Ina Nasovič. Čakaladnaja atmasfera
apaviadańnie
Čakaladnaja atmasfera ŭdoma. Čakaladnaja z małakom. Atmasfera vialikaj kolkaści ludziej. U kožnaha svaje mary, prablemy, spravy. Jana stamiłasia. Vyjście? Chiba tolki ŭ dumkach: apynucca b na dachu svajho šmatpaviarchoviku. Vykuryć cyharetu. Albo d́źvie. Pravietryć stomlenuju hałavu. Hłynuć śviežaha, maroznaha pavietra. Kab śniažynki pieratvarylisia ŭ strazy. A jana zrobić ź ich azdoby.
1
Čakaladnaja atmasfera ŭdoma. Čakaladnaja z małakom. Atmasfera vialikaj kolkaści ludziej. U kožnaha svaje mary, prablemy, spravy. Jana stamiłasia. Vyjście? Chiba tolki ŭ dumkach: apynucca b na dachu svajho šmatpaviarchoviku. Vykuryć cyharetu. Albo d́źvie. Pravietryć stomlenuju hałavu. Hłynuć śviežaha, maroznaha pavietra. Kab śniažynki pieratvarylisia ŭ strazy. A jana zrobić ź ich azdoby.
Pačućcio rasčaravanaści. Kudyści, čamuści i niejak zusim nie zvažajučy na jaje, šurhanuŭ vychodny, niby pa svaich spravach. Ciapier užo daremny, a raniej ža jana mieryłasia zrabić niešta važnaje. Albo pryjemnaje. Naprykład, adpačyć. Ci pačytać sałodkich knižak, pahladzieć novych cikavych filmaŭ, nadumać hienijalnych dumak… Ale što ni rabi ŭ taki vychodny, kožnaja hadzina prosta źnikaje. I pakidaje tabie razumieńnie taho, što čas — źjava važniejšaja za čałavieka: jamu naplavać, chto i čaho choča. Tamu čałaviečki sychodziać — kudy, mo na Strašny Sud? — a jon, vialiki Čas, zastajecca. Čakać nastupnaha pakaleńnia.
2
Pakolki ŭ svaich snoch hałoŭnaj dziejnaj asobaj źjaŭlajeśsia zvyčajna ty, to na ŭzroŭni padśviadomaści ŭsie padziei pradkazalnyja. Chacia i krychu dziŭnavatyja, miakka kažučy. Ale ty navat možaš imi kiravać. Ci ž heta nie pryjemnaje adčuvańnie — być uładalnicaj stvoranaha taboju śvietu, jaki isnuje, pakul ty śpiš?
3
Urešcie jana tam — na ŭtulnym dachu niaŭtulnaha šmatpaviarchoviku. Na šyi — medaljon, jaki jaje abaraniaje. I nahadvaje rumiany bublik: z adnaho boku — smačny, duchmiany, a ź inšaha — prosta dzirka.
Jana staić na samym krai. Niby źbirajecca ŭ palot. Z ptuškami. Ci ptuškaj. U hałavie — fatahrafičnaja stužka, bo jana žadaje zapomnić usio, što zaraz adbudziecca. Kab ranicoju raspavieści bratu, siabram, usim, što heta takoje — lotać. Niachaj sabie i ŭ śnie.
Na plačy chistajecca dzivosnaj pryhažości šaŭkovaja sumka. Symbal žanockaj mocy. U sumcy jość usio, nieabchodnaje dla palotu-padarožža. Kavałačak cudoŭnaha miatnaha myła. Skrynka z roznakalarovymi pacierkami. Pačak kavy z cynamonam. Heta — kody lubimych pachaŭ, koleraŭ i inšych sensarnych pačućciaŭ. Jašče ŭ sumcy lažyć kniha. Symbal viedaŭ i čałaviečaha rozumu. Ale jakaja — nieviadoma. Adsiul nie vidać.
4
Chto skazaŭ, što ŭ snoch padśviadoma viedaješ usie padziei? I ci tak heta ŭžo dobra — viedać usio? Tady ž niama šlachu nazad. A inšym časam adstupleńnie vyratoŭvaje žyćcio. Čužoje žyćcio ŭ henym vypadku. Bo ŭ dziaŭčyny, što staić na samym krai dachu, absalutna ŭsio ŭ paradku. U pakoi i ŭ dumkach.
5
Niečakana vichor pytańniaŭ i adkazaŭ u jaje hałavie źmiašaŭsia ź vichrom, šorhatam, śvistam i šeptam vietru.
Palot.
I heta ŭžo bolej nia son.
