«Moj ulubiony sceničny vobraz — spakuśnik. Davodziłasia i ad mužčyn časam uciakać!» Šmat FOTA Źmitra Vajciuškieviča
Fotaprajekt «Ład žyćcia» sa Źmitrom Vajciuškievičam.
Hety busiečka, praŭda, ja? Mama nikoli nie kazała: «Dzimka, ty — krasivy!» Naadvarot, mianie trochi biantežyli jaje «mastackija» vyrazy adnosna majoj źniešnaści: «Ty krasivy, jak sraka praz vakno». Pra svaje «nievierahodnaje charastvo» ja ŭpieršyniu pačuŭ ad stryječnaj babuli, jana raptam skazała: «O, jaki ž ty simpatyčny chłopčyk!» Tak pačaŭsia moj roskvit, mnie było 13. Žarty žartami, ale kali ŭ 8-m kłasie pryhožaja dziaŭčyna dasłała mnie zapisku i pryznačyła sustreču, ja zahlanuŭ u lusterka.

Zdolnaści spakuśnika ja napracavaŭ na scenie, heta moj ulubiony sceničny vobraz, aha. I ja ŭ tym uzroście, kali baču raźvićcio padziej dalej i viedaju: u niejki momant spatrebicca stop-kran. A pravakacyi — heta ž viesieła, čamu nie?

Čort! Hladžu na fota — sam siabie chaču. Heta nie śmiešna! Ja staŭlusia da takoha ź niejkaj naściarohaj, bo ŭ našym artystyčnym asiaroddzi i ad mužčyn davodzicca časam uciakać. Paru razoŭ było takoje. Kazaŭ im cicha tak: «Pačakaj mianie tut, ja chutka». I źbiahaŭ.

Artyst na scenie i paśla sceny — ludzi, nieznajomyja adzin z adnym. Pieršyja dźvie hadziny paśla kancertu da mianie lepš nie padychodzić: ledź trymajusia na nahach. Mahu zabić! Tut, moža być, ejfaryja paśla vystupu ci, naadvarot, niezadavalnieńnie. Jakija ramany? I što skaža žonka?!

Uch, jakaja! — mahu padumać ja… I ŭsio na hetym.

Zajzdrośniki paprakajuć, što maja publika — «pani troški ŭ hadach». A ja na kancertach baču maładych, pryhožych dziaŭčat. Jany i pryvodziać z saboj mam i babul, što tut drennaha? Ja piaju i dla mužčyn, jakich, moža, i siłaj vałakuć na maje kancerty.

Mnie ŭsio roŭna, što tam kažuć. Vinavaty ja ci nievinavaty — nie zahaniajusia. Narešcie daros da takoha stanu, kali nie adčuvaju viny za niejkija nieparazumieńni ci kanflikty. Mnie fizična i emacyjna ciažka nasić u sabie niejkija kryŭdy.

O! Pryčoska «Jeŭdakimaŭ»! Na moj pohlad, na biełaruskaj scenie nie chapaje liryčnych vykanaŭcaŭ, hety vobraz zusim nieraźvity. Kali b niechta zajmaŭ hetuju nišu, mažliva, ja b zaraz niejki treš vykonvaŭ. Ci rok. Ci chip-chop. Aj, mnie nasamreč padabajecca być ramantykam na scenie.

Vobraz ramantyka pavinien być ikanizavany. To bok kananizavany!

Niejki kompleks, što ja bard i nie napisaŭ nivodnaj pieśni, turbuje. Sprabavaŭ — paśla Baradulina, Buraŭkina, Niaklajeva. Nie mahu. Jość jašče čas, moža, u 60—70 hadoŭ takija šedeŭryki pavydaju…

Kali nadychodziać dumki pra svaje prafiesijnyja niedaskanałaści, čaściakom «vypadaju». Bo adčuvaju, što šmat jašče treba pracavać nad saboju. Darosłym ja nie śpiašaŭsia stanavicca, mažliva, i da dobraj knihi i da paezii prychodžu tolki ciapier.

Ja — mianiajusia! U niejki momant zrazumieŭ, što išoŭ čužymi darohami i da siabie jašče nie dajšoŭ. Ad narodnaj pieśni da biełaruskaj paezii, paśla — da paezii Japonii, Šviecyi, Čechii, Polščy, Rasii (praź vieršy Majakoŭskaha). Dziakuj bohu i «Pieśniaram», bo pieśni na vieršy Majakoŭskaha ŭźnikli dziakujučy im. U mianie vielizarnyja płany na žyćcio, mnie cikava, ale adnačasova strašna: što rabić dalej? Treba zabłukać, kab paśla viarnucca da sapraŭdnaha siabie.

Ale jość u mianie takaja fobija: a raptam stačusia? «Nadychodzić žachliviejšaja z amartyzacyj — amartyzacyja serca i dušy». Kali raśpirajuć unutranyja pakuty, ja razumieju: treba iści fizična pracavać. Vuń, hladzi, užo ptuški adlatajuć. Treba rychtavacca da zimy!

Nie liču siabie daskanałym, ale adčuvaju: toje, što ja rablu, — majo. Niekali małady prypiorsia ŭ teatr Chalezina i kažu: u hetym žyćci ŭsio pasprabavaŭ, hatovy być artystam. Mnie zdavałasia, što ja kłasnym hierojem mahu być na scenie. Režysior Ščerbań paśmiajaŭsia: a davaj budzieš lotać pa scenie hoły, a sramnoje miesca my tabie prykryjem dranikam, nu…?
— Aha, zaraz!

Lezu ŭhłyb siabie, kab zrazumieć pryčyny taho, čamu mienavita tak adčuvaje moj hieroj. Heta sapraŭdnaja navuka žyćcia i dla mianie, i dla słuchača. Bo «pražyvajučy» na scenie Majakoŭskaha, Rafała Vajačaka, chopić rozumu nie paŭtaryć ich pamyłki, ubierahčy sabie ad hłupstvaŭ…

Mahu zapłakać pasiarod kancertu. Mnie navat soramna byvaje, što ja taki płaksivy.

Kab znajści svaju sapraŭdnaść, treba vyjści z zony kamfortu. Ale słuchač moža być nie hatovy na tvaje ekśpierymienty, jon čakaje ŭsim zrazumieły vobraz. Davodzicca i razmaŭlać padčas kancertu, — tut raptam uklučajecca Satyr z rysami, jakija nieŭłaścivyja ramantyku. Kali zabyvaješ, chto ty, možaš apranuć hetuju masku…

Tajamnica i charyzma artysta — u niedaskazanaści. Kali raptam maje prychilniki daviedajucca, jakim ja byvaju ranicoju… Moža, tolki samyja stojkija pryjduć na moj kancert.

Nie bojciesia, što ja nie taki charošy, jak vy dumali, prychodźcie 2 listapada ŭ KZ «Minsk» — pabačycie!
Čytajcie taksama:
Kamientary