Kloniki i Karatkievič
Było heta ŭ tyja niezabyŭnyja hady, kali my mahli dva dni nia jeści i try nočy nia spać dy, siedziačy dzie-niebudź, plavuzhać biaskonca, pačynajučy ad svabody słova i kančajučy žanočymi nožkami.
Ja prachodziŭ praktyku ŭ našym rajcentry, i padumaŭ zavitać da mianie ŭ hości moj siabar, akcior Aleś Ł. Paznajomiŭ nas hady dva tamu naš student — jon lubiŭ krucicca la kaho-niebudź znakamitaha, nazvaŭ: «Aleś — aktor Akademičnaha teatru!» Mnie dyk jon adrazu nia hlanuŭsia: vastranosy, jak ptušačka, nievysočańki i niejki nervovy — jamu niby miakiny za śpinu nasypali. Nu, była biesieda pra dziaržavu, pra movu, a zatym niechta skazaŭ: «Aleś, pačytaj…»
I tut jon raspraviŭ plečy, by chacieŭ kamu ŭ vucha ŭvincić, ahledzieŭ usich i… «Zajac varyć piva». I… palacieła-paciakło rodnaje słova, musić, z hadzinu čytaŭ Kupału i Karatkieviča. Z apošnim jon byŭ znajomy, stałavaŭsia ŭ jaho, jak vučyŭsia ŭ Miensku. Šmat pra jaho raskazvaŭ, i mnie było dziŭna, što jon nazyvaje Karatkieviča prosta Vałodzia.
A tady niečakana zamaŭčaŭ, hlanuŭ u moj bok i rezka zapytaŭsia: «A ty čaho maŭčyš usio — ty z KDB?» Ja jak siadzieŭ z adkrytym rotam, dyk i nie adrazu jaho zakryŭ, i prydumaŭ tolki skazać: «Nie… ja ź Sianna…» Usie zarahatali.
Potym pili vino, Aleś navučyŭ nas pieć «Oj, kosiu moj kosiu…», «Ad paniadziełka da paniadziełka». My ź im syšlisia, i pačalisia maje ŭroki pra Biełaruś i pra toje, što ja biełarus. Žyŭ jon adzin — uziaŭ mianie da siabie. Jak mnohija chałaściaki, dobra hatavaŭ, i žyŭ ja prypiavajučy.
Adnaho razu jany ź siabram zachacieli ŭ našym instytucie zrabić viečar, pryśviečany Karatkieviču. Mnie daručyli dasłać jamu zaprašalnuju telehramu (adkaz bierahu da hetych hadoŭ). Ludziej pryjšło da žachu mała. Aleś ź siabram paśla pabilisia, i jon amal sa ślaźmi kryčaŭ: «Dziakuj Bohu, što Vałodzia nie pryjechaŭ… Što ja bačyŭ u zali — ciabie i piatnaccać kirhizaŭ. Boža, ratuj Biełaruś!..»
Nu dyk voś, pryjechaŭ jon da mianie. Da aŭtobusa ja spaźniŭsia, pabieh hladzieć, dzie ž jon dzieŭsia. Baču — staić na płoščy i nia viedaje, kudy iści. Pabačyŭ mianie — i: «Oj, bratka, niejkija dzieŭki mnie hałavu zaduryli, i ja ź imi ŭsio šampanskaje vypiŭ, što tabie vioz». Ja zarahataŭ: «Kiń, hałoŭnaje — sam dajechaŭ, hetaha dabra znojdziem». Padumaŭšy, dzie budziem śviatkavać sustreču, rašyli ŭ lesie: a što — leta i nichto zaminać nia budzie. Nabraŭšy ŭsiaho dla balavańnia, pryjšli ŭ les. Užo byŭ pryciemak, i vializnyja drevy stajali jak pomniki na memaryjale tutejšych lesunoŭ.
Poŭny varyjant čytajcie ŭ papiarovaj i pdf-versii hazety "Naša Niva"
Kamientary