Taćciana Barysik. Zadni most kamsamołki. Apaviadańnie
Nie viedaju na kiepskaje toje ci na dobraje: ludzi, jak pastalejuć, zabyvajucca na svaje dziciačyja hulni. Trymać u hałavie ŭsio nazapašanaje škodna. Hłuzdy złamacca mohuć. Tamu pamiać staranna vyniščaje ŭsialakuju niepatrebščynu. Ale samarobnaje cacačnaje radyjo ŭ vyhladzie susiedskaha kata, hvałtam zasunutaha ŭ skryniu, chovanki ŭ ciomnaj šafie, lalka z adłamanaj nahoju nikudy nie źnikajuć. Nasupierak zdarovamu sensu jany ŭspłyvajuć ź niabytu, kab paciešyć padrosłych naščadkaŭ zhadkami baćkoŭskaha malenstva i praciahnuć svajo niabačnaje kiravańnie darosłym žyćciom.
A ja dyk pra tuju hulniu pamiataju ŭsio. I narakać niama sensu. Štodzionnaje isnavańnie nie daje pamiaci źniščyć usio, źviazanaje ź joju, niezaležna ad majho žadańnia…
Nie mahu zabycca na haračyniu kubanskaha nieba, zialonyja abrykosavyja šaty i zaŭsiodnuju čaradu tamtejšych baranoŭ pad imi. Chaciełasia b jašče dziela pryhažości prypleści siudy cień płatanaŭ, jakija, mahčyma, navat raśli na terytoryi letnika adpačynku i pracy, tolki ja ni tady, ni ciapier nie viedaju, jak jany vyhladajuć. Na žal, majo znajomstva z paŭdniovym raślinnym śvietam źviałosia da vializnaha kusta čornych jahadaŭ la stałoŭki, padobnych na ažyny, tolki sałodkich na smak. Ščaślivaja tym, što ich mała chto ŭpadabaŭ i ahledzieŭ, ja ŭ volny čas biehła da taho kusta i łasavałasia. Maje vusny ŭ momant rabilisia sinimi, a duša poŭniłasia radaściu isnavańnia. Tym pamiatnym apoŭdniem tamaka mianie i zaśpieła susiedka pa baraku, skałanuŭšy łahiernyja absiahi hučnym «Biažy chutčej u korpus, dzieŭki hulać kličuć!».
Vyśvietliłasia, što maim siabroŭkam i adnakłaśnicam stała sumna, jany vyrašyli zrabić siurpryz dla ŭsich achvočych — zładzić niejkuju zachaplalnuju hulniu. Začynilisia ŭ pakoi, zaviesili vokny, zahadali zachodzić pa adnym, jak da doktara. Pokul ja dabiehła, to była ŭžo čaćviortaj ci treciaj. Dačakaŭšysia čarhi, uvajšła ŭ pakoj. Nie paśpieli dźviery začynicca, jak niečakanaje «Ci žadajecie vy ŭstupić u kamsamoł?» źbiła mianie z pantałyku. Pasiarod pakoja stajała maja siabroŭka Vola z arkušam papiery, nasuprać jaje — niejkaja łaŭka, zasłanaja kapaj, pa roznych bakach jakoj siadzieli Ira z Halaj. Heta było adzinaje, što ja paśpieła ahledzieć. Usia maja ŭvaha skiravałasia na Volhu, jaje dziŭny zvarot na Vy i niedarečnaje pytańnie. Užo va ŭsiu huła pierabudova, pa horadzie zredčasu łunali bieł-čyrvonyja ściahi, pahadzicca na takuju prapanovu moh chiba što hłuchi, ślapy i durny adnačasova. Uvosień toje samaje, ale nadta saramliva, užo prapanoŭvała ŭsiamu kłasu zavuč pa vychavaŭčaj rabocie — biezvynikova.
— Ci chočacie vy ŭstupić u kamsamoł? — znoŭ nastojliva paŭtaryła Vola.
— Nie, nie chaču! — rašuča abazvałasia ja, ukłaŭšy ŭ hetyja słovy ŭsiu moc pratestu dziciaci časoŭ pierabudovy.
— Nu, heta ž takaja hulnia, usie kažuć «tak», — łaskava, ale ŭpeŭniena ŭhavorvała Vola.
Fota Siarhieja Hudzilina.
I mnie padumałasia: što ja hublaju? Nu, nie pahadžusia, sydu, tak i nie daznaŭšysia, čym usio skončycca. A što dalej? Jahadami ŭžo abjełasia pa vušy. Siadzieć na łaŭcy ŭ samocie i čakać viečara? Taksama nie varyjant! Karaciej, saśpiełaja padletkavaja cikaŭnaść uziała vierch nad niaśpiełaju hramadzianskaj pazicyjaj:
— Tak! — vyhuknuła ja.
— Tady siadajcie, ja vam niešta začytaju, — zahadała Vola, pazirajučy ŭ svoj arkuš.
