1990. Kałtovič i čarka harełki
Byŭ miesiac maj, nichto nie chacieŭ pamirać, i mnie chaciełasia vypić. Ja prajšoŭ bieraham Śvisłačy da hatelu «Biełaruś», zajšoŭ u bar i prymastakoliŭsia kala stojki. Nie paśpieŭ ja zrabić zamovu, jak na maim plačy pavis bandyt Kałtovič: «Ty ciapier piśmieńnik. Byŭ mastakom, a staŭ piśmieńnikam. A ja staŭ bandytam, i nia prosta bandytam, a kazyrnym bandytam z sałdatami. Pahladzi — bačyš dvaich ź dzieŭkami, u kutku? Maje sałdaty! U mianie da ciabie prapanova: ty napišaš pra mianie, a ja tabie zapłaču!» Byŭ čas, kali bandyty vieryli ŭ słova i zamaŭlali knihi pra svajo žyćcio. «Kolki zapłacić, kab ty napisaŭ?» — «Čarku harełki kupi, i ja napišu». — «Davaj ja tabie dzieŭku na hadzinu kuplu. Vybiraj. Lubuju ŭ bary mahu kupić». Mnie chaciełasia vypić. «Zamoŭ harełki». Kałtovič zamoviŭ sotku i pajšoŭ da dzievak z sałdatami. Ja vypiŭ bandyckaj harełki i syšoŭ z hatelu «Biełaruś». Pra svajo abiacańnie ja zhadaŭ tolki tady, kali mnie raskazali pra śmierć bandyta. Kałtovič rabavaŭ aŭtobusy i mašyny ŭ Polščy, na trasach pamiž Biełaruśsiu i Varšavaj. Zastreliŭ Kałtoviča adzin ź jahonych sałdataŭ, paličyŭšy, što toj niespraviadliva padzialiŭ narabavanaje. Sałdat streliŭ Kałtoviču ŭ voka. Ale i sałdaty niadoŭha pahulali biez svajho atamana pa hetym śviecie. Ich pastralali polskija palicyjanty. Byŭ čas, kali ŭ Biełarusi, Polščy i Litvie bandytaŭ stralali biez sudoŭ i śledztvaŭ. Nichto ich nie škadavaŭ, nichto nie haravaŭ pa ich zaŭčasnaj śmierci, nichto nie viartaŭ pazyk ichnim svajakam. A mnie padumałasia: vypiŭ ty čarku bandyckaj harełki, daŭ słova napisać pra bandyta Kałtoviča, dyk i napišy pra streł ź pistaleta ŭ voka. Jak by tam ni było napačatku, a słova ŭsio ž vartaje taho, kab jaho trymać.
3.07.2005, 20:01
1961. Tata i Turec
Na aŭtobusie «Miensk—Horadnia» my — tata, mama i ja — jechali ŭ hości, u viosku Varakomščynu. U miastečku Turec aŭtobus złamaŭsia kančatkova. Spačatku jon zahłuch pasiarod zadušlivaj haračyni žnivieńskaha pola, ale šafior niejak jaho zavioŭ, a ŭ Turcy aŭtobus zavodzicca nie zachacieŭ. Paperchaŭ žaleznym kašlem, pavurkataŭ vantrobnym hołasam i zacich. Pasažyry pachadzili pa pryvakzalnym placy i pasieli na łavy ŭ draŭlanym budančyku stancyi. Tata ŭziaŭ mianie na ruki, i ja zasnuŭ. Prachapiŭsia ja nočču. My z tatam vyjšli na hanak. Biełaja poŭnia stajała nad sinie-čornym krajavidam. Mnie było strašna ŭ chałodnym čorna-sinim Turcy, pad ściudzionym śviatłom vysokaj poŭni. Toj strach trochhadovaha dziciaci pierad biaskoncaj ciemradździu zapomniŭsia na ŭsio žyćcio, a nazva «Turec» źnitavałasia z žacham. Časam, kali robicca strašna žyć, zhadvaju maleńkuju, kiepska aśvietlenuju stancyju ŭ vialikim bieznadziejna-čornym krajavidzie i siabie, maleńkaha i pierapałochanaha ŭ taty na rukach.
8.07.2005, 14:16
Kamientary