Śmierć, traŭma i chrumstkaja kapusta. Pra što havaryła Śviatłana Kurs na sustrečy ź biełarusami ŭ Vilni
Viečaram u piatnicu, 27 lutaha, u Biełaruskim pravasłaŭnym prychodzie Kanstancinopalskaha patryjarchatu ŭ Vilni adbyłasia sustreča ź piśmieńnicaj Śviatłanaj Kurs — u litaraturnym śviecie jana bolš viadomaja jak Jeva Viežnaviec. U Litvu aŭtarka pryjechała z Polščy na knižny kirmaš, i ŭ apošni viečar pierad adjezdam pryjšła «da svaich»: pahavaryć biez sceny, u kamiernaj zale pry chramie.

Haspadar prychoda, ajciec Hieorhij Roj, sustreŭ jaje kala ŭvachodu.
«Jak vy pryhoža vyhladajecie — u zialonym, tak pa-viasieńniamu», — ciopła pavitaŭsia jon.
Unutry ludzi źbiralisia chutka. Praź niekalki chvilin nie zastałosia volnych kresłaŭ: chtości stajaŭ u prachodzie, chtości padpiraŭ ścianu. U rukach — knihi «Pa što idzieš, voŭča?» z paznavalnaj zialonaj vokładkaj.
Ajciec Hieorhij adrazu zadaŭ ton:
«Naša razmova budzie niefarmalnaja. Chto choča kavy ci čaju — častujciesia. I my pačynajem».

Pra malitvy i «mocnych achoŭnikaŭ»
Śviatłana pačała nie ź litaratury, a z taho, što było dla jaje hałoŭnym u apošni čas — z udziačnaści:
«Ja chaču pierš za ŭsio padziakavać vam usim za malitvy. Adna miedsiastra skazała, što nikoli nie bačyła, kab chvory z karcynomaj u čaćviortaj stupieni tak lohka stajaŭ i časta ŭśmichaŭsia. I jana patłumačyła: «Vidać, za vas mocna molacca i vy majecie vielmi mocnych achoŭnikaŭ».
U Śviatłany — vyraznaja, žyvaja mimika, jana lohka trymaje zału.
«Jak čałaviek, u jakoha spyniałasia serca, ja mahu skazać vam: nijakaj śmierci na samoj spravie nie isnuje», — dadała jana.
U hety momant na tvary jašče była ŭśmieška, ale ŭžo praz chvilinu jana źnikła.

«Dla mianie heta padziei adnaho paradku»
Śviatłana pryznałasia, što pryjšła na sustreču ź ciažkim nastrojem: naviny dnia kładucca na serca adnolkava — i pra vajnu va Ukrainie, i pra biełaruskija prysudy.
«Ja, ščyra kažučy, siońnia vielmi mocna padaŭlenaja ducham. Daviedałasia, što na Kanstancinaŭku va Ukrainie padajuć zapalnyja snarady. I taksama daviedałasia, što dvuch maich znajomych pasadzili na 12 i 14 hadoŭ (Byłoha redaktara niezaležnaj baranavickaj haziety «Inteks-Pres» Uładzimira Janukieviča prysudzili da 14 hadoŭ kałonii, jaho namieśnika Andreja Pakalenku — da 12 hadoŭ — NN). Dla mianie hetyja padziei adnaho paradku», — skazała jana.

Jana ŭzhadała i niadaŭniuju śmierć vydaŭca Ramana Cymbierava — stratu, jakuju biełaruski litaraturny śviet jašče nie paśpieŭ pryvyknuć nazyvać faktam.
«Kali ja napisała pra śmierć Ramana, mnie ź Biełarusi sihnalizavali: «Maŭčy»… Bo jany (karniki) iduć na ciapło. Kali adčuvajuć, dzie ŭ nas centr ciapła — prychodziać tudy i ŭsio zabirajuć.
Pasiarod mora hetych usich strat ja nie viedaju, što vam skazać dobraha. Ale niahledziačy na heta, ja vielmi aptymistyčna hladžu na našu blizkuju histaryčnuju pierśpiektyvu. Ja vieru, što zastałosia ciarpieć niadoŭha. Ale hety pramiežak času budzie vielmi ciažkim i ciomnym».
Śviatłana havaryła i cierabiła ruki. Pozirk błukaŭ pa tvarach, nibyta jana šukała, kamu pieradać svaju napružanaść.
«Heta rečy, jakija mianie zaraz chvalujuć. A ciapier ja nie viedaju, što z vami dalej rabić. Tančyć nie ŭmieju, śpiavać nie ŭmieju. Ja ŭmieju tolki pić vino i pisać. Usio».
Zała zaśmiajałasia. Ajciec Hieorhij padchapiŭ:
«Vy dumajecie, u nas vina niama? Jość!»

