Da historyi złačynnaści ŭ SSSR
Archiŭ Najnoŭšaje Historyi vypuskaje novuju knihu — uspaminy Ryhora Klimoviča “Kaniec Harłahu”. Aŭtar uspaminaŭ pravioŭ 13 hadoŭ u HUŁAHu, byŭ adnym z kiraŭnikoŭ Narylskaha paŭstańnia, jakoje ŭspychnuła ŭ lahierach u 1953 hodzie. “NN” užo publikavała interviju z Ryhoram Klimovičam (1998, № 13).
Napisanaja dziesiać hadoŭ tamu kniha vielmi ciažka prabivałasia ŭ śviet. Jana pavinna była ŭžo vyjści ŭ Maskvie i Koŭnie. Ale symbalična, što jana, narešcie, vychodzić u Miensku. Choć da apošniaha momantu hety prajekt byŭ na miažy zryvu.
Memuary Ryhora Klimoviča admietnyja tym, što aŭtar nie imkniecca zališnie madernizavać svaje ŭspaminy — jon hatovy razvažać pra padziei savieckaj historyi i lahiernaha žyćcia z pazycyjaŭ sučaśnika tych padziejaŭ, vykarystoŭvajučy, u tym liku, i tahačasny kateharyjalny aparat.
Uryvak knihi, jaki prapanujecca čytačam “NN”, jość aŭtarskim bačańniem pryčynaŭ masavaje kryminalizacyi savieckaha hramadztva. Pra heta piša čałaviek z dośviedam lahiernika, jaki mieŭ mahčymaść niepasredna nazirać kryminalny śviet dy kantaktavać ź im.
Takim čynam, prapanujecca tema, jakaja vyryvajecca z archivu i pierachodzić u žyćcio.
Aleh Dziarnovič
Publikacyja padrychtavanaja
ŭ ramkach prahramy “Adna ziamla — Uschodniaja Eŭropa”
Ryhor KLIMOVIČ
Ułasna kryminalščyna i złodziei nie źjaŭlajucca niejkim dzivam — jany byli zaŭsiody i paŭsiul, va ŭsie časy i va ŭsich narodaŭ. Naŭrad ci j ciapier znojdziecca ŭ śviecie takoje cyvilizavanaje i bahataje hramadztva, jakoje mahło b, nia kryviačy dušoj, zajavić, što jano volnaje ad hetaha nakipu, što spadarožničaje aktyŭnamu jaho žyćciu. Ale ŭvieś złačynny śviet minułaha, navat toj, jaki byŭ u staradaŭnim Rymie pad čas sacyjalnych uzrušeńniaŭ i zaniapadu, niemažliva paraŭnać z tym, jaki źjaviŭsia ŭ Rasiei paśla Kastryčnickaj revalucyi. Złodziejskaja «malina» ŭ SSSR — heta źjava asablivaja, vyklučnaja, jakaja maje i svaju pieradhistoryju, i svaju historyju. Hetaja źjava ŭźnikła ŭ vyniku revalucyjnych pieraŭtvareńniaŭ sacyjalnaha, palityčnaha i duchoŭnaha žyćcia, praŭnych normaŭ, dziaržaŭnych i hramadzkich stasunkaŭ — pieraŭtvareńniaŭ, što ažyćciaŭlalisia nia šlacham razumnaha vykarystańnia staroha pry adnačasnym stvareńni novaha, a ŭ vyniku łomki ŭsiaho staroha, kab potym užo, na jaho razvalinach, budavać novaje.
