BIEŁ Ł RUS

Dziakuj tabie, Dzima

20.07.2012 / 11:21

Pra palitviaźnia Źmitra Daškieviča piša Śviatłana Kalinkina.

Sa Źmiciera Daškieviča zrabili złosnaha parušalnika režymu i zaviali novuju kryminalnuju spravu. Jon pavinien byŭ vyjści na volu 18 śniežnia, ale, miarkujučy pa ŭsim, nie vypuściać. Prosta nie vypuściać.

Bo niekamu vielmi nie chočacca, kab jon byŭ na voli. Nienavisnyja siońniašniaj uładzie takija, jak Daškievič.

Pustazvony, jakija bałabolać za Biełaruś, ale navat nie mohuć datumkać, dzie ŭ ich aficyjny ściah pieraviernuty dahary nahami, a dzie pravilny — tyja pryhretyja i abłaščanyja. Prystasavancy, jakija nie pavarušacca, kali im hrošaj nie zapłaciać ci adhułam nie zasałodziać — tyja dla ŭłady svaje. Bałbatuny, jakija viedajuć, dzie i što skazać dy ŭ čyje vušy — hetyja naohuł razumnymi ličacca. A z takimi, jak Daškievič, siońniašniaj uładzie niama na čym syścisia. Kali b jon babul abkradaŭ dy valaŭsia pjany pa zavuhollach — daŭno byŭ by na voli z pažadańniami ščaścia i dabrabytu. A pakolki idejny, to budzie siadzieć.

Hetaj uładzie nie patrebny idejnyja, joj patrebny tyja, chto čmiakaje la karyta.

Ale ludzi ad žyvioł tym i adroźnivajucca, što zdolny kłapacicca pra vysokaje, uźniosłaje, pra ideały. Napiaredadni Dnia niezaležnaści ŭ dubrovienskaj rajoncy (heta ŭ toj ža Viciebskaj vobłaści) ja pračytała blic-apytańnie pra patryjatyzm — u ludziej cikavilisia, kaho ŭ našy dni možna ličyć patryjotam? I nichto nie skazaŭ, što patryjot — heta toj, chto ŭ patrebnych miescach uładzie padčaŭkvaje. «Heta čałaviek, jaki lubić svaju krainu, jaki bieraže jaje tradycyi i zdolny da samaachviaravańnia na karyść svajoj Radzimy», — adkazała niejkaja Taćciana, 26 hadoŭ. «Patryjot — heta čałaviek, dla jakoha słužeńnie Radzimie źjaŭlajecca hałoŭnaj metaj i sensam usiaho žyćcia», — Volha, 47 hadoŭ. «Patryjoty — heta mocnyja ducham ludzi, tyja, chto lubić svaju Radzimu i hatovyja słužyć joj usio žyćcio», — heta ŭžo niejkaja Ludmiła Barysaŭna, 56 hadoŭ. Nie viedaju, ci byŭ u hetych prostych ludziej z hłybinki prykład pierad vačyma, kali havaryli jany takija pravilnyja słovy, ale ja čytała — i dumała mienavita pra Dzimu Daškieviča.

Chłopca źbivali za majki z nadpisam «Lublu Biełaruś», jaho sudzili za zakliki «Žyvie Biełaruś!», jaho zapałochvali, vyvozili ŭ les, roznyja chłuślivyja plotki puskali, kab dyskredytavać…

Ale jon uparta stajaŭ na svaim: «My nie ruskija, my biełarusy. My hodny narod z hodnaj historyjaj. My majem prava na hodnaje žyćcio».

Ułada varjacieła. Ale słovy Daškieviča adhukalisia ŭ sercach tysiačaŭ biełarusaŭ.

Źmiciera prynižali za biełaruskuju movu, tolki siońnia navat futbolnyja fanaty padtrymlivajuć svaje kamandy biełaruskamoŭnymi raściažkami i kryčałkami.

Chłopca chapali za bieł-čyrvona-bieły ściah, a ciapier alimpijskaja zbornaja jedzie ŭ Łondan u kaściumach, vykananych u kolerach sapraŭdnaha nacyjanalnaha ściaha.
I heta značyć, što jon, nacyjanalny simvał, pieramahaje. Takija, jak Daškievič, pieramahajuć.
Ułada rabiła niedapuščalnaje — faktyčna vychoŭvała ŭ biełarusach kompleks niepaŭnavartaści.
I, maŭlaŭ, ničoha vialikaha na našaj movie nie napisana, i nikoli ŭ historyi my nie byli samastojnymi, i našy histaryčnyja simvały — ściah i hierb — niečym tam zhańbavanyja, i niebarakami my ŭdalisia, tamu sami, biez padkazki, nie raźbiaromsia, za kaho na vybarach prahałasavać… My — darosłyja, razumnyja, vopytnyja — ad adčaju nie viedali, što rabić. Chto zusim zmoŭk, chto aburaŭsia na kuchni, chto pisaŭ akademičnyja artykuły, chto źjazdžaŭ u emihracyju. A hetyja chłopčyki i dziaŭčaty zmahalisia, leźli ŭ samaje piekła. Z padkreślenaj biełaruskaściu, ź bieł-čyrvona-biełymi-ściahami, z ulotkami, z vuličnymi akcyjami, z upartaj upeŭnienaściu, što ŭsio možna źmianić, jany žyli pa pryncypie «Lublu Biełaruś» i traplali ŭ turmy…

I Daškievič byŭ u ich napieradzie. U lidarach.

Dyk chto samaaddana słužyć Radzimie, chto patryjot? Tyja, čyimi rukami i pa čyim zahadzie nad im ździekujucca, ci maładzion, jaki nie słovy pra patryjatyzm na palitinfarmacyjach havoryć, a achviaruje saboj u imia Biełarusi?

Siońnia niejkija słovy padtrymki treba kazać jamu, Dzimie. Bo heta adzinaje, što my možam. Pakul niama ŭ nas inšych sposabaŭ dabicca spraviadlivaści. Niama mahčymaści abaranić chłopca, jakoha ckujuć ni za što.
Niama spadziavańniaŭ na zakon, na sud, na rozum, na sumleńnie. Niama la ŭłady maralnych aŭtarytetaŭ, jakija b pajšli, skazali «Soram!» i ŭłada b adrazu zasaromiełasia, vypuściła.

Dažylisia…

Ale pakul jość takija chłopcy, jak Daškievič, zastajecca nadzieja, što za hety pieryjad apantanaha ciemrašalstva pierad historyjaj biełarusy apraŭdajucca.

Bo niejak ža i Daškievič, i mnohija inšyja, takija, jak jon, jany siarod nas naradzilisia. Razumieli my ich ci nie razumieli, padtrymlivali ci nie padtrymlivali, tolki mienavita jany dakazvali, što biełarusy — heta nie tolki bajaźliŭcy, prystasavancy i mankurty biez karanioŭ.

Dziakuj tabie, Dzima! Bo navat z-za krataŭ ty padtrymlivaješ u sercach ludziej nadzieju, što Biełaruś abaviazkova budzie mienavita takoj, jakuju ty lubiš. Hodnaj, svabodnaj, pryhožaj jeŭrapiejskaj krainaj.

Ty macuješ vieru ŭ toje, što pieražyviom my hety ciažki etap. Ale tady ŭžo nikoli naša Radzima-harotnica nie źviedaje časoŭ, kali ludzi bajacca vyjści na vulicu z płakatam «Lublu Biełaruś!». Kali antydziaržaŭnym ličycca łozunh «Žyvie Biełaruś!». Kali takija chłopcy — za kratami.

Čytajcie taksama:

Kamientary da artykuła