BIEŁ Ł RUS

Śviatłana Kalinkina. XXI st. Biełaruski supraciŭ

10.08.2013 / 18:16

Zdochła śvińnia. Kab nie napała rekvizicyja, mužyk palikaŭ susieda i ŭ pociemkach, ciškom, adciahnuli jany jaje dalej ad vioski dy zakapali bieź śloz i farmalnaściaŭ.

— Śvińni zaŭsiody dochli, — kaža. — Kuplajem korm u pjanicaŭ ź fiermy. Ad hetaha korma, byvaje, i śvińni dochnuć, i kury ślepnuć. A to i ničoha im nie robicca. Zaŭsiody tak było — žyćcio…

Nu dyk voś… Zakapali my tuju śvińniu, ale znajšłasia adna aktyŭnaja durnica dy patelefanavała ŭ rajon. Tolki ŭ rajonie taksama našy ludzi, viaskovyja.
Nie viedaju, što ŭžo jany joj adkazali, ale nie pajechali. A jana ŭsio supakoicca nie moža — telefanuje ŭ vobłaść. I voś hetyja ŭžo śpiecbryhadu vysłali. Dziakuj mužyku jejnamu, što papiaredziŭ. Dyk my raboty pakidali, chucieńka dadomu kinulisia — čakajem. Ale ž nie viedajem, ź jakoha boku jany buduć na nas napadać, tamu cełuju śpiecapieracyju arhanizavali. Dziaciej na viełasipiedach pasłali ŭ roznyja baki. Mabilniki im dali, kab telefanavali adrazu, jak tolki ŭbačać mašyny. A sami — chto z kałom, chto ź viłami — vyšli baranić śviniej. Usie mužyki vyšli! Naša vioska družnaja, vy nie dumajcie, chacia adna durnica ŭsio-tki znajšłasia.
I voś jeduć. I milicyja, i vieterynary, i niejkija pry halštukach. My stali naŭprost upopierak darohi, kab navat nie dać ujechać u viosku. Staryja, maładyja, dzieci ź viełasipiedami…
Kažam: «Niama čaho vam tut rabić, nie chvarejuć našy śvińni, nie addadzim».

Milicyjaniery — adrazu ŭbok (ničoha drennaha nie skažu pra milicyju). A vieterynary dy tyja, u halštukach, davaj pahražać. «Nie majecie prava. Pasadzim. Aštrafujem. Zahad. Supraciŭ asobam pry vykanańni…»

Ale my ścianoj staim. Złość niejkaja i strachu nijakaha. «Nie addadzim i ŭsio, jedźcie adsiul».

Jany sprabujuć jechać — my nasustrač ź viłami. Spyniajucca, ludziej dušyć bajacca. Kryk, maciuki… Kali b Łukašenka byŭ, to, moža b i parvali jaho ludzi, nie viedaju.

Baby tym časam vyhaniali śviniej u kałhasnuju kukuruzu: paščaściła, što pole prama za harodami. Jak spravilisia-to i jany prybiehli da nas. A ŭžo dzie baby — tam hvałt taki, što nie pieradać. Vieterynar niejkaj papierčynaj trasie, a adna vychapiła dy na kavałki. Jany jamu i vočy hatovy byli vydrać, nie toje što…

Karaciej, hetyja, sa śpiecbryhady, zrazumieli, što tut užo nie śvińni, a ludzi zabityja mohuć być, i, vidać, spałochalisia.

«Dobra, — kažuć. — Chacia b pakažycie, dzie śvińniu zakapali».

Nu, užo hetuju śvińniu my im addali. Ź joj jany i pajechali.

Svaich parsiukoŭ my potym jašče ci nie dva dni pa kukuruzie vyłoŭlivali. Usio pole jany patravili.

Dziakuj staršyni, i słova nie skazaŭ, bo ŭsio razumieje — čałaviek. A voś babie toj, što rekvizicyju vyklikała, ciapier u vioscy miesca niama, ludzi ŭ vočy plujuć.
Moža b, i chatu spalili, kab nie mužyk jejny.

Praŭda, voś jašče što…

Usie navokał našu historyju čuli, kudy ni prydziem — raspytvali. Tolki tut niedaloka jašče adna vioska jość, z toj ža fiermy korm kuplali, dyk i tam (užo paśla nas) usio roŭna adna larva aktyŭnaja znajšłasia. U ludziej usich śviniej źniščyli, žyvymi palili, babki prytomnaść hublali. Što ŭžo joj budzie — nie viedaju. Ale, pahladzicie, niešta budzie. Ludzi joj nie darujuć.

Dy i što jana narabiła svaim doŭhim jazykom? Navošta? Dumała, kali zakładzie, jejnych śviniej čapać nie stanuć? Dyk usich źniščyli. I jejnych źniščyli.

… Niekali baćka mnie prytču raskazvaŭ: «Vyklikaŭ Boh biełarusa i kaža: «Prasi, što chočaš. Tolki tvajmu susiedu ja dam u dva razy bolš». Biełarus padumaŭ i paprasiŭ: «Vykali mnie voka…»

Nu, što ž jość za ludzi?!

ch ch

Śvińni ŭ ludziej zastalisia. Nie ŭsie, praŭda. Što mahli źmiaścić u chaładzilniki dy marazilniki — toje zabili. Astatnich hadujuć. Tamu ja durnicaj nie budu i dzie ŭsio heta adbyvałasia, nie skažu. Chiba tolki paźniej, piśmieńnikam. Padajecca, što z takimi siužetami novy Mielež moža naradzicca. A to i Bykaŭ…

Čytajcie taksama:

Kamientary da artykuła