Try hady bušavała hramadzianskaja vajna. I, narešcie, stary śviet ruchnuŭ, pachavaŭšy pad svaimi razvalinami sotni tysiačaŭ zmaharoŭ za čyrvonuju, biełuju i prosta mužyckuju praŭdu. A ŭ vyniku sotni tysiačaŭ dziaciej zastalisia sirotami i apynulisia na hałodnaj, spustošanaj vulicy, dzie haspadaryli revalucyjaj vyzvalenyja z-za krataŭ recydyvisty i kvitnieła złodziejskaja «malina». Chutka, pad upłyvam takoj vulicy, hetyja dzieci stali inšymi. Jany zusim parvali sa svaim minułym, navat z prynaležnaściu da varožaha lahieru, i, adčuŭšy siabie roŭnymi — dziećmi adnaho pachodžańnia, dziećmi hramadzianskaj vajny — lumpen-praletarami, biesprytulnaj vuličnaj španoj, prasiaknulisia pahardaj da pobytu, noravaŭ i psychiki ludziej nie svajho koła, a razam z tym i da pracy, jakaja abumoŭlivałasia hetymi nie pryznavanymi pobytam, noravami i psychikaj. Pad kryłom i čałom daśviedčanych recydyvistaŭ jany pryniali antyhramadzkija paniaćci i maral jak adzina naležnyja volnamu čałavieku, i nieŭzabavie samyja kiemlivyja i pranyrlivyja ź biesprytulnaj špany stali złodziejami. Vulicy haradoŭ i prajeznyja darohi stali raptam niebiaśpiečnymi nia tolki ŭnačy, ale i ŭdzień. I tolki zaraz, zaniepakojenyja bujnym razhułam złodziejaŭ, tyja, chto maje ŭładu, jakija da hetaha dzień i noč mitynhavali, vyrašajučy «złabadzionnaje» pytańnie — ź jakoha kuta zručna pačynać budavać novy śviet — narešcie źviarnuli ŭvahu na biesprytulnych dziaciej i, uhledzieŭšy ŭ złodziejskim razhule niebiaśpiečny recydyŭ staroha śvietu (bałazie było na kaho śpisvać ułasnyja hrachi), pačali terminova stvarać pracoŭnyja kamuny i kalonii, pryznačanyja dla pieravychavańnia małaletnich pravaparušalnikaŭ.
Adnak stračany čas pahražaje nastupstvami. Pakul adbyvalisia mitynhi, biesprytulnyja dzieci, jakimi ruchała kryŭda na abyjakavaje staŭleńnie hramadztva da ich, z hałavoj akunulisia ŭ złodziejskuju «malinu», zarazilisia jaje zahannymi svabodami i mocna źviazali ź joj svajo žyćcio. U ich vypracavalisia svaje paniaćci pra žyćcio, pra svajo miesca ŭ hetym žyćci, svaja maral, svaje pryncypy, svajo staŭleńnie da ludziej i da hramadztva ŭvohule. Pierakanać ich było amal niemahčyma. I navat taki talenavity pedahoh jak Makaranka, jaki zaviedavaŭ kalonijaj imia M.Horkaha, inšy raz prychodziŭ u adčaj, bačačy, jak usie jaho pedahahičnyja namahańni raźbivajucca ab zakaścianiełyja ŭ hrachu dušy kalanistaŭ. Heta ŭžo byli nia niejkija ciažkija, sa strašnaj kryŭdaj u sercy dzieci, a złačyncy sa svajoj asablivaj idealohijaj, asnoŭnym pryncypam jakoj było śćviardžeńnie, što kradziož źjaŭlajecca adzinym vartym volnaha čałavieka zaniatkam i što tolki złodziej maje prava nazyvacca čałaviekam, a ŭsie astatnija ludzi — heta mužyki, čarty, frajary, bydła, jakim «na rodzie napisana ŭpiracca rahami» — pracavać i stvarać matarjalnyja kaštoŭnaści, dziela taho, kab złodziejam było što kraści i vykarystoŭvać skradzienaje adpaviedna svaim zahannym schilnaściam.
