Hod Česłava Miłaša
U Polščy — hod Česłava Miłaša. Najlepšy polski paet XX st., nobeleŭski laŭreat spraŭlaje svaje 90 hadoŭ. Za pracaj — jak zvyčajna. Apošniaja jahonaja kniha (TO, Znak, Kraków, 2000) amal całkam składzienaja z novych vieršaŭ. I jakich vieršaŭ! Heta nie starečy marazm, ale kvintesencyja dušy i rozumu, pamnožanaja na nievierahodny žyćciovy los i vopyt.
U apošniaj knizie Česłaŭ Miłaš piša pra Ameryku i mastackija halerei Eŭropy, Jana Paŭła II i svajho kalehu Alaksandra Vata, ale najčaściej źviartajecca da bierahoŭ Niaviežy i Vialli, svaich prodkaŭ, svaich darohaŭ, azioraŭ, laščynaŭ — nie va ŭspaminach sentymentalnych viartajecca, a ciapier. U svaje dzievianosta ŭ Kraj svajho malenstva, jaki jon byŭ i budzie na śviecie, bo taki byŭ i budzie ŭ čałaviečaj pamiaci. U tym ceły sens čałaviečaha isnavańnia.
“Lićvin polskaj kultury”, pavodle ŭłasnaha samaakreśleńnia, jakim u svoj čas źbiantežyŭ polskija elity, Česłaŭ Miłaš nia tak daŭno daŭ prykład razumieńnia historyi i nastalhii — heta značyć žyćcia i chvaroby (bo nastalhija — heta chvaroba). Moža, škada palakam, što Vilnia bolš nia ich miesta, ale mnie dobra ad taho, što Vilnia staić, što jana ŭ svabodnaj krainie i što praz heta viarnułasia ŭ Eŭropu, dzie ad viakoŭ była, častkaj jakoj była i na tuju eŭrapiejskuju kulturu sama rabiła. Tym bolej što miežy nia majuć anijakaha značeńnia… Ciapier paraŭnajem heta z našym “płačam pra Vilniu”. Nieba i ziamla.
Paet maje być vyšejšy za svoj Čas i svoj Narod. Bo toj čas lacić, a toj narod — katehoryja taksama źmienlivaja i pieramienlivaja. Kožnaja miaža jaho źmianiaje — to palaki jaho, biednieńkaha, apalačyli, to maskali zamaskalili, to ciapier saviety zasaviecili… Naš intelihiencki płač pra Vilniu — heta adbitak narodnaha samaapraŭdańńja “nam tak skazali”. “Pan kiepski — my dobryja”.
Česłaŭ Miłaš u apošniaj knizie ŭzhadvaje pra svaju “zdradu” tamu času, tamu asiarodździu, jakoha niama ŭ realnym žyćci. Nu, chiba što ŭ virtualnym. Piša, što klajmiła jaho “druhaja viernaść”. Viernaść Svabodzie. Viernaść Słovu. Viernaść Sabie Samomu.
Bo duchoŭnyja i maralnyja abaviazki biez takoj viernaści — heta prostaja daroha ŭ čyjo-niebudź rabstva. Čyjo? Moža, dyktatury. A moža, padpolla. Moža, cełaha narodu. A moža, adnaho siamiejnaha kłanu. A moža, adnych tolki baćkoŭ ci dziaciej. Heta niejkaje takoje TOJE, što nielha vykazać słovam. To značyć, vykazać možna. Ale dla hetaha treba być Česłavam Miłašam. Što niemahčyma. Bo Česłaŭ Miłaš užo jość i nastupnym razam źbirajecca biaz žartaŭ śviatkavać svaje bieśśmiarotnyja “sto lat”…
Aleś Čobat
Toje
Kab, narešcie, zdoleŭ skazać, što siadzić uva mnie.
Kab moh vykryknuć: ludzi, chłusiŭ vam,
Kali kazaŭ, što takoha ŭva mnie niama,
Bo TOJE ŭva mnie zaŭždy, dniom i nočču.
Chacia dziakujučy tamu
Umieŭ ja apisvać vašyja miesty, što tak lohka hareli,
Vašyja karotkija kachańni a zabavy, rassypanyja ŭ porach,
Piarścionki, lustra, bretelka spadaje ź plača,
Sceny ŭ spalniach, u padvarotniach, na mardabojskach.
Pisańnie było dla mianie stratehijaj abarony,
Zamiatańniem śladoŭ. Bo nia moža padabacca taki, jak ja,
Chto ciahniecca dasiahnuć zabaronienaha.
