Vasil Bykaŭ. APALAHIETYKA «NAHANA»
№ 13 (134) 1999 h.
Vasil Bykaŭ
APALAHIETYKA «NAHANA»
Pamflet
U hetaj krainie bić lubili zdaŭna, zaŭždy kaho-niebudź bili. Najpierš, viadoma, kali zavajoŭvali čužyja ziemli ci baranilisia ad čužyncaŭ-vorahaŭ. Kali ž tyja prycichali, tady bili svaich. (Bi svajho, kab čužy bajaŭsia!) Bili śmierdaŭ, bajar, stralcoŭ, raskolnikaŭ, pryhonnych, kniazioŭ i dvaranaŭ. Achvotna bili taksama caroŭ dy imperataraŭ, jakich dušyli paduškami, irvali bombami, stralali z maŭzeraŭ i nahanaŭ. Jak usich hetych pierastralali, uzialisia za aficeraŭ, hienerałaŭ dy admirałaŭ. Kali ž i tyja razam z pamieščykami dy kapitalistami byli spres pierabityja, nadyšła čarha inšych. Baraćba pad toj čas nabyła taki impet, što nie mahła spynicca. Pakolki klasavych antahanistych nie zastałosia, byli stvoranyja časovyja, kštałtam nepmanaŭ, jakich paniščyli paśpiachova i biaz rešty. Z hetymi, darečy, usio było zrazumieła i naturalna. Horš stałasia z nastupnymi, jakich pa-vučonamu nazvali kułakami.
Ciažkaść palahała ŭ tym, kaho padvieści pad toje aznačeńnie. U vializnaj sialanskaj krainie zamožnych sialanaŭ było, adnak, duža niašmat. Možna skazać, što ŭsie byli biednyja. Chiba što łapci, jakija ŭ toj krainie abuvali zamiest čaravikaŭ, u adnych byli staptanyja darešty, a ŭ inšych trochi naviejšyja. Mudryja tearetyki ź liku ŭradoŭcaŭ vyrašyli, što pavodle marksizmu tyja, u naviejšych, jakraz i dajuć padstavu ličyć ich kułakami. Kułakoŭ ža, viadoma, naležała raskułačyć — hałoŭnym čynam dziela taho, kab nie ličylisia kułakami. Adnačasna treba było sasłać ich u tundru, u novastvoranyja dziela taho kanclahiery, pryjarytet stvareńnia jakich paśla sprabavali asprečvać niamieckija nacy. Dy marna. Patryjoty ź liku vučonych ułasnych vynachodztvaŭ zamiežnikam nie sastupali, čym zaŭždy i hanarylisia.
Niekatorym tady (viadoma ž, ludziam naiŭnym) zdałosia, što baraćba na tym skončycca, bo klasaŭ-antahanistych u krainie nie zastałosia. Rabočyja, sialanie dy nia nadta prystojnaja prasłojka byli mocna ściatyja zmyčkaj, u jakoj až zadychalisia, ale tryvali. Dy partyja svaim daŭhim palcam chutka pakazała na novuju niebiaśpieku — na buržuaznych nacyjanalistych, jakija niemaviedama adkul vynikli ŭ kožnaj respublicy. Adrazu ž razharnułasia šalonaja baraćba ź imi, najpierš, viadoma, z dapamohaj słavutaha nahana. Nacdemaŭ najbolš rasstrelvali (biaz prava pierapiski) abo na 10 hadoŭ ssyłali na Kałymu (biaz prava zvarotu). Jakraz u tym i palahała novaja systema prava ŭ adroźnieńnie ad rymskaha, dzie ŭsio budavałasia vakoł dylemy: vinavaty — nievinavaty. Tut ža panavaŭ kateharyčny imperatyŭ: kali aryštavany, dyk i vinavaty. Nievinavatyja śpiać doma, što było čystaju praŭdaj.
