Kupidon
«Usio dobra!» — hučna paviedamiła ja ścienam svajoj kvatery. Ścieny zvykła zmaŭčali. Cišyniu letniaj nočy parušali tolki šum mašyn za aknom dy cikańnie hadzińnika na palicy. Apošni zastaŭsia mnie ad prababuli. Hadzińnik byŭ hruvastki j alapavaty: nievialički cyferblat atačali miednyja viežački dy kupały, abvityja pyšnaj raślinnaściu, špili viežaŭ viančali taksama miednyja sercajki, stužački, banciki, a na viaršyni kanstrukcyi siadzieŭ toŭścieńki Amurčyk, jaki naciahvaŭ ciecivu svajho znakamitaha łuka. Niemudrahielisty hadzińnik, tym nia mienš, spraŭna pakazvaŭ čas i nikoli na majoj pamiaci nie patrabavaŭ ramontu. «I na hetym dziakuj», — padumała ja i stała ŭładkoŭvacca spać. Tolki son usio nia jšoŭ. Vostraje pačućcio adzinoty, jakoje apošnija miesiacy apanoŭvała mianie, nastojliva stukała ŭ serca, zaminajučy zasnuć. «Rabić niama čaho — nieabchodna zakachacca, — zahadała ja sama sabie, — uzajemnaje kachańnie idzie na karyść fizyčnamu, a kali pašancuje, to j maralnamu zdaroŭju». Pryniaŭšy rašeńnie, ja, pa svajoj niadaŭna nabytaj zvyčcy, vymaviła jaho ŭhołas i narešcie spakojna zasnuła.
Niechta śvistaŭ. Hety śvist budziŭ mianie, vyciahvajučy sa śvietu snu. Narešcie ja skaryłasia huku i raspluščyła vočy. Ranica tolki pačynałasia. Za dva metry ad mianie, na paliravanaj pavierchni piśmovaha stała, hajdajučy mocnymi nožkami ŭ sierabrystych sandalach, siadzieła załatavałosaja ŽYVAJA istota rostam u dźvie čałaviečyja dałoni, apranutaja ŭ biełuju tuniku. Jana naśvistvała melodyju.
— A-a-a! — zalamantavała ja.
«Cicha», — skryviłasia istota. Potym padniałasia na nohi, z hodnaściu pakłaniłasia i nazvałasia: «Kupidon». Nie dačakaŭšysia ad mianie repliki ŭ adkaz, jana ŭzdychnuła i, zakłaŭšy ruki za śpinu, pačała pavolna błukać pa vieku stała. Za śpinaj u istoty vyjaviłasia para biełych krylcaŭ i tuł z załatymi strełami, na plačy boŭtaŭsia łuk.
«Ja zvarjacieła, — z žacham padumała ja. — Ale ci ž možna voś tak stracić rozum za adnu noč?»
— Možna, — paviedamiła istota. — Ale ja tut pa inšym pytańni. Tabie ž spatrebiłasia zakachacca?!
— Mnie? — ustupiła ŭ dyjaloh ja.
Istota ŭzdychnuła i padniała vočy da nieba, dakładniej, da stoli.
Vytrymaŭšy paŭzu, jana spytała:
— Małako jość?
Małaka nie było. Ale ja, zdajecca, pačała zdahadvacca: «Kupidon?.. Amur! Bažok kachańnia. Jon!.. Jon, z prababčynaha hadzińnika».
— Padymajsia — my idziom pa małako. Heta pieršaje. Druhoje — nie Amur i nie bažok, ja — Kupidon. Tabie ž zrazumieła skazali. Treciaje — ja nie z hadzińnika, ja ź niabiosaŭ.
Jon kazaŭ sucha i adryvista, jak havorać pakryŭdžanyja ludzi.
— Ty čytaješ maje dumki? — zapoźniena zrazumieła ja.
— Ja nia ŭmieju čytać i dumki prosta čuju, — adkazaŭ jon. I kuśliva dadaŭ: — U Kupidona na tvaim hadzińniku sapraŭdy prablemy ź lišniaj vahoj, a ŭ mianie ich niama.
Jon uciahnuŭ kruhły žyvocik i kinuŭ na mianie pranikniony pohlad. Ja pastarałasia ŭstrymacca ad kamentaroŭ u dumkach.
— Takim čynam, Kupidony śniedajuć małakom i my idziom u kramu? Vyjdzieš? Mnie treba apranucca.
Załatavałosy chłopčyk pakładzista rasprastaŭ kryły i palacieŭ da dźviarej:
— Tolki čamu ty kažaš u množnym liku? Kupidon — ja — adzin!
Ledź jon źnik, ja pahladzieła na hadzińnik. Viežy, ružy, stužki i astatni dekor zastalisia na miescy. Amurčyka na hadzińniku nie było.
* * *
Kupidon prydzirliva ahledzieŭ pradmiety, stojačy na maim kuchonnym stale. Potym paprasiŭ survetku, nietaropka zasłaŭ joju maślonku i sieŭ źvierchu. Krychu pajorzaŭ, ustaŭ, padyšoŭ da cukarnicy, uchapiŭsia dźviuma rukami za jaje kruhłuju ručku i z šumam paciahnuŭ za saboj, prysunuŭšy ŭsutyč da maślonki. Padumaŭšy, paprasiŭ u mianie jašče adnu survetku. Atrymałasia kresła, zasłanaje biełym, na jakoje moj hość cyrymonna ŭsieŭsia i skazaŭ:
— Možna padavać.
Poŭny varyjant artukułu čytajcie ŭ hazecie "Naša Niva"
Śviatłana Śmirnova — piśmieńnica, žyvie ŭ Miensku. Jaje «Kupidon» zaniaŭ pieršaje miesca na konkursie apaviadańniaŭ, što ładziŭ časopis «Cosmopolitan».
Kamientary