Andruś Chrapavicki. Łancuh
Siońnia ja byŭ u Miensku. Nie lublu hety horad...
Siońnia ja byŭ u Miensku. Nie lublu hety horad.
Pryjaždžaju redka, ale kali patraplaju,
To zaŭsiody a pieršaj hadzinie
idu ŭ Park Čaluskincaŭ,
Siadaju ŭ ciani drevaŭ i słuchaju šamacieńnie listoty,
Zapluščyŭšy vočy, čakaju
Na vyzvaleńnie,
Na daravańnie,
Na toje, što ŭsio heta niejak voźmie i skončycca
Raptoŭna ci pastupova,
Ale nazaŭždy.
A druhoj padychodzić Ivan,
My ź im navat nie vitajemsia, nia hutarym.
I ŭpasi boža nie hladzim adno adnamu ŭ vočy.
Jon tyča mnie zdymak.
Mnie dastatkova adnaho imhniennaha pozirku,
Kab zapomnić tvar i adras.
Pozna nočču viartajučysia da domu,
Ja zaŭsiody spyniajusia za horadam,
Siadaju pad dreva.
I płaču,
Płaču,
Płaču,
By niešta źmienicca,
By maje ślozy zatopiać hety čortaŭ śviet,
By ja sam patanu ŭ ich…
Ja viartajusia davidna,
Kab paśpieć zavieźci ciabie ŭ škołu.
* * *
Štodzionna ŭ rubrycy «Litaratura» na sajcie NN — novyja tvory. Čytajcie dla serca, čytajcie dla rozumu, čytajcie dla movy.