Zaspakojenaja, sunusia da łaŭki. Sprabuju sieści miž Iraj i Halaj. Jany ŭstajuć, raptoŭna abrynajecca łaŭka, abrynajecca kapa, abrynajecca ŭvieś bieły śviet i lacić dołu. Ja, ničoha nie ściamiŭšy, laču razam z usim i pad hučny rohat siabrovak laskajusia ab padłohu zadnim mostam. Azadak i levaja naha smylać jak maje być, ź ciažkaściu ŭźnimajusia i tolki tady pačynaju razumieć: nijakaj łaŭki tut i blizka nie stajała, a byli dva zedliki, miž imi kapa, jakuju ŭtrymlivali dzieŭki pa bakach usieŭšysia. Pytańnie pra kamsamoł prydumanaje naŭmysna, kab źbiantežyć. Kirujusia da vychadu, naŭzdahon čuju ścišanaje:
— Vychodzić nielha, zastavajsia tut.
I hołasnaje:
— Nastupny!
La pakoja ludziej sabrałasia ładna. Usio paŭtarajecca. Pytańnie. Admova. Paśla zhoda i niazmušany palot dołu. Užo ja rahaču z čarhovaha niebaraki. Heta vyhladaje kampiensacyjaj za fizičny bol dy niadaŭnija maralnyja pakuty. Ja nie kryŭduju. Nichto nie kryŭduje. Usie ŭdziačnyja. I ja ŭdziačnaja i tady, i ciapier nie tolki za ŭdałuju sprobu zmahańnia z łahiernym sumam dy admietny ŭspamin. Bol daŭžynioju ŭ čverć hadziny byŭ varty taho, bo raz i nazaŭsiody pierakanaŭ mianie nikoli nie ŭviazvacca ŭ hulni, z praviłami jakich niazhodnaja, navat kali sam praces abiacaje być nadta cikavym.
«Znajšła pra što ŭzhadvać, — aburana praburčyć niechta. — Vuń na vajnie ludziam ruki-nohi adryvała — i ničoha, žyli, a ty pa pabitaj sracy płačaš!» Dy ja b zabyłasia z radaściu! Dyk nie dajuć ža! Kolki ludziej dasiul pakutujuć ad taho samaha — vy prosta sabie nie ŭjaŭlajecie! Asabliva ciažka ŭvosień, napiaredadni ŭhodak kamsamołu, kali źjaŭlajucca jany — dva pryvidy, varta tolki ŭklučyć televizar ci zajści ŭ najbližejšy DK. Sivy dzied u zielenavata-šerym stroi, kolišni kiraŭnik harkama, zadavoleny tym, što choć raz na hod zajmieŭ poŭnuju zału volnych vušej. Svaim vyhladam jon nahadvaje staroha vuža, jaki na Uźvižańnie hrejecca ŭ apošnich vosieńskich promniach. Śpiarša vitaje prysutnych, doŭha chvalicca ŭłasnym žyćciom, pakładzienym na ciažkuju pracu ŭ harkamie, pry kancy narakaje: maŭlaŭ, niama taho, što rańš było — paŭsiul adny tanculki i zabaŭki, a ŭ byłyja časy biez nakiravańnia z kamsamołu navat na rabfak pastupić było nielha! Potym na scenu ŭźnimajecca jana — vyzvaleny kamsorh niejkaj drobnaj kantory, kanca 80-ch, čałaviek ź vialikaj budučyniaj u minułym. U maładości nadta lohkaja na ŭzdym studentka — zavočnica, amatarka turźlotaŭ, budatradaŭ, chalaŭnych biasiedaŭ. Ciapier — pakłyčanaja časam chudarlavaja ciotačka-dziaŭčynka z čezłym chvościkam vałasoŭ na patylicy, u samaviazanym švedryku, skałupanym z roznakalarovych łapikaŭ jašče padčas zaniatkaŭ u hurtku «Umiełyja ruki». Kiraŭnička kazała — pryhoža… Žyćcio i pradmova na dźvie častki padzielenaje. Śpiarša budatrad, turźlot, 7 listapada, vočy bliščać sprabujuć. Paśla zhasańnie kamsamołu, zmušanaje viartańnie da prostaj čałaviečaj pracy na fabrycy ci ŭ biblijatecy. I niama ŭžo, to j nie budzie, ni budatradaŭ, ni źlotaŭ, ni abiacanaj pasady ŭ rajkamie. A nieba na ziamlu nie abrynułasia, sonca jak śviaciła, tak i śviecić! Navat moładź idejnaja ŭ majkach z nadpisam «BRSM», što siadzić u pieršych šerahach, nie bačyć u jaje asobie žyvoj lehiendy, a hulajecca ŭ telefony i rahoča. Na tle niaŭdałaha chendmejku kanca minułaha stahodździa kitajski šyrspažyŭ hladzicca pryncesinym uboram.
Tolki ja nie śmiajusia, razumieju i spačuvaju. Lasnuŭ toj kamsamoł, i kamsorh razam ź im lasnułasia, tolki značna macniej, čym ja padčas niezabyŭnaj dziciačaj hulni ŭ kubanskim letniku — jana ž sia-dzieła kudy vyšej i była starejšaj hadkoŭ na dvanaccać! Lasnułasia tak, što čverć stahodździa minułasia, a bol u zadnim moście tak i nie ścišyŭsia.