Siarhiej Bałachonaŭ. Bulba
№ 25 (146), 1999 h.
dziońnik maładoha specyjalista
Siarhiej BAŁACHONAŬ
Bulba
Słuchajučy ŭ dyzelach razmovy praletaraŭ, dačnikaŭ i zdeklasavanych elementaŭ, jašče raz śćviardžajusia na dumcy, što masa maich suhramadzianaŭ žyvie čužym žyćciom.
Tut pablizu Maskva, tut Maskva ŭ hałavie,
Tut Maskva ŭ televizary, i ŭ hazecie...
Dapraŭdy, im bolš rupić Bierazoŭski ci Pucin, Sałžanicyn ci Bora Maisiejeŭ z Trubačom, a nia tyja j toje, što atačaje ich kožny dzień. Z zamiłavańniem zhadvajuć časy Brežnieva: «Chaj by jon sabie choć sto źviozd naviešaŭ, bo žyć ža ludziam davaŭ». Lideraŭ biełaruskaj apazycyi spres ličać palakami albo žydami. «Jeśli b Šuškievič šče paru hadoŭ papraviŭ, to žyli b užo pad Polščaju», — ahučvajučy pastulaty aficyjnaj prapahandy, vydychnuŭ ź siabie toŭsty hrybnik. Pra Łukašenku, praŭda, kali j prypaminajuć, dyk zusim biaz bohabajaznaha trymcieńnia, a skarej z horkim sarkazmam. Bajacca, što vybuchi damoŭ z Rasiei pierakinucca ŭ Biełaruś. Tak uzhadvajecca Baćkaŭščyna...
Za ŭsio svajo žyćcio mnie ani razu nie vypadała ŭdzielničać u bitvach za kałchozny ŭradžaj. Navat u studenctvie radaść henaja mianie abminuła... «Paŭtaraju dla hłuchich i śliškam vumnych: zaŭtra idziom na kartofiel», — abviaściŭ dyrektar biełabałockim škalaram. Suchaja ziamla, pył, kryki j homan dziatvy, vybirańnie bulby. I nastaŭniki, jak civuny, tolki padajuć kamandy dy natujuć vyniki. Duraść, małaplonna. Pad čas našaha treciaha vyjścia «na kartofiel», poruč ź dziećmi na poli korpalisia psychičnachvoryja z Barščoŭki. Nie zvažajučy na ładny viecier, jany byli adzietyja tolki ŭ balničnyja pižamy dy chałaciki. Małyja dzivilisia i trochu lakalisia ich. Dyk što ž, rabi pilna?..
Nie padumaŭ by, što ŭ B.B. moža ŭźniknuć čysta haradzkoje źjavišča — zator. Adnaho razu jon paŭstaŭ praz daišnikaŭ, jakija na ŭjeździe ŭ viosku pačali spyniać usialakich drajveraŭ & traktar-drajveraŭ z pravierkaju dakumentaŭ, strachavoje kartki dy testam na alkahol. Razumnyja staršaklaśnicy zhadvali pra «kaniec miesiaca» i «miantoŭski plan». Niechta pieražyvaŭ, uspaminajučy, što tatačka pry pachmielli. Zrešty, abyšłosia. Druhi raz zator zrabili dva karovija statki, što mierna, ale duža pozna dla vyhanu bydła, prasoŭvalisia pa załupinskim trakcie. Hładkija tački haradzkoje buržuazii, jakija zvyčajna z ačmurennaj chutkaściu niasucca da svaich sielskich majontkaŭ, tarmazili, a chadziajevy ciskali na syhnał... Naahuł, zdajecca, što ŭ B.B. suisnujuć jak prava-, tak i levabakovy ruch. Vyjaždžajučy na vulicu Školnuju, ja pastojna mušu zvaročvać, bo nasustrač pa majoj pałasie kampidosić jaki-niebudź traktar. Niedarma ŭ škole pravodziŭsia tydzień praviłaŭ darožnaha ruchu.
Padručniki suśvietnaj historyi pierakładzienyja z rasiejskaj. Tolki na jakuju movu? Pišuć, što na biełaruskuju. Aha, tolki słovy vielmi dziŭnyja traplajucca: «kofie», «raspuščanaść», «aburžuazieŭšyjesia fieadały», «pačvar» (muž. rod), «ružžy i puški», «ustrojstva», «hramadzianskaja hramadskaść», «naviejšaja historyja», «pradstaŭlać saboj» dy inš. Aproč takoj dubovaj leksyki, knižki majuć dubovy styl. Ich paprostu niecikava čytać.
Daznaŭsia, što adna maja ŭniversyteckaja vykładčyca duža admoŭna azvałasia ab maich dopisach pra Biełaje Bałota. Akreśliła ich paniatkam «ekshibicyjanizm». Niachaj tak. Ale moj persanalny ekshibicyjanizm jość tolki maleniečkaju čaścinkaj u mazaicy ŭsieahulnaha zhaleńnia i čystaj parnahrafii, jakimi krasuje siońniašniaja Biełaruś. Markocić tolki, što šanoŭnuju spadaryniu zasmuciła majo maciukańnie pa-maskalsku, a nia toje, što jejny nia samy horšy student vymušany pad pahrozaj straty dyplomu marnavać žyćcio ŭ bałocie.