Ačyścić dušu vychavancaŭ ad takoj idealohii nie mahli j ahulnapryniatyja pałažeńni pedahohiki, i novaŭviadzieńni Makaranki. Ale pakolki za Stalinym paniatak «praŭda» ŭsprymaŭsia jak klasavaja nieabchodnaść, to, sychodziačy z hetaj nieabchodnaści, dadzienaja biezdapamožnaść była abvieščanaja jak pośpiech, jak pieramoha novych metadaŭ pedahohiki, dziakujučy jakim, jak heta hučna abviaściŭ Makaranka, u dziciačych damach, kalonijach i kamunach byli «vyratavanyja miljony biesprytulnych dziaciej», i ŭ paćvierdžańnie takoj praŭdy spasyłalisia na prykład kalonii imia Horkaha, u jakoj sa złodziejaŭ i bandytaŭ nibyta byli vychavanyja sapraŭdnyja ludzi z vysokim pačućciom doŭhu i prychilnaściu da kalektyvu. Biassprečna, u kalonii imia Horkaha było zroblena šmat. Ale hetaje mnohaje było zroblena ŭ kalonii, dzie siarod vychavalnikaŭ nie było nivodnaha niazłodzieja, usio było zroblena ŭ zamknionaj złodziejskaj supolnaści, całkam u adpaviednaści ź jaje idealohijaj. Vychavańnie ŭ kalanistach pačućcia doŭhu było pačućciom doŭhu pierad svaimi tavaryšami, a prychilnaść da kalektyvu źjaŭlałasia prychilnaściu da złačynnaha śvietu. Pa-za hetym śvietam kalanisty byli volnyja ŭ svaich učynkach. Ich staŭleńnie da navakolnaha ludu vyznačałasia formułaj: «dobry mužyk — vykali jamu voka, jašče lepšy — vykali dva». I hetyja stasunki Makaranka nie spyniaŭ, a naadvarot, padtrymlivaŭ, nadavaŭ im «zakonny vid i tołk» i tym samym vychoŭvaŭ u svaich hadavancach nie luboŭ da bližniaha, a luboŭ da takich, jak jany sami; nie pavahu da dobraha i razumnaha, a zło; nie prychilnaść da čałaviečaha hramadztva, a pahardu da ludziej nia ich koła. Jon, jak by dla bolšaha zadavalnieńnia «urak», udaskanalvaŭ i raźvivaŭ ich idealohiju. Jaho vychavalniki vyhladali dobraprystojnymi ludźmi tolki na vyhlad i tolki ŭnutry kalonii, u svaim asiarodździ, i niepaznavalna źmianialisia, kali apynalisia pa-za joju. U svajoj vychavaŭčaj dziejnaści jon ničoha nie dasiahnuŭ. Jaho pedahahičnyja novaŭviadzieńni byli niazdatnyja vytravić ź dziciačych duš vuličnuju idealohiju, jaho hadavancy jak byli złodziejami, tak i zastavalisia. I kali, prajšoŭšy kurs pieravychavańnia, nazaŭsiody pakidali kaloniju, jany, nie zadumvajučysia, viartalisia da minułaha svajho ramiastva.
Praz šmat hadoŭ ź niekatorymi vychavalnikami kalonii imia Horkaha mnie daviałosia sustrecca ŭ lahierach. Makaranku jany nie zabyvali, havaryli pra jaho stanoŭča, dušeŭna-ciopła, nazyvali jaho «tałkovym frajeram», «mužykom što treba», jaki, pavodle ichnych słovaŭ, nie bajaŭsia ŭ vypadku čaho, kali hulnia nie farciła — kanać z kazyrnoha tuza i cisnuć na psychiku.
Sustrakalisia mnie ŭ lahierach i vychavalniki inšych kalonijaŭ, i ja z upeŭnienaściu mahu skazać, što pracoŭnyja kamuny j kalonii svajho pryznačeńnia nie apraŭdali. Jany vyratavali miljony biesprytulnych dziaciej ad hałodnaj śmierci, ale nia vyratavali ich dušy; złačynnamu śvietu ich dziejnaść nijak nie zaškodziła, jon praciahvaŭ lutavać z toj samaj maštabnaściu. Pieramahčy jaho mahło tolki zdarovaje, zabiaśpiečanaje, vysokamaralnaje hramadztva, u jakim całkam stali b niemahčymyja zahannyja źjavy vuličnaj idealohii. Złačynnaść nia źmienšyłasia, a naadvarot, hod ad hodu rasła. A chutka novyja sacyjalnyja pieraŭtvareńni, što ŭrešcie razładzili žyćcio ŭ našaj krainie — industryjalizacyja, kulturnaja revalucyja, kalektyvizacyja i vyklikany imi hoład 1932—1933 hadoŭ — vykinuli na vulicy novyja natoŭpy biesprytulnych dziaciej, što ŭ pošukach kavałku chleba mižvoli stanavilisia pamahatymi złodziejaŭ. I znoŭ tyja, chto mieŭ uładu, nie paśpiašalisia na dapamohu dzieciam, jakija pa ich vinie znachodzilisia ŭ biadotnym stanoviščy. Stychija masavaj biesprytulščyny ŭłady nie niepakoiła — jany nia bačyli ŭ joj nijakaj niebiaśpieki dla budaŭnictva sacyjalizmu. Vuličnaja idealohija złačynnaha śvietu nie była całkam varožaj idealohii ŭładaŭ, a što da «hrakoŭ»-sialanaŭ i ich majomaści, dyk i ŭvohule identyčnaj. Ale jak tolki majomaść hrakoŭ pazvozili na kałhasny dvor i panacyjanalizoŭvali pradpryjemstvy nepmanaŭ, dyk ad hetaj identyčnaści nie zastałosia j śledu. Nie znachodziačy bolej spažyvy ŭ kišeniach pryvatnikaŭ, złodziei, a razam ź imi i ŭsia biesprytulnaja špana, aburylisia niesumlennymi pavodzinami ŭładaŭ, jakija sabie zabrali ŭsio, a im ničoha nie pakinuli, i, pretendujučy na sumlenny dzialož, pačali šaryć pa dziaržaŭnych zakramach. Sa spadarožnika złačynny śviet pieratvaryŭsia ŭ voraha.