6
Vy bačycie tam, la adnaho sa šmatlikich voknaŭ užo inšaha šmatpaviarchoviku pryhožuju biełuju kotku z błakitnymi vačyma? Dobra, što bačycie, bo hena — vielmi niezvyčajnaja kotka. Kaliści — nia tak daŭno — jana była kimści inšym. Dziaŭčynaj, naprykład.
7
Adčynienaje akno z prazrystaj šybaj. Mienavita prazrystaść šyby i pryciahnuła ŭvahu biełaj kotki z błakitnymi vačyma. Aściarožna — kab nikoha nie spužać i samoj nie spužacca — jana zazirnuła ŭ nievialiki ŭtulny pakojčyk, jaki akazaŭsia kuchniaj. Joj padałosia, što kaliści — chutčej za ŭsio ŭ inšym žyćci — jana ŭžo tut była. Kažuć, što ŭ biełych kotak z błakitnymi vačyma drennaja hienetyčnaja pamiać. Učora jaje heta nia vielmi turbavała, a voś zaraz jana sapraŭdy paškadavała, što aničoha nia pomnić z taho žyćcia, kali jana była maładzieńkaj dziaŭčynaj. Adnoje, u čym jana ŭpeŭnienaja — u hetaj kuchni jana ŭžo kaliści była. Napeŭna, piła miatnuju harbatu z cytrynavymi cukierkami.
Nu, tady čamu b nie zazirnuć siudy na śniedańnie i siońnia? Lohkim skačkom jana apuściłasia na ružovuju kanapu.
I tut u kuchniu ŭvajšoŭ małady mužčyna. Padaŭsia znajomym taksama. I dzie jana jaho bačyła?
8
Pračnuŭsia jon niejak zusim niečakana. Niby chtości abudziŭ. Chacia zrabić hetaha nichto nia moh. Voś užo čaćviorty hod jon žyvie adzin. Zrazumieła, čas ad času ź im žyvuć niejkija asoby žanočaha połu. Ale ŭčora jon zasynaŭ adzin. Heta jon viedaje dakładna. I tym nia mienš, štości vymusiła jaho pračnucca.
9
Try hady tamu ad jaho syšła kachanaja. Darečy, jany aboje vyrašyli, što tak budzie lepiej. I bolš jany nia bačylisia. U vialikim horadzie ciažka vypadkova sustrecca — dy i navošta? — tym dvum, jakija raźvitalisia nazaŭsiody.
Sapraŭdnaje kachańnie zvyčajna ciažka źništožyć, bo pačućcie jednaści — adnaho žyćcia na dvaich — zastajecca navat tady, kali ŭžo prajšło kolki času z apošniaj sustrečy. Niby pa staroj zvyčcy, praciahvaješ čytać jaje dumki, viartajeśsia miatnymi viečarami ŭ najlepšyja z uspaminaŭ i amal nieśviadoma robiš toje, što pryjšłosia b tak daspadoby tvajoj zhublenaj pałavinie, kali b jana tolki daviedałasia.
Na praciahu troch hod paśla samotna-balučaha raźvitańnia jon usio kachaŭ jaje. Ale nie kazaŭ nikomu, kanśpiravaŭsia, jak špijon. Pierad saboju, baćkami, siabrami. I asobami žanočaha połu, jakim jon padavaŭsia spakojnym i mužnym: vysoki, šyrokija plečy — ništo jaho nie chiśnie, ani viecier ź biełaruskich paloŭ, ani žyćciovyja niahody.
«Nu i niachaj sabie jon krychu nieprystupny. Jon ža chimika-bijolah, a jany ŭsie takija», — razvažali kabietki i maładyja dziaŭčaty. Niekatoryja navat brali na svaje — i chto skazaŭ, što kvołyja? — plečy abaviazak zaleźci hłybiej u jaho zahadkavuju — bo chimika-bijolaha — dušu. Ale kudy tam. Jany tolki jašče bolš addalalisia ad jaho. A potym z pustymi rukami i navat pakryŭdžanyja vychodzili ź jaho žyćcia praz maleńkija kryštalnyja dźviery, jakija jon im — jak sapraŭdny halantny kavaler — adčyniaŭ.
Nivodnaja ź ich tak i nie dačakałasia ciepłyni ŭ jaho čakaladnych vačach — henaja čakalada zaŭsiody zastavałasia chałodnaj; nie adčuła, jakimi piaščotnymi mohuć być jaho dałoni z pryhožymi palcami; nia ŭbačyła, jak jon zadavolena ŭśmichajecca krajkom rotu tym soniečnym promniam, jakija ryzyknuli kazytać jaho tvar letniaj ranicaj…
Z dumkami pra jaje — uciakačku, biežanku, zdradnicu, i ŭsio adno, samuju lepšuju — jon pračynaŭsia, vypivaŭ kubak kavy albo čaju, prymaŭ duš, apranaŭsia, išoŭ na pracu, a ŭviečary sustrakaŭsia ź siabrami ŭ jakoj-niebudź restaracyi ci išoŭ na spatkańnie da čarhovaj novaj dziaŭčyny.
