Aleś Kraŭcevič. Na Dni Voli ŭ Hrodnie nie było raboŭ

Razumieju muzykanta, jaki hraŭ na kancertach da Dnia Voli-101 i paśla skazaŭ: «Płakać chočacca». Maŭlaŭ, śviatkavali jak u hieta, u abmiežavanaj prastory i časie. Adnak mnie čamuści na śviacie ŭ Horadni nie chaciełasia płakać, a było viesieła, uračysta i śviatočna, piša historyk Aleś Kraŭcevič u błohu na Radyjo Svaboda.
Choć čarhovy raz niezaležnaja presa kanstatavała — palityki-arhanizatary znoŭ nie damovilisia jak śviatkavać. Linija padziełu jak i minuły raz prajšła pamiž śviatam-kancertam i śviatam-pratestam. Mikoła Statkievič prypomniŭ jak hod nazad častka arhkamitetu «zdała palityčny składnik, jaki byŭ zaŭsiody» i «padstaviła tych, chto ŭsio ž pajšoŭ na pratestnuju akcyju». Kancerty, praviedzienyja sioleta, jon pryraŭniaŭ da śviata čornaskurych raboŭ na amerykanskich plantacyjach 19 stahodździa
A ja ŭdzielničaŭ u haradzienskim kancercie-śviacie i nia ŭbačyŭ tam raboŭ, nivodnaha (moža, adno pieraapranutyja «š***»). Naadvarot, Novy park zapoŭnili svabodnyja ludzi, u tym liku studenty dy vykładčyki haradzienskich vučelniaŭ, jakich zahadzia pałochali i papiaredžvali, kab nie chadzili na «šabaš admarozkaŭ-nacyjanalistaŭ».
I namiotaŭ-kramaŭ z symbolikaj chapała na luby hust. I ź dziasiatak pryvatnych busikaŭ-kaviarań roznych formaŭ i kštałtaŭ (nia viedaŭ, što ŭ Horadni ich stolki). I na scenie z poŭnym zapałam pracavali Vajciuškievič, Volski, «Dzieciuki» i inšyja muzyki, jakich nijak nie vypadaje zaličyć da niavolnikaŭ.
I arhanizavana było jak śled: aparatura, achova, mas-medyja, tranślacyja ŭžyvuju. Nivodnaha incydentu nia bačyŭ, valantery spakojna chadzili. I pryjechała šmat ludziej ź inšych miescaŭ, davoli addalenych. Voś ź Pinsku staršaklaśniki padyšli, paprasili raśpisacca na bieł-čyrvona-biełym ściahu.
Praz unikalnuju haradzienskuju tapahrafiju biełaruskuju muzyku j śpievy było čuvać ŭ centry na hałoŭnaj piešachodnaj Vilenskaj (ciapierašniaja Savieckaja) niby z susiedniaj vulicy. Nacyjanalisty, abviešanyja bieł-čyrvona-biełaj symbolikaj, husta chadzili pa horadzie. Nasielnictva pahladała na heta trochi zadumienna i niaŭciamna. Bo jamu na imprezu iści zabaraniła načalstva, a tut vo muzyka hrymić jak na pieršamaj, henyja svabodna chodziać pa horadzie i nichto ich nie čapaje. I šmat ich. A sioj-toj z haradzkoha nasielnictva pa chodzie dałučyŭsia da śviata, voś chłapiec picu vyrabiŭ z «Pahoniaj» (prabačcie, toje ŭžo nie nasielnictva, a hramadzianin).
Nia baču pryčynaŭ, kab ad takoha śviatkavańnia admaŭlacca. Jość ludzi, jakija zdolnyja jaho pravieści nia horš za ŭładu z usim jaje administracyjnym resursam — dziakuj im. Jość ludzi, jakija hatovyja pryjści na imprezy, kali tyja nie zabaronienyja. I heta svabodnyja ludzi, bo iduć nie pa prymusovaj raznaradcy, a pa ŭłasnaj hramadzianskaj voli. I ich šmat, i sabranyja razam, jany pakazvajuć našu siłu.
Užo pakazali. Takija śviaty jak repetycyja, vajskovyja zbory pierad pachodam. Zbor i ahlad najaŭnych siłaŭ. Bo pachod nieŭzabavie.
Kamientary