Karotkaja zamaloŭka pra nudu i kiroŭcu maršrutki, chapuhu
Kropli daždžu padajuć na łabavoje škło hruzavika. Pa škle ślizhajuć dvorniki. Nieba šeraje. Pierad nami mitusicca kalinihradskaja fura. Abapał darohi — biarozy.
— Nie siadzicca tabie doma ŭ takoje nadvorje, — kaža kiroŭca.
Kali minuli Porplišča, na dalahladzie pakazałasia, achinutaja smuhoju, Varhanskaja hara. Pa abodva baki darohi — saŭhasnyja vyhany, jakija ciahnucca, zdajecca, tudy, dzie pablakłaja ziamla sustrakajecca z šerym niebam.
Hruzavik chutka niasie mianie pa šašy. Hajdaje na niaroŭnaj darozie. Mnie heta padabajecca. Treba, kab choć niešta adbyvałasia ŭ žyćci. Voś, jedu ŭ Hłybokaje.
— Ty što, na skšydłach prylacieŭ? — pytajecca žurnalist Źmicier, admykajučy dźviery redakcyi. Dziela žartu Źmicier časam uplataje ŭ hutarku polskija słovy. — Tolki pazvaniŭ, a ŭžo tut.
— Jakija tam skšydły… Hadzinu i piatnaccać chvilin dabiraŭsia.
Razmova nie kleicca. Źmicier zaniaty. Ja — razdražniony. U redakcyi zmročna, bo zmročna na vulicy.
Nabiraju znajomaha nastaŭnika Juryja.
— Vy dzie?
— Ja na Dokšyckaj, zachodź.
— Zaraz budu.
Draŭlany dom pa-nad ručajom Mikitkaj. Uvachodžu. Jury na kuchni pierahladaje staryja biełaruskija hrošy — vaviorka, zajac, vaŭki, łoś. Prapanuje kavu i baton z masłam, padsiłkavacca. Što novaha? U Karmielitaŭ znajšli cahlinu z adbitkam sabačaj łapy. XVII stahodździe. Vajskovyja vučeńni na nosie. U carkvu prychodzili na ekskursiju žaŭniery z šaŭronami «Terytaryjalnyja vojski Hłybockaha rajona».
Hartajem «Szkoły ponadpodstawowe Naddźwinia» Kamila Kšemińskieho. Sprečnaje pytańnie: krama «Rodny kut» staić na padmurkach byłoj plabanii ci prosta na jaje miescy?
U vialikim pakoi chaty — makiet Bieraźvieckaj carkvy. Najdaskanalejšy tvor vilenskaha baroka. Na makiecie kožnaja detal adlustravanaja, Jury kleiŭ jaho paŭhoda. Doŭha razhladaju. Pryhožaja carkva była. Niama. Razburyli, razabrali na cehłu ŭ 50-ja.
Chutkim krokam idziom da Karmelitaŭ. Pryjechali rasiejcy z ekskursijaj. Jury raspaviadaje pra vilenskaje baroka, pra kamienny kryž sa staroha carkavišča, pra karmielitaŭ, pra pačvaru-vasiliska, vyrazanaha na dubovych dźviarach… Kolki razoŭ čuŭ jahonyja ekskursii, a i znoŭ słuchaju. Spuskajemsia ŭ vializnyja sutareńni XVII stahodździa…
Padymajemsia. Minaju bramu Karmielitaŭ, jakaja zachavała baročnaje ŭpryhažeńnie. Pakidaju staraśviecki zakutok, jaki zachoŭvaje ŭ sabie pamiać pra adzin z najbolšych klaštaraŭ u Rečy Paspalitaj.
Idu pa Zamkavaj. Voka čaplajecca za pomniki daŭniny. Voś kamianica doktara Mikałaja Palikoŭskaha. Miesca carkvy Śviatoj Trojcy. Kamianica Šejnkiera. Kamianica, dzie byŭ kinateatr «Corsa». Dziela cikavaści pavaročvaju za Bieły Dom. Schavanyja, stajać dźvie vajskovyja mašyny, chodziać biez apaznavalnych znakaŭ žaŭniery «varožaj Viejšnoryi».
Znoŭ kamianica ŭ pačatku Drujskaj vulicy. Kamianička, kamianička i jašče kamianička. Nabiraju vady z kałodzieža na padvorku nad Mikitkaj. Pa vulicach Dokšyckaj i Stafana Batoryja idu na vyjezd.
Malec, što staić na darozie, kaža, što staić užo hadzinu. Šeraje nieba. Imžyć doždž. Sumny nastroj. Pačałasia vosień, i dni robiacca karaciejšymi i zmračniejšymi. I nie źmieniš, nie spyniš bieh pryrody. A mnie jašče i chvaroba dakučaje, zvodzić na ničoha ŭsie namahańni i dobryja namiery.
Spyniaju maršrutku. Kiroŭca prosić da Dokšyc try rubli. Kvitka nie daje. Chapuha. Kolki ni jeździŭ, i aŭtobusami i maršrutkami, — prajezd da Dokšyc kaštavaŭ dva rubli. Addaŭ, nazad nie viernieš. Jedu.
Dziaŭčyna nasuprać hladzić kino na mabilniku. Musić, u filmie pakazvajuć viasielle. Hučyć marš Miendelsona. Sprabuju ŭjavić: voś jak by hety marš zahučaŭ u moj i niejkaj pryhažuni honar. Nie mahu ŭjavić. Nie zahučyć, nie budzie takoha nikoli. Uhladajusia ŭ pažaŭciełyja maładyja biarozki na bałaciavinie pamiž vioskami Saroki i Łaplina. Doždž stukaje ŭ škło.
Za vaknom pramilhnuŭ ukazalnik: «Dokšickij rajon».
Kamientary