Kliču pa dapamohu reki, u jakich kupaŭsia, aziory
Z kładkaj pamiž čarotam, dalinu,
U jakoj recha pieśni paŭtaraje viečarovaje śviatło,
I pryznaju, što maje ekstatyčnyja pachvały isnavańniu
Mahli być tolki praktykavańniami vysokaha stylu,
A pad spodam było TOJE, čaho nazvać nie naśmielusia.
TOJE padobna da dumak biazdomnaha, što idzie
Praz maroznaje, čužoje miesta.
I padobnaje da imhnieńnia, kali žyd u abłavie bačyć,
jak nabližajucca
ciažkija kaski niamieckaj žandarmeryi.
TOJE – heta kali syn karala vypraŭlajecca ŭ horad
i bačyć sapraŭdny śviet:
hałotu, chvaroby, staraść i śmierć.
TOJE moža być paraŭnana ź nieruchomym tvaram taho,
chto zrazumieŭ narešcie, što pakinuli jaho nazaŭždy.
Albo sa słovami lekara, što prysud nie padlahaje admienie.
Bo TOJE – heta ŭsio roŭna jak natknucca na kamienny mur
I zrazumieć, što mur nie adstupić ni pierad malitvaj, ni pierad płačam.
Hałava
Ahramadnaja hałava vysoŭvałasia
z-za pahorkaŭ na druhim bierazie raki
i bačyła pierad saboj chłopca z vudaj,
katory ŭhladaŭsia ŭ papłavok
i pra adno dumaŭ: torknie, nia torknie.
– Što ž rabić ź im, – razvažała hałava,
addajučy zahady latajučym ducham,
specyjalistam pa kanstrujavańni losaŭ.
– A voś užo zroblena, – kazała sama da siabie hałava,
hledziačy znoŭ na toje samaje miesca nad rakoj
i staroha dzieda, jaki viarnuŭsia z dalokich vandrovak.
– Bo jość takija, kamu zdajecca,
što heta jany sami niešta pastanaŭlajuć, spaŭniajuć.
Hety choć viedaje,
što byŭ tolki cackaj
u rukach tych, chto chichikaje, lotajučy ŭ pavietry,
i nadzivicca nia moža,
što vypaŭ jamu taki los.
Techas
Viarnuŭsia z Techasu,
Tam čytaŭ vieršy.
Nidzie tak dobra nia płaciać za čytańnie vieršaŭ, jak u Amerycy.
Pad aŭtohrafami staviŭ datu 2000.
Staraść ablapiła nohi, jak hustaja smała.
Rozum baronicca, bo śviadomy toj staraści.
I što mnie ź joju rabić, kamu adkryć tuju śviadomaść?
Najlepšaja stratehija – heta nie havaryć ničoha.
Spaznaŭ ja soram pryhadanaj iluzii
kachańnia, nianaviści,
čakańnia, imknieńnia.
I ledź pavieryć mahu.
Što ŭdałosia mnie pieražyć žyćcio.
Unde Malum
“Adkul biarecca zło?
jak heta adkul
z čałavieka
zaŭždy z čałavieka
i tolki z čałavieka”
Tadevuš Ruževič
Na žal panie Tadevušu
dobraja pryroda i zły čałaviek
heta ramantyčnaja vydumka
kali b tak było
to možna było b vytrymać
a pan hetak pakazvaje adny hłybini
svajho aptymizmu
dastatkova dazvolić čałavieku
vyniščyć svoj rod
i nastupiać niavinnyja ŭschody sonca
nad vyzvalenaj floraj i faŭnaj
tam dzie razvalilisia fabryki
vyrastuć dubrovy
kroŭ razadranaha vaŭkami alenia
nichto nia ŭbačyć
i jastrab budzie padać na zajca
biaź śviedkaŭ
zło źniknie sa śvietu
kali źniknie śviadomaść što heta zło
tak panie Tadevušu
zło i dabro pachodzić ad čałavieka
ad adnaho čałavieka
i tolki ad čałavieka
Pa ŭsim
Asypalisia ź mianie pohlady, pierakanańni, vieravańni, aceny, pastulaty, pryncypy,
praviły, zvyčki.
Ačomaŭsia hoły na ŭskrajku cyvilizacyi,
padałasia jana mnie kamičnaj, niezrazumiełaj.
Sklapieńni pajezuickaj Akademii,
dzie kaliści nabraŭsia navuki,
nie byli b zadavolenyja mnoj.
