu łukašysty ŭžo piać hadoŭ niščać u Biełarusi ŭsio nie svajo, kali jano navat biez najmienšaha namioku na palityku. I čamu z časam niešta znoŭ praraście, ale ŭžo pa-inšamu.

Časam čuju: maŭlaŭ, stolki dobraha i zručnaha (my) stvaryli ŭ Biełarusi — i kramy, i kaviarni, i kulturnyja prastory, i adukacyjnyja pasłuhi, i internet-prajekty, i karysnyja hramadzianskija inicyjatyvy, a ciapier Biełaruś zastałasia biez usiaho hetaha. Navošta «jany» tak raźmiali ŭsio pa kupinach, tam było poŭna całkam niejtralnych palityčna rečaŭ. Takoje ździŭleńnie i adčaj, asabista mnie zusim zrazumieły.
Ale tak, dla «ich» hetyja niejtralnyja rečy tojać niebiaśpieku, jakuju jany jakraz vydatna i pravilna razumiejuć. Niebiaśpieka ž nie ŭ biznesach, pasłuhach i imprezach. Niebiaśpieka ŭ ludziach, jakim «bolš za ŭsich treba» (pra mianie tak kazali, nasłuchałasia ŭ dziacinstvie-junactvie, zasvoiła).
My im antałahična čužyja. Nie ŭ palitycy sprava, a ŭ samabytnaści. Ničoha samastojnaha, asablivaha, choć by troški tvorčaha nie treba, nielha, niebiaśpiečna. Čym? A prosta tym, što jano jość.
Mnie, pamiatajecca, kali ja była paŭtara hoda nastaŭnicaj u škole, tak dyrektarka i kazała: «Aha, voś vy vodzicie dziaciej u kino, u muziei i ŭ teatr, a inšyja hetaha nie mohuć, vy supraćpastaŭlajecie siabie kalektyvu hetaj svajoj tannaj papularnaściu. Zorkaj siabie ŭjavili?»
Čamu inšyja nie mohuć? A tamu tolki, što nie chočuć.
Voś na tych, chto ničoha «zvyš» nie choča, hetaja ciapierašniaja kultura, jak i tahačasnaja, raźličanaja. Usio, što vyłučajecca «lica nieobŝim vyražieńjem» — usio navat nie padazronaje, a niebiaśpiečnaje. I miacielić buduć surova. Luboje adchileńnie ŭ vyrazie tvaru pavinna karacca.
Tamu, ubačyŭšy jołačny šar z partretam Hienijuš (da niadaŭniaha času nie tolki šar, ale i pomnik było možna), nie prosta adbirajuć hety šar, jaki ŭvadnačas staŭ zabaronienym, ale i zakryvajuć kramu. Tamu prychodziać da čałavieka, jaki paskardziŭsia na mastackija vartaści pieradačy kahości z prapahandystaŭ.
Niebiaśpiečnyja nie dziejańni i navat nie słovy, niebiaśpiečnyja adchileńni ŭ drabniutkich detalach. Niepadabienstva — užo złačynstva.
Što budzie dalej?
Nu, zaŭsiody tak nie budzie, pavoli jany pačnuć źnižać abaroty. I ŭ raskolinach, u praśvietach dazvolenaha vyrastuć niejkija inšyja movy kultury.
Hadoŭ praź piać-siem. Ale pakul tak, hetak, pakrysie, pa kuchniach, u pryvatnych mikraskapičnych asiarodkach heta budzie raźvivacca.
Ja nie sumniajusia, što ŭsio heta nie pryjdzie zvonku, vyraście znutry. I my, viarnuŭšysia, ubačym niazvykły łandšaft na vulicach haradoŭ, jakija stali nieznajomymi. I, daj boh, zmožam prynieści jašče krychu svajho. My ž taksama cicha prabivajemsia praź lod. Praź inšy, praŭda. Ale taksama mierzły.
Tolki b hetyja «nieobŝije ludi» tut i tam nie razhryźlisia ŭ svaim ledavitym žyćci kančatkova…
Kamientary