Pra knihu, «brud» i śviatło z čarnaty
Adna dziaŭčyna vyjšła da Śviatłany z kvietkami i skazała prostaje, ale ščyraje:
«Vy kažacie, što ŭ Biełarusi šmat bolu, ale praz vašu tvorčaść ja lekuju svaje rany».
Śviatłana ŭśmichnułasia i nibyta sama ździviłasia:
«Dziakuj. Heta dziŭna. Maja knižka sama pa sabie bol, i dziŭna, što ludzi joju lekujucca».
Potym jana pačała tłumačyć, jak piša. Biez vady pra «natchnieńnie» i biez pafasu pra «misiju».
«Jość uparadkavanyja piśmieńniki: jany pišuć pavodle płanu, i ich knihi vyhladajuć jak daskanałaje dzicia. Ja pišu zusim inakš. Ja źbiraju fakturu, vobrazy, lublu čornyja lehiendy i žyćciovy brud, žyćciovuju čarnatu, bo ź jaje vychodziać samyja śvietłyja źjavy».
Časam litaratura pačynajecca nie za stałom i lampaj, a z bulby i zvanka:
«Adnojčy ja pałoła aharod. U hety čas pazvaniŭ vydaviec Andrej Januškievič: «Stvarajecca inicyjatyva «Pflaŭmbaŭm», patron — Śviatłana Aleksijevič. Ci niama ŭ ciabie knižki?» Ja kažu: «Budzie! Miesiac — i zrablu», — uzhadvaje z uśmieškaj Śviatłana.
Jana pryznałasia, što zadumvała inšy ton, ale tekst knihi pajšoŭ svaim šlacham.
«Historyja pra ałkahaličku ŭ mianie pajšła vielmi dobra, bo ja razumieju, što takoje adčuvać siabie słabym čałaviekam, jaki straciŭ usio… Mnie było cikava namalavać žyćcio va ŭsioj składanaści. Nie fakt, što my atrymajem uznaharodu — pry žyćci ci paśla žyćcia. Varta iści słužyć tamu, što ty ličyš patrebnym, nie čakajučy ŭznaharody», — dadała piśmieńnica.

Pradzied-enkavedyst i mahiła, jakuju «schavała» biaroza
Śviatłana pryhadała siamiejnuju historyju, na prykładzie jakoj parazvažała pra toje, što kožny z nas u vyniku atrymaje toje, što zasłuhoŭvaje:
«Moj pradzied Ivan Kandracienia byŭ enkavedystam. Jon adpraŭlaŭ siemji na Sałaŭki… Jon pamior u 42 hady ad razryvu serca. Pamiraŭ tvaram da ściany, i ŭsia ściana była mokraja ad śloz. Jaho žonka kazała: «Nu što, naraskułačvaŭsia? Naraskułačvaŭ maleńkich dzietačak?»
Ja razumieju, čamu jon tak pastupiŭ. Kab prajści praź iholnaje vuška novaj ułady, musiŭ zrabicca zdradnikam i zabivać čužyja siemji, kab vyratavać svaju. A raspłataj za heta staŭ nie sud, a narodnaja pamiać.
Paśla śmierci jon lažaŭ pad toŭstaj staroj biarozaj, i tudy dzieci śpiecyjalna chadzili plavać. I tak niekalki pakaleńniaŭ. Potym biaroza ŭpała, i dzie ciapier taja mahiła, nichto nie viedaje. Tak hety čałaviek byŭ praklaty».
Pry hetym Śviatłana vyvodziła hałoŭnaje: pra pamiać i pra toje, što navat u čornym usio roŭna varta šukać nadzieju:
«U samaj čornaj historyi zaŭsiody jość nadzieja. Vy nikoli nie viedajecie, na čym čałaviek złomicca, pieramienicca i stanie lepšym. Jość ludzi zakončanyja, ale ich mała. A jość ludzi niezakončanyja».
Jana raskazała i pra svaju maru:
«Ja strašna maru pra muziej u Kurapatach. Ja chaču, kab u nas byŭ taki muziej. Kab vulicy ŭ nas pryhoža nazyvalisia, usich hetych Miaśnikovych i Leninych z mapy prybrać. U nas ža kuča raboty! I na hetuju pracu my pavinny dajści zdarovymi, niepałamanymi, žyvymi i ŭmierana jašče i radasnymi».
Pra traŭmu, jakaja nie paśpiavaje zahaicca
Śviatłana niekalki razoŭ viartałasia da słova «traŭma» jak da stanu, u jakim kraina žyvie ŭžo nie adno stahodździe.
«U nas traŭma praciahvajecca 250 hadoŭ z chvościkam. I jana nie sychodzić, joj niama kali haicca. Bo źvierchu nakładajucca traŭmy ŭsio novych pakaleńniaŭ. My nie pakutniki, a my ŭ biaskoncym cykle niepierapracavanaha bolu», — skazała jana.
Asobna jana spyniłasia na maŭčańni jak častcy hetaj traŭmy.
«U 40-50‑ch ludzi nienavidzieli savieckuju ŭładu, supraciŭlalisia kałhasam. Ale my pra heta amal ničoha nie viedajem. Bo jany byli nastolki zapałochanyja, što maŭčali — da śmierci i paśla śmierci.
Traŭma, pra jakuju nie havorać, nie źnikaje. Jana prosta pierachodzić u strach, u zvyčku «nie vysoŭvacca», u žadańnie zabycca, bo biez pamiaci lahčej dychać».
Ale, pavodle Śviatłany, u biełarusaŭ i rasiejcaŭ hetaje «biaspamiactva» maje roznuju pryrodu.
«U nas heta časta strach i sposab vyžyć. A ŭ ich — jašče i vybaračnaja pamiać dziela «vialikaj idei», dziela vialikaj ajčyny, bieź jakoj jany bajacca zastacca biez tojesnaści», — adznačyła piśmieńnica.
I ŭsio ž u hetaj razmovie pra traŭmu nie było fatalizmu.
«Heta jak chrybiet, jaki złamali, a jon niapravilna zrośsia. Čałaviek adnačasova i słabiejšy, i macniejšy», — padkreśliła Śviatłana.
I dadała hałoŭnaje — nie pra minułaje, a pra budučyniu:
«Treba pa mahčymaści nie pieradavać traŭmu dalej, svaim dzieciam i ŭnukam. Kab jany ŭžo byli ščaślivyja».