I ŭłady, da hetaha dobryja, ułady, što łahodna stavilisia da złodziejskich štučak «urak», jakija, na zło kułakam i inšym «voraham narodu», zaachvočvalna nazyvali ich «siabrami narodu», bačačy ŭ ich budučych hramadzianaŭ sacyjalizmu, volnych ad pryvatnaŭłaśnickich intaresaŭ i klasavych zababonaŭ, raptam stali niezhavorlivyja i žorstkija. Adkrytyja kalonii kštałtu kalonii imia Horkaha byli pieraroblenyja ŭ zakrytyja — akružanyja kalučym drotam i ŭziatyja pad uzbrojenuju achovu. Na ŭsiu moc zapracavali sudy, nakiroŭvajučy złodziejaŭ u papraŭčyja lahiery, a małaletnich złačyncaŭ — u adkrytyja papraŭčyja kalonii, dzie dla ich pieravychavańnia z usioj bahataj pedahahičnaj spadčyny Makaranki byŭ pryznany metazhodnym i ŭžyvaŭsia biez abmiežavańniaŭ tolki metad fizyčnaha prymusu. Adnak taki metad byŭ samym nieadpaviednym dla pieravychavańnia kryminalnikaŭ. Prymus dziejničaŭ na ich, jak čyrvony płašč na byka — pry vyhladzie jaho jany vybuchali złościu i padparadkoŭvalisia jamu tolki z zuboŭnym skryhatam, staična pieranosiačy lubyja ciažkaści. Pieranosić ciažkaści im było nie ŭpieršyniu; tryvać ich jany pryzvyčailisia z samaha dziacinstva, jakoje nikoli nie zabyvali i jakoje kryvaciečnaj kryŭdaj ściskała dušu kožnaha ź ich, zaklikajučy da pomsty. Ale z pryčyny svajoj nieadukavanaści jany nie mahli zazirnuć u korań i svaju kryŭdu spahaniali na mužykach, pravodziačy ich u lahierach cieraz tyja žudasnyja vyprabavańni, jakich zaznali sami, kali byli biesprytulnymi dziećmi. Ich samavolstva ŭ lahierach było svojeasablivym, abumoŭlenym złodziejskaj idealohijaj, vyjaŭleńniem pieraŭtvoranaj u złość kryŭdy, było jak by stychijnym buntam skalečanaj dušy, buntam, adnolkava niebiaśpiečnym i dla mužykoŭ, i dla administracyi. Ucichamiryć hety bunt šlacham prymusu było niemahčyma. Prymus pahłyblaŭ kryŭdu i tym samym baluča kranaŭ ich niezahojnuju ranu. Jany ŭsprymali jaho jak biesčałaviečny vyklik sabie i pakolki byli nie z bajaźlivych, nie łamalisia pad jahonym uździejańniem, a ź ćviordaj upartaściu pieranosili ŭsie ekzekucyi, jakim ich padviarhali, i, hublajučy pry hetym reštki viery ŭ frajerskuju dobrasumlennaść, kamianieli dušoj. Z BURu (barak uzmocnienaha režymu), ŠIZO (štrafny izalatar) ci štrafnoj kamandziroŭki jany viartalisia nie ŭtajmavanymi, a jašče bolš azłoblenymi i z poŭnaj pierakananaściu ŭ svajoj pieravazie pierad usimi, chto, jak jany, «nia čaliŭsia ŭ štrafnikach». Prymus hartavaŭ złość, adasablaŭ ad ludziej nia ich koła, macavaŭ ichnuju ŭpeŭnienaść, što jany ludzi asablivyja, vyklučnyja, nie padobnyja na ŭsich inšych, zvyščałavieki; jon vychoŭvaŭ ich złačyncami. Adbyŭšy termin — a im terminy davali nievialikija, nia toje, što kontrykam — i, pieravychavaŭšysia padobnym čynam, jany vychodzili na volu nałaŭčonymi ŭ zładziejskim žyćci, «urkami», i adrazu ž prymalisia kraści i rastryńkivać