Nie paśpieli, adnak, upravicca z nacdemami, jak nasypałasia novaja prablema — pošuki škodnikaŭ. Psavalisia mechanizmy, łamaŭsia transpart, zdychali karovy dy koni. Viadoma, to była sprava ruk škodnikaŭ — varožaje katehoryi, duža pracajomkaje dla karnych orhanaŭ, bo ŭmieła admysłova maskiravacca. Kali, naprykład, daterminova budavali zavod, dyk jak naležała da taho pastavicca? Uznaharodžvać ci aryštoŭvać? Zvyčajna rabili mienavita ŭ takoj paśladoŭnaści — uznaharodžvali, a zatym aryštoŭvali, bo toj zavod rana ci pozna spyniaŭsia — łamaŭsia, uzryvaŭsia abo hareŭ. Ale to była padvojnaja praca, jakaja patrabavała niemałych vysiłkaŭ ad i biez taho spracavanych orhanaŭ. Časam zdaralisia niaŭpraŭki, kali ŭznaharodzili, a pasadzić zabylisia. Tady karalisia karnyja orhany, što z taje nahody ŭzharalisia jašče bolšaj nianaviściu da ŭsich hetych škodnikaŭ, nacdemaŭ, kułakoŭ i padkułačnikaŭ. Kab taja nianaviść paśpiachova realizavałasia, jany vučylisia sami i školili svaich pamahatych stralać tak trapna, kab na kožnuju patylicu traciŭsia adzin patron. Za toje atrymlivali značok i naźviska «varašyłaŭski strałok». To byli stachanaŭcy orhanaŭ. Pracy dla ich, viedama ž, chapała. Rasstralanymi nabivali jamy na strelbiščy NKVD u Kurapatach pad Mienskam. Ale ž hetkija strelbiščy byli ŭ kožnaj vobłaści, u kožnym rajonie, dzie byli orhany NKVD. A orhany NKVD byli ŭsiudy.
Stralcy tak zachapilisia svaim ramiastvom, što jaho nie prypyniła navat vajna z fašyzmam. Na pieršy pahlad, dzie, jak nie na vajnie, možna było prajavić majsterstva trapnaj stralby? Ale toje tolki na pieršy pahlad. Reč u tym, što vyškalenyja jafrejtaram «fašystoŭskija stralcy SS» taksama ŭmieli niabłaha stralać — choć u łob, choć u patylicu — i niamała pierastralali «varašyłaŭskich», asabliva napačatku vajny. Tady, musić, kab źbierahčy kaštoŭnyja kadry, byli stvoranyja admysłovyja farmavańni — «zahradatrady», jakija, jak viadoma, zajmali pazycyi ŭ tyle ŭłasnaha vojska i vykarystoŭvalisia vyklučna pavodle ichnaha pryznačeńnia — stralać u patylicy. U toj spravie jany zdabyli na vajnie vyklučnaje majsterstva i byli spres uznaharodžanyja — ad plača da dziahi.
Ale ŭsio, što maje pačatak, maje i kaniec. Skončyłasia vajna, choć baraćba nia skončyłasia. Na hety raz pieršymi padaśpieli kasmapalityja. Heta tyja, što nia nadta lubili svaich i nia duža nienavidzieli byłych sajuźnikaŭ. Toje, viadoma, było niedapuščalna. A tut jašče ź vialikaje hrupy kasmapalitych vyłučyłasia maładziovaja hrupoŭka nizkapakłonščykaŭ, jakija biessaromna manipulavali ŭłasnymi štanami i spadnicami — to rabili ich vuzkimi, to šyrokimi, to karotkimi, to daŭhimi, źbivajučy tym z pantałyku specyjalistych u štackim i psujučy idealohiju. U biazzbrojnaj baraćbie z hetaj katehoryjaj pačali dyskvalifikavacca «varašyłaŭskija strałki», jakich pakinuli biaz pracy. Viedama ž, jany mieli achvotu i mahli nastralać choć miljon «vałasacikaŭ», ale im nieabačliva skazali: nielha! Adzin kult skončyŭsia, a druhi jašče nie pačaŭsia, treba pačakać. To, kaniečnie, było pamyłkaj. Žaleznaja imperyja z taje pryčyny zaznała zaniapad, a praz peŭny čas i zusim razvaliłasia.