«Ja paniščyła ŭsio»
Kali razmova zakranuła chvarobu, Śviatłana pryznałasia:
«Kali daviedałasia pra dyjahnaz — ankałohija — ja paniščyła ŭsio! U mianie ciapier navat niama piensijnych dakumientaŭ. Na čorta taja mnie piensija! Ja navat nie źbirałasia žyć».
Jana raspaviała, što źniščyła i ŭsie tvorčyja napracoŭki, i tolki potym, kali sprabavała choć niešta adnavić, zrazumieła: viarnuć užo niama čaho. Ale razam z hetym pryjšło niečakanaje adčuvańnie:
«U mianie ŭžo ničoha nie było, i ja adčuła strašnuju svabodu».
Ale ciapier Śviatłana płanuje novaje žyćcio:
«Ja ciapier uvieravała. I choć heta karcynoma, i jana pahražaje viarnucca, ja znoŭ pačnu źbirać piensijnyja dakumienty. Ja dumaju, heta najvyšejšaja stupień aptymizmu».
Ajciec Hieorhij tut ža padchapiŭ:
«Novaja knižka budzie piensijnaj».
«Tak!» — lohka zhadziłasia Śviatłana.
«Što nam rabić tut, u vyhnańni?»
Z zali hučali roznyja pytańni: pra knihu, tvorčaść, a taksama jak biełarusam žyć u vyhnańni?
«Čym my pavinny zajmacca? Iści ŭ bok taho, što nam padabajecca. U bok našaj lubovi. Kožny pavinien dobra rabić svaju spravu — tvorčaść heta ci štodzionnaja praca. My pavinny hurtavacca vakoł taho, što my sapraŭdy lubim, realizoŭvać siabie.
Faktyčna my pavinny žyć svajo najlepšaje žyćcio, być ščaślivymi. Biełaruś nie vykarčavać z serca. Što b nie adbyvałasia — my biełarusami zastaniemsia», — pierakananaja Śviatłana.

Jana havaryła i pra toje, što navat pry ruskamoŭnaści i razarvanaj kulturnaj pierajemnaści biełaruskaja adroznaść trymajecca:
«Mientalnaść nie ścirajecca za dziesiać pakaleńniaŭ. Heta zanadta mahutnaja štuka.
Časam atrymlivaju karocieńkija paviedamleńni ź Biełarusi: «my jość», «my čytajem». A jašče lublu, kali mnie pryvoziać kvašanuju kapustu i sała z takim pryvietam: «my jość, my ŭsio viedajem, my ŭsio bačym».
I takoj kapusty, jak biełarusy kvasiać, tut niama. Tut jana saładkavataja. A naša nie, jana — chrumstkaja.
Tak što nie treba adčajvacca», — reziumavała Śviatłana pry kancy sustrečy.

Kamientary