žyćcio ŭ złodziejskaj «malinie». Jany nidzie nie prapisvalisia, žyli nielehalna, ad horadu da horadu jeździli pa Sajuzie, krali, pili, hrali ŭ karty, što nazyvajecca, hulali na voli i, jak praviła, hulali niadoŭha — ich iznoŭ zatrymlivali i znoŭ sadžali za kraty. Lahier byŭ ich rodnym domam, a vola — nakštałt sanatoryju, jakim jany karystalisia ad vypadku da vypadku, kab paciešycca j pahulać. Kolki ich usiaho było — naŭrad ci statystyka zmahła b adkazać. Lahčej paličyć jaki-niebudź vid pieralotnych ptušak ci tyhraŭ va ŭsuryjskaj tajzie, čym savieckich złodziejaŭ, što šnyryli ŭ kvaterach, padjezdach, bazarnych płoščach i navat prałazili ŭ takija ščyliny, kudy, ličyłasia, kamar nosu nia moh usunuć. I ŭsio ž prybliznuju ličbu nazvać možna. Kali ŭličyć, što ŭ kožnaj lahiernaj bryhadzie kolkaściu ŭ 25—30 čałaviek było 4—5 złodziejaŭ, to atrymlivajecca, što ad ahulnaj kolkaści źniavolenych lahieru złodziei składali adnu siomuju častku, i, dapuskajučy, što ŭ lahierach, dzie ŭsiaho siadzieła 8 miljonaŭ čałaviek, i kali mierkavać, što z troch złodziejaŭ dva ŭvieś čas znachodzilisia ŭ turmie, možna biespamyłkova śćviardžać (bo ličby ŭziaty samyja ścipłyja), što kolkaść złodziejaŭ pad čas kiravańnia mudraha pravadyra praletaroŭ usich krain składała kala dvuch miljonaŭ čałaviek.
Takoj kolkaści siabroŭ nia mieła nivodnaja palityčnaja partyja ŭ pieradrevalucyjnaj Rasiei. I tre było hladzieć praź niejkija čaroŭnyja akulary, kab bačyć hetyja dva miljony azłoblenych «urak» kanałaarmiejcami, hierojami pracy, jakimi bačyŭ ich Horki, zajaviŭ u druku, što jon asabista naziraŭ na budaŭnictvie Biełamorkanału, jakija dobrasardečnyja ciarplivyja pedahohi z OHPU biez usialakaha prymusu, adnym tolki praŭdzivym słovam pieravychoŭvali zakaraniełych recydyvistaŭ. U svaich artykułach «O vośpitanii pravdoj» i «Ot vrahov naroda — k hierojam truda» jon pisaŭ: «Siarod hetych ludziej (kryminalnikaŭ — R.K. ) byli mnohija sotni takich, jakija admovilisia pracavać, zajaviŭšy: «Rabicie z nami, što chočacie, a pracavać nia staniem! ..» Paśla takoha buntu da ich źjaŭlaŭsia chto-niebudź z čekistaŭ... Jaho sustrakali łajankaj, śvistam, a jon kazaŭ im: «Što ž, rabiaty, nie žadajecie pracavać? Pracujuć «kontryki», pracujuć ludzi, jakija byli horaj i škodniej, čym vy, a vy vyrašyli zadarma jeści pracoŭny chleb rabotnikaŭ i sialanaŭ?.. Vaźmiciesia za rozum, padumajcie, čamu vami abrany šlach parušalnikaŭ prava, złačyncaŭ?..» I praź niekatory čas ludzi, abciažaranyja i aśleplenyja złobaj na svajo biessensoŭnaje žyćcio drapiežnikaŭ, pastupova skidvajuć ź pleč ciažar pieražytaha, raspluščvajuć vočy, bačać, jak biessensoŭna žyli jany, i pačynajuć pracavać pa-ŭdarnamu, «nie za strach, a za sumleńnie», navat pabojvajučysia, kab ich nie źmiaścili na «čornuju došku» ci nie pakazali ŭ hazecie «Pieriekovka» ŭ vyhladzie «mokrych kuryc».
