Voś dyk skaraciŭ darohu — pajšoŭ naprastki, praz park, nie zachacieŭ aŭtobusa pačakać. Voś dyk skaraciŭ darohu… Praŭda, dvaccać čaćviorty davaŭ kruhala, tak što byccam i pravilna zrabiŭ, dy lepiej było b jaho pačakać… I naŭcioki puściŭsia rana! Da vychadu z parku jašče sotnia — nia mieniej! — metraŭ, i mužčyna z prylizanymi, by mokrymi, vałasami, jaki prystaŭ da jaho, moža dahnać. I što dziadźku treba? Źjaviŭsia, byccam fokuśnik. Nie było nikoha na darožcy — i na tabie, jość. Niby z-pad ziamli vyras. Zaŭśmichaŭsia, adrazu pachvaliŭ:
— Jaki charošy chłopčyk, jaki charošy chłopčyk! Mo jašče i vydatnik? Uhadaŭ? Pavažaju vydatnikaŭ. Asabliva pahladnych.
«Čamu tolki vydatnikaŭ? — ustryvožyŭsia Sańka. — I čamu pahladnych asabliva?»
Prylizany mužčyna, apranuty ŭ niatanny karyčnievy kaścium, śvietła-bežavuju saročku z šyrokim modnym halštukam, vyhladaŭ prystojna i śviatočna, ale niešta Sańku ŭ im naściarožvała. Što? Pach! Mužčyna niby ŭvieś, z hałavy da noh, byŭ ablity adekalonam. I jašče — pozirk: vočy niespakojna biehajuć, niby łoviać kaho ci šukajuć.
— Chłopčyk! — pa-baćkoŭsku pakłaŭ ruku na Sańkava plačo nieznajomiec. Azirnuŭšysia pa bakach i pierakanaŭšysia, što jany na darožcy adny, dadaŭ: — Jak viedaŭ, što ciabie sustrenu. Hladzi, što ŭ mianie jość! Šakaladka! Z arechami, porystaja, nianaša. Akurat tabie. Biary-biary, nie saromiejsia. Kaštavaŭ takuju? Smačnaja — jazyk prahłynieš! — ruka nieznajomca, ślizhanuŭšy pa Sańkavym plečuku, apynułasia na šyi. — Biary, pakaštuj…
I voś tady, spałochany pradčuvańniem niečaha strašnaha, Sańka, nie pramoviŭšy ni słova, kinuŭsia naŭcioki. I pravilna zrabiŭ. Heta byŭ adziny šaniec vyrvacca z ruk hvałtaŭnika i zabojcy chłopčykaŭ. Jaho ŭžo daŭno šukali ŭ horadzie. Sańkava mama čytała ŭ hazecie, što złačyniec pa specyjalnaści, chutčej za ŭsio, pedahoh (tak mierkavali ŭ milicyi) i vałodaje zdolnaściami hipnatyzavać dzicia, łaskavymi słovami ŭsypić jaho pilnaść. I kali chłopčyk davierliva išoŭ na kantakt ź nieznajomym, ale dobrym dziadźkam, złačyniec nanosiŭ udar — niečakany, rezki i, jak praviła, zzadu. Adniosšy achviaru ŭ kusty, učyniaŭ svoj hniusny ździek-hvałt. Adnaho ŭ milicyi nie mahli zrazumieć: navošta złačyniec zabiraŭ u svaich maleńkich achviar trusiki? Heta ž rečavy dokaz suprać jaho samoha! Adkaz byŭ nievierahodna prosty: pamiatka ab čarhovaj achviary! Kožny svoj vychad mańjak staranna pradumvaŭ, rabiŭ analiz pavodzinaŭ raniejšych achviar. I jašče ni razu nie pakinuŭ śladoŭ.
Nia dumaŭ jon pakinuć ich i ciapier, jak i Sańku žyćcio.
Da aharodžy, što akružała park kultury i adpačynku imia Čaluskincaŭ, zastavałasia ŭsiaho čuć-čuć, kali ŭčepistaja ruka nieznajomca daciahnułasia da chłopčyka i schapiła jaho za kaŭnier. Sańka rvanuŭsia z apošnich sił i adčuŭ, što vyrvaŭsia, a toj, chto dahaniaŭ jaho, hrymnuŭsia, pa ŭsim vidać, na ziamlu, zakašlaŭsia — niajnakš, ad pyłu — i brudna maciuknuŭsia.
Poŭny varyjant čytajcie ŭ papiarovaj i pdf-versii hazety "Naša Niva"
Kamientary