MOŬNAJA AŬTANOMIJa
Siarhiej Chareŭski
Adzin ź jasnych uspaminaŭ majho dziacinstva — cyhanski tabar na mienskaj vulicy Pulichava. Zvon padkovaŭ, kołaŭ furmanak i kibitak na bruku, koni, karovy, kozy, pierahukvańni dziŭnych smuhlavych ludziej. Apošnim, što ja zapomniŭ z taho ciopłaha kastryčnickaha viečara, było toje, što hetyja niepadobnyja da nas ludzi havaryli pa-biełarusku, pierasypajučy našu movu svaimi słovami.
Značna paźniej ja zhadaŭ hety svoj dziciačy podziŭ, kali, padkidajučy nahami žoŭtaje liście, śpiašaŭsia niekudy paŭz park imia Horkaha. Byŭ budziony dzień, zichotki j čysty. U parku biaźludna. Ažno źnianacku mianie pasprabavała pierastreć sivaja cyhanka. Kab chutčej adčapicca, ja padkreślena pačaŭ havaryć na movie, spadziejučysia, što jana źbiantežycca. Jana ž uśled adkazała mnie taksama pa-biełarusku. Ja źnijakavieŭ i addaŭ svaju dałoń u jaje suchija brunatnyja palcy. «U mianie niama hrošaj», — ci to skazaŭ, ci to padumaŭ. «Ja viedaju...» — niby adkazała jana. Ale ŭsio ž pavaražyła, trapna pradkazaŭšy mnie paru maich bližejšych hadoŭ. Ja pajšoŭ ščaślivy. Ad taho, što zdoleŭ pieraadoleć strach. Ad taho, što ŭpieršyniu praź biełaruskaść ubačyŭ svaju budučyniu.
Cyhany j siońnia, asabliva dalej ad vialikich haradoŭ, zachavali našuju movu. Čamu? Badaj tamu, što jany nie padpadali savietyzacyi, a tamu zaŭsiody mieli honar žyć i kazać hetak, jak chočacca. Jany nia jmknulisia pazbycca svajho, a tamu j svaju biełaruščynu ŭsprymali naturalna, nie čytajučy ni hazetaŭ, ni knih. A jašče tamu, što zaŭsiody žyli kupinami, nie zvažajučy na ład, na ŭładu, na miaščanskija prymchi.
Biełaruskaja mova voś užo kolki dziasiatkaŭ hadoŭ isnuje mienavita jak nizka kupinaŭ siarod inakšaha, nie svajho śvietu. Bolšaja ci mienšaja, heta nie istotna. Jana moža zvacca tvorčym sajuzam, muzejem, redakcyjaj, ale pieradusim jana jsnuje aŭtanomna. Vyjście za miežy aŭtanomii aznačaje pieraklučeńnie moŭnaha tumblera. Biełaruski piśmieńnik uščuvaje ŭnučka: «Nie nado tiebie etoj ihruški, ja tiebie i tak ponakupił». Viartajecca da stała i piša dla čyichści dziaciej. Pa-biełarusku. Viadomy vypadak? Albo mastaki ŭ majsterniach: usie susiedzi svaje ludzi, tut i jość naša biełaruščyna. Vyjšaŭ u kramu pa baton: «čihirik-čihirik». Bojaź być niezrazumietym? Ci niežadańnie padacca niavietlivym? Čaho paprasić, kAVY ci kOFA? Niepryjemna, soramna za samoha siabie, za svoj soram. Padniaŭsia na kolki prystupak nazad, i ty znoŭ nośbit movy. Usio na miescach. Para-trojka siabroŭ. Lubimyja kasety, knihi, lubimaja hazeta. Ale ž treba jznoŭ iści ŭ hety niaznosny, apanavany čužymi horad. Byŭ by cyhanom, dyk syjšoŭ by adsiul naohuł.
Takija sproby syjści byli. Pasieści hurtom dzie ŭ Zasłaŭi, na letnikach vakoł Miensku, ci až pad Błakitnyja aziory. Niechta sprabavaŭ usio pačać pa-novamu ŭ Navaharadku, inšyja — u Zaleśsi (Zabrodździ, Zavośsi, Zaharodździ). Kab nie dvaicca, nie zmahacca, nie... paddavacca. Voś tut cicha, usie svaje. «A pavietra, pavietra jakoje!» Papryžylisia... A adnaje z dobrych ranicaŭ pačuješ: «Dobroje utro! I v samom diele, chorošo tut u vas!» Byŭ by cyhanom, ciabie b abminali.
Samaje ciažkoje — stać nia hetkim, jak byŭ učora. Ja zdoleŭ niešta ŭ siabie zmahčy, tolki kali pakinuŭ škołu. Pastupiŭ u vučelniu — niby ŭsio novaje, niby novy j ja. Kab nie źbivacca z tropu, piatnaccacihadovym, prypalvaŭ sabie dałoń zapałkaju. Pakul budzie baleć — nie sastuplu. Ale voś ža nasustrač — byłyja adnakašniki: «Ty čio Sierioha, v naturie? Ili ty dla prikoła? Nu, ty mańjak!..» Byŭ by cyhanom — vyščaryŭ by zuby, a to j puhaju...
Paśla savietaŭ, kali mova pačała niešta važyć, jana, niby vada ŭ pavodku, vyjšła ź bierahoŭ, šyroka raźliłasia tam, dzie j ciažka było ŭjavić — pa habinetach, pa placach, pa trybunach. Vada adnak ža spała. Mova ŭvajšła ŭ svajo zvyčnaje, abvałavanaje rečyšča.
... Kab zaprudzić, raźlić šyroka vadu, časam chapaje adnaho kamla, uvalenaha ŭvadnačaśsie ŭpopierak płyni hurtom ruplivych babroŭ.
Kali choć by ŭ adzin dzień, razam, nie skazać nivodnaha čužoha słova, moža spyniłasia b zvyčnaja płyń, raźliłasia b šyrej?
Ci syjści sa SVAIMI za niebakraj, uśmichajučysia, hledziačy, jak ČUŽYJA adhaniajuć ad nas svaich dziaciej?.. Kab nie pabačyć, jak, niby paśla taho cyhanskaha tabaru na vulicu Pulichava, na našyja ślady laža beton.
Ciapier čytajuć
«Mama, davaj napišam zajavu ŭ milicyju, jon mianie ŭžo dastaŭ». Maci školnika z Bresta, jaki skončyŭ žyćcio samahubstvam, raskazała pra ckavańnie syna
Kamientary