«Najlepšaje ŭ žyćci — bačyć, jak uźlatajuć ci ŭciakajuć tyja, kamu my dapamahli». Biełaruska raskazała, jak ratuje dzikich žyvioł
Vydańnie Blizko.by pahavaryła ź Irynaj Trajanoŭskaj — zasnavalnicaj centra dapamohi dzikim žyviołam «Siryn», jakaja i da vaŭka ŭ kletku zojdzie, i kania na skaku spynić.

Darečy, pačynałasia dla jaje ŭsio akurat z zachapleńnia konnym sportam. Tak skłałasia, što spačatku joj i kampanii inšych maładych vałancioraŭ, jakija zajmalisia końmi, prynieśli dvuch busłoŭ.
Vyratavać ptušak tady nie ŭdałosia, ale mienavita heta stała pačatkam. Daviedaŭšysia, što vałanciory hatovyja dapamahać niezvyčajnym žyviołam, im prynieśli varonu, potym savu. I pastupova pačali prynosić paranienuju žyŭnaść z usioj Minskaj vobłaści. Tady Iryna pradała pieršych koniej, kab uładkavać valjery. I zadumałasia pra toje, jak atrymać aficyjny status pryrodaachoŭnaj ustanovy. Akazałasia, što zrabić heta zusim nieskładana — usiaho niejkija paŭdnia pracy. Ciažkaści pačalisia potym, kali daviałosia šukać hrošy na štrafy.

— U Biełarusi nielha zabirać dzikich žyvioł z pryrody biez dazvołu dziaržavy. My pra heta nie viedali i mižvoli parušyli cełuju kuču zakonaŭ. Ja pryjšła ŭ ministerstva i ščyra raskazała: tak i tak, my vinavatyja, što nam ciapier rabić? My zapłacili šmat štrafaŭ, lehalizujučy žyvioł. Prablema ŭ tym, što my byli pieršymi, chto zaniaŭsia vyratavańniem dzikich źviaroŭ, i vyraznaha ałharytmu dziejańniaŭ prosta nie isnavała. My vypracoŭvali jaho na chadu razam z aficyjnymi viedamstvami — mietadam sprob i pamyłak.

Biada jašče i ŭ tym, što dzikija źviary — heta terra incognita dla vieterynaraŭ. Adzinki hatovyja ź imi pracavać, bo nie viedajuć, jak. U mnohich jość strach zarazicca, strach dapuścić pamyłku. Ja ŭžo nie kažu pra ptušak — heta ŭvohule inšy suśviet, ź jakim hatovyja mieć spravu niamnohija. Niešta za hady pracy my navučylisia rabić sami — lačyć, amputavać, vykormlivać, vyroščvać, vypuskać na volu…
Za čas isnavańnia centra praz ruki vałancioraŭ prajšło bolš za 5000 žyvioł, kala 30% ź ich viarnulisia ŭ pryrodu. Siońnia ŭ luby momant u «Sirynie» žyvie kala 100 asobin. Prykładna 60 ź ich tut pastajanna: heta koni, svojskija žyvioły i tyja źviary, jakija nie zmohuć vyžyć na voli. Kala 30—40 asobin znachodziacca ŭ centry časova — na lačeńni, u karancinie, na adkormie.
— Vam samoj nie strašna mieć spravu ź dzikimi žyviołami?
— Ja bajusia łasioŭ. Ź imi vielmi składana pracavać, navat z maleńkimi. Tyja ž łasianiaty nievierahodna mocnyja — atrymać ad ich udar kapytom, kali jany radasna biahuć da ciabie pa małako, — vielmi prosta. Adnojčy da nas pastupiŭ vielmi surovy barsuk — jon navodziŭ žach na ŭsich supracoŭnikaŭ. Na ščaście, nam nie treba było ź im kantaktavać: jon znachodziŭsia ŭ karancinie, i naša zadača była prosta svoječasova jaho karmić, a ŭvieś astatni čas — staranna paźbiahać.
Zvyčajnamu čałavieku, napeŭna, strašnymi padaducca vaŭki. Ale ja mahu skazać, što idu da vaŭka maralna i fizična padrychtavanaja, z usimi mierami zaściarohi. Ja razumieju, što heta dziki drapiežnik, hatovy abaraniacca i zmahacca «da śmierci». Heta značyć, albo jon spravicca z nami, albo my ź im. U hetym sensie nieznajomyja sabaki mianie pałochajuć macniej, bo ja nie viedaju, čaho ad ich čakać.
U astatnim da luboj dzikaj žyvioliny treba padychodzić z aściarožnaściu i nie leźci biez krajniaj nieabchodnaści. Toj ža lebiedź, kali nie prycisnuć jamu kryły, moža adnym mahutnym uzmacham lohka złamać vam ruku.

