Dyskamfort ad čyścini
Čym čaściej ja pierajaždžaju našu paŭnočna-zachodniuju miažu, tym bolej pierakonvajusia, što «Zachad» — heta paniaćcie nie hieahrafičnaje. Biełaruski horad Vilnia źmianiaje svajo abličča štodnia. Jašče ŭčora abšarpanaja kamianička nabyvaje raptam vyhlad całkam respektabelnaha asabniačka. Niekali zvyčajny hastranom z marožanym miasam pieratvaryŭsia ŭ čyściutki supermarkiet, zality śviatłom i poŭny pryhožych tavaraŭ. Vokny starych damoŭ patrochu apranajucca ŭ biełyja ramy škłopakietaŭ... Ale voś zahadka. Čym čyściej i pryhažej stanovicca znajomy horad, tym bolšy asabista ja adčuvaju dyskamfort. Čamu?
Mnie zhadvajecca Maksim Harecki. «Prajaždžali my pustoje miastečka. Na kulturu zavidaść pahladzieć! I žal biare za serca, što Biełaruś, u paraŭnańni, dzikaja-dzikaja!» Piśmieńnik pisaŭ heta ŭ apovieści «Na imperyjalistyčnaj vajnie» pra Prusiju, dzie jamu daviałosia vajavać. Tady jašče našy ludzi nia viedali słova «sacyjalizm». Jašče daloka było da prodraźviorstak i kałhasaŭ. Jašče nie prydumali termin «žaleznaja zasłona». Choć jana isnavała ŭžo tady. Padzialajučy adziny kantynent na dźvie absalutna niepadobnyja častki. U adnoj strechi pad dachoŭkaju, u druhoj — pad sałomaju, tam — čystyja chatki, tut — chlavy, u ich — kultura, u nas... Adkaz daje baćka hałoŭnaha hieroja: «My tak, jak tyja śvińni, uvieś viek u bałocie žyć budziem... My, synok, nie pany i nie žydy, kab kožnamu pad nos taleračku padstaŭlać... My z adnaje miski dastaniem, aby davaŭ boh što dastavać...»
Padobna, što hetaja replika zanatavanaja z žyvoha hołasu. Bo ŭ Biełarusi jaje časta možna pačuć i siońnia.
Źmicier Bartosik
Kamientary