Choć jašče pamiataju
niekalki łacinskich sentencyj.
Dalej ciakła raka skroź bary i dubrovy.
Stajaŭ u travie da hrudziej, dychaŭ dzikim pacham
žoŭtych kvietak.
I abłoki. Jak zaŭždy nad hetaj ziamloj
Abłoki. Adny abłoki.
Tolki abłoki.
Vipera Berus
Chacieŭ havaryć praŭdu,
i nie atrymałasia.
Sprabavaŭ užyć spoviedzi,
ale nia ŭmieŭ pryznacca.
Nia vieryŭ u psychaanaliz,
bo voś by dzie ad dušy nachłusiŭ.
I dalej u sabie našu spavituju hadziuku viny.
A dla mianie heta zusim nie abstraktny vobraz.
Staju na amšary ŭ Raŭdoncy pad Jašunami,
i chvost hadziuki źnikaje ŭ kupinie mochu
pad karlikavaj sasonkaj,
kali cisnu na spusk
i valu zaradam šrotu ź biardanki.
Dahetul nia viedaju, ci choć šrocina
trapiła ŭ ahidny bieły trybuch
ci ŭ zihzah na chrybcie Vipera berus
Usio ž lahčej apisvać heta,
a nie pryhody dušy.
Vy, pieramožanyja,
Vy, pieramožanyja i vyhnanyja,
Z hodu ŭ hod zahledžanyja ŭ fatakartku biełaha dvara
I tavarystva ŭ letnich strojach pierad hankam,
Prabačcie mnie, paničy z radavodam,
Bo jašče ŭ škole vam zdradziŭ,
Kali vybiraŭsia šyju skrucić u krainu analizu,
Tam nad tłumam viernikaŭ nie płyvie baldachin
Na śviata Božaha Cieła
I zialonyja hirlandy nie azdablajuć
Parafijalnaha kaściołu.
Pustka ŭ śviatle miesiaca, samota i hnieŭ
Byvajuć patrebnyja
Dla taho, kab moh uźniać da vyšejšaj mocy
Moj paviet i vas, maje cieni,
Chto prychodzić na moj poklič,
A heta tolki tamu, što byŭ ja čałaviekam
Z usimi zahanami,
Byŭ vyklučany z baćkoŭskich zvyčajaŭ,
Bo klajmom była ŭžo na mnie inšaja viernaść.
U parafii
Kali b nia byŭ taki krochki, u siaredzinie pierałamany,
Nia dumaŭ by pra inšych – pierałamanych u siaredzinie.
Nie vybiraŭsia b na pahorak, na ćvintar kala kaściołu,
Kab pazbycca litaści nad saboj.
Šalonyja Zośki,
Kaziuki, što prajhraŭšyja ŭsie bitvy,
Ahaty, što zackavali sami siabie,
Lažać pad kryžami z hodam naradžeńnia i śmierci.
I chto ž za ich ciapier skaža? Ich hałašeńni, płačy,
Nadziei, ślozy, pakajańni?
Tyja samyja jany ŭ makracie, u pachu mačy,
U špitalnym soramie pierakručanych ciełaŭ.
I ciapier viečnaść. Nieprystojnaja. Nie da ŭžytku.
Jak batlejka, pierajechanaja kołami voza, jak słon,
Jaki rastaptaŭ chrušča,
Jak akijan, jaki zatapiŭ vostraŭ.
Iścinna, dziciačaja hłupota ŭsich nas
Nie adpaviadaje nasamreč astatniaj praŭdzie.
Nia mieli času, kab choć što zrazumieć
Z pobytu adzinak, kali kožny sam pa sabie,
Z tym principium individuationis,
I ja nie razumieju, i nia maju na toje rady.
Zamkniony ŭsio žyćcio ŭ škarłupinie arecha,
Daremna chacieŭ zrabicca kimści zusim inšym.
A ciapier idziem u ziamlu, parafijanie.
Z nadziejaj, što truby Sudu
Vykličuć kožnaha pa imieni.
Zamiest viečnaści – zieleń i ruch abłokaŭ.
Paŭstajuć tysiača za tysiačaj
Zosiaŭ, Kaciarynaŭ,
Bartałamiejaŭ,
Marysiaŭ, Ahataŭ, Branisłavaŭ,
Kab narešcie daviedalisia,
Navošta ŭsio toje było i dziela čaho.
Pierakłaŭ z polskaj Aleś Čobat
Kamientary