— U vas u centry takoje zdarałasia?
— Časam mianie abo supracoŭnikaŭ kusali, drapali — takoje było. Ale ničoha bolš surjoznaha, na ščaście, nie adbyvałasia. Tym nie mienš my viedajem, na jakija ryzyki idziom, tamu, naprykład, rehularna robim pryščepki ad šalenstva. Kali my kantaktavali z žyviołami, u jakich paćvierdziŭsia dyjahnaz (jaho zaŭsiody staviać paśmiarotna, paśla adpaviednaj ekśpiertyzy), my ŭsie razam idziom vakcynavacca.
— Što samaje składanaje ŭ spravie vyratavańnia źviaroŭ?
— Toje, što my nie ŭsiomahutnyja. Kali žyvioła pamiraje ŭ ciabie na rukach, zaŭsiody prychodziać dumki, što ŭsio mahło być inakš. A raptam było zroblena niedastatkova, raptam ty dzieści pamyliłasia. Zdajecca, što va ŭsich usio atrymlivajecca, i tolki ŭ ciabie — nie. Tym bolš što davodzicca čuć vielmi šmat krytyki na svoj adras. My časta vymušanyja prymać rašeńni ab eŭtanazii, admaŭlajučysia ad kalasak i pratezaŭ dla žyvioł-invalidaŭ.
Kali dziki źvier abo ptuška paśla lačeńnia mohuć žyć pobač z čałaviekam biez pakut, my ich vyratujem i pakiniem u centry. Kali nie — na žal. Byvaje vielmi składana patłumačyć ludziam, što dzikija žyvioły — heta nie kociki i sabački. Kali žyviolinie treba kožny dzień apracoŭvać łapu, prymusova karmić, rabić ukoły, chatnija hadavancy ŭsprymuć takuju dapamohu narmalna, bo pryvykli da čałavieka. A dla dzikaj žyvioły kantakty ź ludźmi — heta dadatkovyja pakuty, jakija šmatkroć padaŭžajuć i ŭzmacniajuć jaje bol. Jana nikoli nie «zrazumieje» i nie «acenić» takuju «dapamohu».

— Zima vydałasia surovaja. Ci dadaŭ vam śniehapad «Uli» pracy?
— Da takoj zimy, napeŭna, nie byŭ hatovy nichto, i my ŭ tym liku. Mnohim našym ptuškam u vuličnych valjerach stała ciažka, usich daviałosia terminova pierasialać. Ale ciapier da nas masava pryvoziać asłablenych ad hoładu ptušak i žyvioł, dla jakich prosta nie chapaje miesca. Patrebnyja kletki, pieranoski, valjery. Dadatkovyja abahravalniki. Niešta vychodzić sa stroju ad staraści, čahości prosta nie staje, dy i karystacca imi niatanna. Vielmi vyraśli rachunki za elektraenierhiju.
Akramia taho, my sutyknulisia z prablemaj karmoŭ. Častka zapasaŭ akazałasia izalavanaj — my doŭha adkopvali šlach da anhara, dzie zachoŭvajecca zbožža. A miasa da ciapła zamuravana ŭ marazilnych skryniach, bo jany zamierźli tak, što my nie možam ich adkryć (u anhary, dzie stajać chaładzilniki, ciapier minusavaja tempieratura). Tak što daviadziecca niezapłanavana dakuplać ježu dla drapiežnikaŭ.

Žyvioły na vulicy, u lasach taksama akazalisia nie hatovyja da marazoŭ, asabliva tyja, chto nie adlacieŭ. Hałoŭnaja prablema — adsutnaść ježy. Pahaładaŭšy niekalki dzion i nie zdoleŭšy znajści korm pad śnieham, ptuški asłabieli. A źvierchu ich «prypiačatali» strašnyja marazy. Naturalny adbor, viadoma, nichto nie admianiaŭ. Ale i prachodzić mima asłablenych žyvioł siońnia nielha… Tym bolš što mnohija ź ich akazalisia nie hatovyja da surovaj zimy tolki pa našaj vinie: lebiedzi, busły, kački…