Čas ad času byŭ u kamandziroŭkach. Paru razoŭ udzielničaŭ u mižnarodnych kanferencyjach z metaj abmienu prafesijanalnymi viedami i idejami. Pabačyŭ roznyja ziemli, vialikija i małyja, eŭrapiejskija i nia tolki. Ź cikavymi ludźmi znajomiŭsia i siabravaŭ. Navat internacyjanalnaje kachańnie ŭ jaho było. I hrošaj jon zarabiŭ. Adnym słovam, pastaleŭ chłopiec — emacyjna i prafesijna.
Ale pakul žyćcio voś tak išło, jana ŭsio roŭna zajmała jaho dumki, niezaležna ad taho, dzie i z kim jon zasynaŭ.
10
Ale siońnia ranicoju jon adčuŭ, što jana narešcie syšła ź jaho žyćcia. Mienavita hetaja dumka jaho i abudziła. Ciapier jon svabodny. Užo nazaŭsiody.
Jana syšła ź jaho žyćcia.
Adčuvańnie vielizarnaj straty. I vialikaj palohki. Pryhatavać sabie kavy. Asensavać.
11
Jak tolki ŭvajšoŭ u kuchniu, ubačyŭ, što na jaho ŭlubionaj ružovaj kanapie siadzić niečakanym siurpryzam — šanoŭnaje spadarstva, nie pakidajcie vašyja vokny adčynienymi na noč — biełaja kotka z błakitnymi vačyma. Pryhožaja. Ale hladzić niejak naściarožana i navat krychu ździekliva. Niby vyvučaje jaho.
Nu i što ź joju zaraz rabić? Adpravić nazad u akno? Za dźviery vykinuć taksama niejak žorstka. Da taho ž, pasprabuj da jaje dakranisia! Jak učepicca svaimi kipciurami ŭ ruku, padziare skuru da kryvi, a jamu potym apraŭdvajsia ŭ labaratoryi i trymajsia padalej ad sterylnych materyjałaŭ i takich rodnych probavak-šklanak. A jak ža jon biaź ich? Nie, nie čapać jaje pakul što. Mahčymaść zajmacca ŭlubionaj spravaj jamu bližejšaja i daražejšaja. Zrabić sabie narešcie kavy.
Cikavaja reč. Pakul jon nasypaŭ kavu ŭ kaŭnik i staviŭ jaho na plitu, jamu čamuści zdavałasia, što kotka ŭtaropiłasia svaimi błakitnymi vačyma jamu ŭ śpinu. Jon navat paru razoŭ azirnuŭsia, kab upeŭnicca, što maleńki źvier z błakitnymi vačyma nie raspačnie nastup, pakul jon zajmajecca inšaj spravaj. Vam śmiešna? Jamu — nie. Bo ŭ jahonaj kvatery nieznajomaja kotka. Achtunh.
Pryjemna zapachła kava. Začyniŭ akno — kab bolej nichto nia ŭlez — i sieŭ za stoł. Na zedlik, tamu što kanapa była akupavana kotkaj. A jana, zrazumieŭšy, što hnać u šyju jaje adtul nichto nie źbirajecca, utulna raźlahłasia na ŭsiu daŭžyniu svajho kacinaha cieła.
I tolki zaraz, uvolu nadziviŭšysia nachabnaści i pryhažości kotki, jon zirnuŭ na hadzińnik. 8.30. Jaho ž čakajuć u labaratoryi a dziaviataj! Chutka ŭ duš, apranucca, złavić taksi.
Kinuŭ raźvitalny pozirk na kotku, syšoŭ. Vyrašyŭ jaje nie turbavać: jana ŭžo i zasnuć paśpieła. Lohka prystasoŭvajecca da čužych kvater, nachabnaja žyviolina.
12
Kali jon viarnuŭsia ŭviečary dadomu, jaje ŭžo nie było. I jak jana źnikła? Dźviery i akno začynienyja. Mo inšaplanetnyja istoty zavitali? Uśmichnuŭsia. Jakaja roźnica? Zapaliŭ. Zirnuŭ u akno. Da stomlenaj za dzień ziamli kaciłasia ružovaje koła sonca.
A ŭ jaho raspačałosia novaje žyćcio.
Ina Nasovič
Fota Andreja Lankieviča