I tut ža ŭ hetych artykułach Horki patetyčna pytaŭ: «Dzie i kali mahło zdarycca takoje?» Na žal, adkazvać jamu davodzicca biez usialakaha entuzijazmu: «Nidzie i nikoli padobnaje zdarycca nie mahło». I chaj achoŭvaje publicysta Horkaha ad hetych «kanałaarmiejcaŭ» cień vialikaha Stalina — inačaj, za toje, što jon «sumlennych złodziejaŭ» abiarnuŭ u «suk», jany jamu takoha nie darujuć i na tym śviecie. Abaraniać svoj złodziejski honar jany ŭmieli, a praŭdu pra siabie viedali lepš, čym chto.
Jak frajer, Horki nia moh prysutničać na złodziejskich tałkaviščach, jakija ŭ toj čas, kali jon pisaŭ hetyja artykuły, adbyvalisia paŭsiul — u lahierach i na voli, na jakich z metaj abarony złačynnaha śvietu ad prymusovych mier uździejańnia na jaho, što ŭžyvalisia «musarami» z OHPU, byŭ adpaviedna idealohii hetaha śvietu zrobleny bolš žorstkim zładziejski zakon. Adbyłasia nie «pierakoŭka» sacyjalna chvorych i niebiaśpiečnych ludziej, jak śćviardžaŭ Horki, a padkoŭka — złačynny śviet, uzmacniŭšy svoj zakon, uzmacniŭ chvarobu i staŭ jašče bolš niebiaśpiečnym dla sacyjalistyčnaha budaŭnictva. Ad hetaha času, zhodna ź niapisanym zakonam, złodzieju nie dazvalałasia: pracavać, słužyć u vojsku, vykonvać daručeńni ŭładaŭ i sadziejničać im, prymać udzieł u hramadzkich mierapryjemstvach, razam z mužykami ci dla mužykoŭ śpiavać, tančyć, vyjaŭlać svaje zdolnaści. Złodziej byŭ abaviazany, stroha trymajučysia praviłaŭ złačynnaj supolnaści, kraści, hulać u karty i atrymlivać asałodu ad žyćcia. Pierad hetym zakonam usie złodziei byli roŭnyja, i kali chto-niebudź ź ich nia tak stupaŭ, dapuskaŭ niaznačnaje parušeńnie, naprykład: padaŭ «musaru» ruku, na prośbu opera razahreŭ zamierzłyja čarniły, svoječasova nie zapłaciŭ kartačnaje viny, jon, vykryty złodziejami ŭ parušeńni, abviaščaŭsia «sukaj» i jamu prysudžałasia śmierć.