Nasupierak tamu, što my zaŭsiody prosim ludziej «nie čapać toje, što drenna lažyć», ciapier usio naadvarot. Kali vy bačycie ŭ sumiocie ptušku, kali vam zdajecca, što joj drenna, — vam nie zdajecca. Heta nie čas ptušaniat, heta ciažki pieryjad, kali ptuški asłablenyja. Najlepšaje, što možna zrabić, — źmiaścić «znachodku» ŭ karobku, abahreć i źviarnucca ŭ terytaryjalnuju pryrodaachoŭnuju arhanizacyju, kab zabrać žyviołu ź dzikaha asiarodździa.
Z nami zastałosia vielmi šmat vadapłaŭnych ptušak, i tym ź ich, jakija siońnia sotniami źbirajucca ŭ pałonkach, nie chopić ježy na ŭsich. Im taksama jość sens dapamahčy, dadatkova padkarmiŭšy: zierniem, piarłoŭkaj, siemkami, aŭsom… Jak i haradskim ptuškam — dla jakich varta raźviesić karmuški. Hałoŭnaje — nie zabudźciesia prybrać ich viasnoj.
A voś sovy akazalisia nie hatovyja da chaładoŭ pa pryčynach, niezaležnych ad čałavieka. Kali my ŭ «Sirynie» rychtujem dzikich sovaŭ da vypusku, starajemsia pakazać im, što ŭ niepahadź ježa taksama chavajecca i, kali doždž budzie doŭhim, možna zastavacca hałodnym niekalki dzion. Zvyčajna jany vielmi chutka aryjentujucca i, kirujučysia instynktami, pačynajuć rabić «zanački».
Ale apošnim časam u pryrodzie ŭ drapiežnych ptušak palavańnie było ŭdałym ceły hod. Jany prosta advykli rabić zapasy, a nie zdoleŭšy znajści zdabyču pad raptam vyrasšymi śniehavymi hurbami, mocna schudnieli.
Na žal, padkarmić ich čałaviek nie ŭ stanie. My ž nie možam raźviešvać myšej na drevach. Za apošnija dni ŭ naš centr pastupiła 12 vušastych sovaŭ. Častka ź ich, na žal, pryjechali ŭžo miortvymi. Adna mocna paranienaja — jaje pakusali drapiežniki. Ale siem my zmahli vyratavać.
— Što vy ličycie samym lepšym u svajoj spravie?
— Viadoma ž, vypuski. Bačyć, jak uźlatajuć, adpłyvajuć, uciakajuć žyvioły, jakim my dapamahli, — toje, dziela čaho varta ŭsio heta rabić.
— Jak vystrojvajecca pracoŭny dzień supracoŭnikaŭ «Siryna»?
— U mianie i ŭ rabotnikaŭ, jakija dahladajuć žyvioł, dzień vielmi adroźnivajecca. Ja ŭsio ž zajmajusia centram jak vałanciorka. U štodzionnym žyćci ja doktarka i z paniadziełka pa piatnicu laču dziaciej. Za vyklučeńniem tych vypadkaŭ, kali treba terminova zabrać dzikaha źviera, kudyści jaho advieźci, pravieści składanyja manipulacyi, arhanizavać zdymki, ramont, dapamohu, znajści hrošy, zapoŭnić papiery i h. d. Maja zadača pierš za ŭsio ŭ tym, kab usio pracavała, to-bok praktyčna kruhłasutačna ja — u spravie. Zatoje ŭ subotu i niadzielu pravodžu ŭvieś čas z žyviołami.
U tych, chto pracuje ŭ «Sirynie» i atrymlivaje zarobak, pracoŭny dzień krychu adroźnivajecca ŭ zaležnaści ad siezona. Pačynajecca jon abo a 6-j, abo a 8‑j ranicy: z karmleńnia koniej i vyvadu ich na pašu, potym idzie karmleńnie ziernajednych, a zatym — dzionnych drapiežnikaŭ. Ranicaj i ŭviečary treba pravieści ŭsie vieterynarnyja manipulacyi, dniom — pryborku. Dalej pa raskładzie — razdać ježu načnym drapiežnikam, potym — koniam. Zakančvajecca pracoŭny dzień a 8—11 hadzinie viečara.
Uletku i viasnoj da nas pastupaje vielmi šmat malečy, jakaja zastałasia biez baćkoŭ i jakuju treba karmić kožnyja try—čatyry hadziny. Časam ja trymaju ich u siabie doma i vyhadoŭvaju sama, kali jany ŭ ciažkim stanie. Kali ŭsio nie tak krytyčna, dzicianiaty zastajucca ŭ centry, a supracoŭniki zavodziać budzilniki i pa sihnale ŭstajuć nočču karmić małych.
— Što dapamahaje ŭ pracy z žyviołami? Asablivy dar? Luboŭ da pryrody?
— Pierš za ŭsio važna nie być zanadta sientymientalnym. Bo kali škadavać kožnaha trusa, jakoha źjeŭ voŭk, pracavać ty nie zmožaš. Biezumoŭna, treba być empatyčnym, ale pry hetym nie zabyvacca pra svoj stan, umieć być rašučym i brać na siabie adkaznaść.
U nas było niamała ludziej, jakija vielmi lubili žyvioł, vielmi za ich pieražyvali, ale ŭ ich nie atrymlivałasia… To chtości ŭciače, to źlacić. Abo dziaŭčaty, naprykład, dyscyplinavana karmili źviaroŭ, ale pry hetym nie źviartali ŭvahi, źjeli jany ci nie. Abo pracavali «dla dušy» — i nie mahli pierastupić praz strach pierad ahresijaj, kali treba było rabić našym pacyjentam lačebnyja pracedury. Im nie chapała ŭnutranaj matyvacyi, i pastajanna davodziłasia čakać, pakul pryjedzie niechta adkazny, chto zmoža pierasilić strach i zrabić usio nieabchodnaje. Uvohule, jak i ŭ luboj prafiesii, tut važna mieć paklikańnie i žadańnie.

