BIEŁ Ł RUS

Nie tyja, albo Ci byŭ «Chłopčyk ź lebiedziem»?

12.07.2014 / 10:5

Siarhiej Vahanaŭ

Adna ź pieršych paštovak, pryśviečanych vyzvaleńniu Minska (z archiva aŭtara)

U lipieni 1944 hoda maci pisała baćku na front: «Minsk — heta kančatkovaja miaža majoj mary, maja kropka, adzinaja i apošniaja».

U minułym — piekła červienia 41-­ha, sychod z horada pieššu na šostym miesiacy ciažarnaści. I voś, praz try hady, viartańnie z maleńkim synam…

«Try dni, — piša jana dalej, — chadziła pa takich rodnych i takich strašenna čužych vulicach… Ludziej mała. I ludzi nie tyja».

Dalej maci padrabiazna piša pra toje, što zachavałasia pa levym baku byłych vulicaŭ, pa pravym, a što źniščana ŭščent. U tym liku dom, dzie jana žyła da vajny, da krušniaŭ katoraha ledź dabrałasia praz kučy ziamli, cehły i kamianioŭ, kab ubačyć pusteču nieba zamiest kolišnich svaich voknaŭ…

Kančatkovaja miaža mary.

…Usio ž dzivosnaja i niedatłumačanaja źjava — štohod ładzić 3 Lipienia parady, ci to na Dzień niezaležnaści, ci to na Dzień respubliki, ci to na dzień vyzvaleńnia Minska ad niamieckaj akupacyi.

My zvykła tłumačym hetuju błytaninu nieadolnym žadańniem kiraŭnika krainy demanstravać siłu svajho ŭładarańnia. Ale adkul u častki sučasnych haradžan typova savieckaja zvyčka nie zadumvacca pra maralny źmiest i sens histaryčnych padziej? Čamu achoplivaje ich radasnaje ažyŭleńnie i psieŭdapatryjatyčny entuzijazm? Čamu nie zaŭvažajuć falšyvaść, naŭmysnaść trecialipieńskich uračystaściaŭ, a pakazuchu z tankaŭ, što harać, z rakietavozaŭ, što łamajucca, z traktaroŭ, jakija mała kamu ŭ śviecie patrebny, ličać za prajavu pamiaci pra hieraičnuju minuŭščynu?

Tak, pamiać — vielmi mocny srodak zachavańnia dušy. I čałavieka, i horada, i krainy.

Ale ci jość jana, pamiać, u sučasnaha Minska?

Ci jość u sučasnaha Minska duša?

«A sa spusku da elektrastancyi, — piša matula da baćki, — i paminu niama, što kaliści tut byŭ horad…»

Siońnia i paminu niama, što kaliści tut była elektrastancyja. Pieršaja ŭ Minsku. To bok častka jahonaj dušy. Zamiest jaje — vyrodlivy tromb…

Tak, paśla vajny budavali novy horad, ale jašče žyvuju minskuju dušu adrazali kavałkami. I naprykancy 80­-ch hadoŭ minułaha stahodździa na źniešniaje abličča horada kančatkova byŭ naviedzieny ŭzorny sacyjalistyčny hlaniec i blask. I horad, što staŭsia na miescy pachavanaha pad krušniami, dziŭnym čynam złučyŭ ciažkuju dymnuju industryju i kazarmiennuju niepieraborlivaść zavodskich uskrainaŭ z falšyvakłasičnaj eklektykaj centra, adnastajnaj nudotaj mikrarajonaŭ, zadzirlivym razmacham praśpiektaŭ, płoščaŭ i vypirajučaj adusiul kamunistyčnaj łozunhavaściu…

Usio, ci amal usio, što składała svojeasablivaść haradskoha žyćcia, šmatkolernaść jahonych tradycyj i rytuałaŭ, utrambavałasia revalucyjami, vojnami i biezrazvažnym budaŭnictvam «śvietłaj budučyni». Apošnim na toj čas aktam hetaj trahiedyi stałasia historyja «Chłopčyka ź lebiedziem» — fantana­pomnika ŭ centralnym haradskim skviery, što byŭ adkryty ŭ 1874 hodzie ŭ honar pieršaha minskaha vodapravoda, i, nadziva, pieražyŭ usie voj­ny i revalucyi. Dva petevešniki, dva vypładki tych, chto, byccam pompaj, byŭ zaciahnuty ŭ budaŭnictva «katłavana», adarvany ad karanioŭ i źmieščany ŭ ahulnaje sacyjalistyčnaje pamiaškańnie, skrucili ŭsio ž lebiedziu šyju i raźbili chłopčyku hałavu…

Tak, naprykancy 80-­ch u Minsku praktyčna nie zastałosia staražyłaŭ, tych, chto jašče zachoŭvaŭ u sabie hienietyčnyja kody haradskich pakaleńniaŭ.

Navat davajennych staražyłaŭ u Minsku amal nie zastałosia: ramiesna­-handlovy i słužbovy lud byŭ pavybity jašče revalucyjaj i hramadzianskaj vajnoj; nacyjanalnaja intelihiencyja, što paradziła i ŭvabrała ŭ siabie duch chutkaciečnaha biełaruskaha Reniesansu, zhinuła ŭ viry HUŁAHu; šmat pa kim z tych, chto ŭ 41­-m zastaŭsia ŭ akupacyi i vymušany byŭ pracavać u niemcaŭ, biaźlitasna prakaciłasia čyrvonaje koła NKVD; habrejstva zbolšaha zahinuła ŭ hieta, a toje, što vyžyła, źjechała na nanava zdabytuju radzimu prodkaŭ ci ŭ inšyja prychilnyja ziemli i harady…

Maci nie tłumačyć, što mieła na ŭvazie, kali napisała: «I ludzi nie tyja». Chutčej za ŭsio, nie tyja tvarami, nie tyja pavodzinami — nie tyja, što da vajny…

Siońnia ž «nie tyja» ładziać parady pa cieniach zabitych prodkaŭ i handlujuć kavałkami minskaj dušy.

…Dyk ci byŭ u Minsku toj «Chłopčyk ź lebiedziem»? A mo jaho i nie było? Bo toj, što adnoŭleny — nie toj, nie toj…

Ja žyvu niedaloka ad najstarejšych minskich mohiłak, što zavucca Vajskovymi, chacia pachavany tut i cyvilnyja ludzi, pakaleńni minčukoŭ. Doŭhi čas mohiłki byli ŭ zaniapadzie, redka chto, akramia bahamolnych staruch, zachodziŭ siudy pakłanicca mahiłam i zapalić u carkvie śviečku. I tolki ŭ siońniašnija časy płyvie naŭkoł čysty, prazrysty zvon. Śviatoje miesca poŭnicca ludźmi, a la mahił, asabliva na Radunicu i Dziady, uvichajucca ni adsiul, ni adtul naščadki — prybirajuć apałaje liście, upryhožvajuć mahiły kvietkami, farbujuć aharodžy… Mohiłki ažyli, jak ni dziŭna heta hučyć.

Nie viedaju, jak dla kaho, a dla mianie heta samy vierny, samy abnadziejlivy znak taho, što duša majho rodnaha horada adrodzicca.

Znak taho, što «Chłopčyk ź lebiedziem» usio ž taki byŭ.

***

«Minsk, lipień 1944-ha», uryvak ź lista maci

Čytajcie taksama:

Kamientary da artykuła