Tut treba zaznačyć, što toj razvał niekatoryja sprabujuć adnieści na rachunak troch biełavieskich zubroŭ, ale, na moj pohlad, heta niapravilna. Praŭdzivaja pryčyna palahaje ŭ zaniapadzie tradycyjaŭ, najpierš słaŭnych tradycyjaŭ «varašyłaŭskich strałkoŭ». Skłałasia nienarmalnaja sytuacyja, kali strałki byli, jeli, pili, atrymlivali niemałuju zarpłatu, a nie stralali. Praŭda, ichnyja ideolahi namahalisia toje kampensavać teoryjaj. Najpierš dyjalektyčna pieraasensavali takoje efemernaje paniaćcie jak patryjatyzm u jahonym dačynieńni da nia mienš ćmianaha — nacyjanalizmu. Źjaviłasia niepisanaja, zatoje žaleznaja vysnova: kali svajo, dyk patryjatyzm, kali čužoje, dyk nacyjanalizm. Schiema prostaja, ale hienijalnaja, jakaja trochi paźniej stała składovaj častkaj stratehičnaj daktryny vialikaj nacyi, što źnijakavieła biez adekvatnaj nacyjanalnaj idei.
Ale tyja, što vynajšli tuju daktrynu, tut ža jaje i pryvatyzavali, mabyć, kab nia dać taho zrabić inšym. Inšyja chto jak: paśpieŭ, dyk źjeŭ, a nie paśpieŭ, dyk abliznuŭsia. Uvišnyja prybałty paśpieli, a čačenam dasiul nie ŭdajecca. Lubić vialikaha susieda dazvalajecca ŭsim, susiedu ž lubić kaho — nieabaviazkova. Dziva, jak u hetych umovach dazvolena lubić adnaho na ŭsich — Boha? Zabłytałasia palityka, etyka i maral. Ludzi pierastali razumieć, dzie čyja mova, čyja symbolika i dziaržaŭnaść. Navat čyj dzie biudžet — dziaržaŭny, SNH, prezydencki? Pierabłytalisia hrošy — rubli z zajcami; handlujuć na dalary i łajuć ZŠA, što tyja ich mała dajuć. U adnoj kučy pieramiašalisia spradviečnyja katehoryi dabra i zła, paśla čaho stała zrazumieła, što biez «varašyłaŭskich strałkoŭ» sprava nie abydziecca.
Dy što zrobiš, kali pryjarytet byŭ addadzieny vojsku ź jahonaju zbrojaj masavaha źniščeńnia — rakietam, «hradam», «tunhuzkam»... Viadoma ž, usio toje — dreń niesuśvietnaja pierad zasłužonaj słavaj «tavaryša nahana», jaki zrabiŭ revalucyju, industryjalizacyju, kalektyvizacyju, šmat hod pałoŭ idealahičnyja dy navukovyja hrady. Sučasnaja zbroja pryznačanaja bić pa płoščach, a płoščy byvajuć roznyja — najbolš vialikija. Tamu i niaŭdačy — u Kambodžy, Afhanie, Čačenii, słaba raźvitoj Afrycy i Łacinskaj Amerycy, dzie navałam zbroi, dy mała chleba.
Kaniečnie, toje vydatna razumieje naša mudraje kiraŭnictva i dziela ŭłasnaha paratunku aktyŭna imituje praces intehracyi. Karyści z taho nijakaj, zatoje ŭražańnie kalasalnaje. Zahipnatyzavany elektarat ciarpliva čakaje. Čaho dačakajecca tolki? Nachabnaja apazycyja vyvodzić na vulicy lehkadumna sankcyjanavanyja demanstracyi, jakija kryčać u tysiačy horłaŭ, što jany — suproć! Sastarełyja majstry trapnaj stralby čarniejuć z hora, prypaminajučy, jak trudna było ŭ ich čas damahčysia taho słova navat na kanvejernym dopycie. Voś vam i prahres, suverenitet i demakratyja! Zdochła ideja — pierapyniłasia tradycyja.
Chiba što pajaviŭsia novy ruch — zakaznych kileraŭ. Hetyja, jak umiejuć, doŭžać słaŭnuju dziaržynska-jažoŭska-bieryjeŭskuju tradycyju trapnych stralcoŭ. U novych umovach jość spadziavanak udychnuć u jaje novuju bałkana-słavianskuju ideju — kolki tady možna budzie ździejśnić vialikich spravaŭ — i na Bałkanach, i ŭ Rasiei, i ŭ Biełarusi! Najpierš zakapać pa niedahladzie raskapanyja «Kurapaty» i nakapać novyja. Vialikuju spravu pastavić na patok. Pakul jašče žyvuć staryja «majstry nahana», chacia i z asłabiełym zrokam, ale ź ćviardoj balšavickaj rukoj. Svajo admysłovaje majsterstva jany hatovyja pieradać maładziejšym.
Tamu treba śpiašacca. Intehravacca.