— Vy sprabujecie zarablać hrošy na patreby centra?
— Viadoma, u nas jość prakat koniej, jość zaapark i aznajamlenčyja ekskursii — z tymi žyviołami, jakija kamfortna pieranosiać susiedstva ź ludźmi. Časam prachodziać fotasiesii. Ale ŭsio heta — kropla ŭ mory. U astatnim my isnujem za košt dapamohi dabračyncaŭ. Vialiki dziakuj našym cudoŭnym ludziam, bieź jakich «Siryna» daŭno b užo nie było. Choć, ščyra kažučy, my pastajanna bałansujem na miažy.

— Zakranajučy temu zaaparkaŭ: dzie, na vašu dumku, žyviołam lepš — na voli ci ŭsio ž u biaśpiecy, u kletcy, dzie jany pražyvuć značna daŭžej?
— Kali havaryć pra istot, narodžanych na voli, to jany pavinny zastavacca svabodnymi stolki, kolki im adviedziena, chaj sabie hod, chaj paŭhoda. Chaj ich potym źjeść drapiežnik… Dla ich heta značna lepš, čym pražyć 10 hadoŭ u niavoli, u stresie ad ludziej, bicca i sprabavać vyrvacca. Tamu dla arhanizacyj kštałtu našaj vielmi baluča staić pytańnie humannaści — nakolki metazhodna vychodžvać i pakidać pry sabie źviaroŭ-invalidaŭ…
Ale kali źvier naradziŭsia ŭ zaaparku, kali jon niekalki pakaleńniaŭ žyvie ŭ niavoli — heta jaho zona kamfortu, dzie jon adčuvaje siabie vydatna. Vypuścić jaho ŭ dzikaje asiarodździe — usio adno što zabić. Da taho ž nie budziem zabyvacca, što zaapark — časta adzinaja mahčymaść zachavać vidy, jakija źnikajuć.
— Jakaja samaja vostraja prablema ź dzikimi žyviołami ŭ Biełarusi? Što važna mieć na ŭvazie nie tolki tym, chto niepasredna ź imi pracuje, ale i ŭsim nam?
— Napeŭna, toje, što našy ludzi pa dabryni dušeŭnaj vielmi lubiać padbirać usio, «što drenna lažyć». Lebiedź zastaŭsia ŭ kastryčniku adzin — terminova karmić! Ubačyli busła na vulicy ŭ listapadzie — ekstranna ratavać! Heta hałoŭnaja prablema. Na žal, kali b čałaviek nie ŭmiešvaŭsia, siońnia słabych, hałodnych, chvorych i pamirajučych žyvioł było b značna mienš.
U Babrujskim rajonie kazula niečakana vyjšła da ludziej FOTAFAKT
Maładaja ryś trapiła ŭ kapkan u Babrujskim rajonie, potym daviałosia rabić apieracyju
Pad Žabinkaj miascovych žycharoŭ pałochała lisa. Jaje złavili
«Lepš było b jaho ŭsypić». Zaołah raskazaŭ, jakaja niebiaśpieka dla Biełarusi moža być ad janota, jakoha znajšli mytniki ŭ kantejniery z ZŠA
Kamientary
Dobraja sprava kaniešnie ♥️