Taki zakon vyklučaŭ taksama mahčymaść pieravychavańnia, jakoha-kolviek kampramisu z hramadztvam ci ŭładaj. Jon pazbaŭlaŭ złodziejaŭ svabody vybaru i namiortva zmacoŭvaŭ ich sa złačynnym śvietam. Adnojčy źviazaŭšy siabie z hetym śvietam, złodziej užo nia moh biaz ryzyki dla žyćcia parvać ź im, jak by da hetaha jaho nie zmušali abstaviny ci ŭłasnyja mierkavańni. Ad złodziejskich vačej jamu było nie schavacca, jany byli paŭsiul: i ŭ hłuchoj viaźnicy, i ŭ šumnym horadzie, paŭsiul złodziejskaja Nemezyda padpilnoŭvała parušalnika zakonu, «suku». Tyja kryminalniki, što trapili pad złodziejski zakon, apynulisia niby pamiž mołatam i kavadłam: z adnaho boku — złodziejski zakon, z druhoj — «vychavaŭčyja» represiŭnyja miery, vytrymać jakija inšy raz było niaprosta; i mnohija, nie vytrymlivajučy, łamalisia, stanavilisia «sukami». Ale balšynia, akamianieŭšy dušoj, «pieravychavańniu» nie paddavałasia, zastavalisia ŭ zakonie i ŭ supraćborstvie z «sukami» i raz-poraz naładžvała raźniu. I kali b čekisty, jakija supravadžali Horkaha ŭ pajezdcy pa Biełamorstroi, dazvolili jamu źniać tyja čaroŭnyja akulary, jakija jany ŭščapili na jahonyja vočy, i pabačyć lahiery, a nie paciomkinskija vioski, naŭrad ci jon staŭ by składać panehiryki tamu, pra što treba pisać sumnyja elehii; jon by na svaje vočy pierakanaŭsia, što zapoźnienaje pieravychavańnie sacyjalna-škodnych elementaŭ u karysnyja ažyćciaŭlałasia ŭ lahierach nia niejkimi pavučalnymi natacyjami, a vielmi žorstkimi metadami prymusu i supravadžałasia panažoŭščynaj, jakaja siarod kryminalnikaŭ była adzinaj sankcyjanavanaj zładziejskim zakonam formaj vyśviatleńnia stasunkaŭ pamiž złodziejami ŭ zakonie i tymi, chto pieravychavaŭsia, i što lahiernaja administracyja nie spyniała hetaj panažoŭščyny, a spryjała joj: jana to «suk» kidała ŭ złodziejskuju kamandziroŭku, to złodziejaŭ — u «sučuju», i, dziejničajučy ŭ intaresach pieravychavańnia, čas ad času naładžvała Varfalamejeŭskija nočy — to złodziei rezali «suk», to «suki» — złodziejaŭ. Ale pra takoje pieravychavańnie Horkamu viedać było nie dazvolena. A złodziei z-za svajoj razumovaj i kastavaj abmiežavanaści nia viedali, što rabili, i ŭ prostaści dušeŭnaj mierkavali, što hetaja, naviazanaja im mižsobica, źjaŭlajecca ich nutranaj spravaj — sprečkaj błatnych pamiž saboj — i ŭ abaronu siabie jak ludziej, niachaj navat i złačynnych, ale jakich padviarhajuć niečałaviečamu abychodžańniu, hołasu nie padavali.
U tyja hady hetaja mižsobica imi ŭsprymałasia jak naturalny kanflikt. Parušyŭ zakon — maj pavodle zakonu. A jak, pry jakich abstavinach parušyŭ? Na heta nie źviartali ŭvahi. U parušeńni jany bačyli tolki fakt parušeńnia i reahavali na hety fakt u ćviordaj adpaviednaści z prymityŭna-kateharyčnym pałažeńniem svajho zakonu. Pryčyna, što sparadziła toj ci inšy fakt, ich nie cikaviła, jany nad joj nie zadumvalisia.
I tolki potym, praz šmat hadoŭ, kali pad ciskam represijaŭ suprać ich mnohija złodziei pierakoŭvalisia ŭ «suk», a panažoŭščyna stała masavaj, u hałovach zakońnikaŭ źjaviłasia peŭnaje praśviatleńnie: jany, narešcie, zrazumieli, što nia ŭsiakaha «suku» treba rezać i nia ŭsiakamu mužyku — vykołvać vočy, što treba pierahledzieć zakon, inačaj im nie paźbiehnuć samaźniščeńnia, što jany ŭžo na miažy samaźniščeńnia. Takoje praśviatleńnie paradziła siarod kryminalnikaŭ roznyja mierkavańni i tołki, i ŭ vyniku, adpaviedna hetym mierkavańniam, niekali adziny złačynny śviet raskałoŭsia na šeść hrupovak, a mienavita:
«złodziei ŭ zakonie»;
«suki» — złodziei, jakija parušyli zakon, ale nia stali słužyć u karnych orhanach;
«piaty blok» — suki, jakija pracujuć u systemie karnych orhanaŭ;
«rakasoŭcy» — złodziei, jakija słužać ci słužyli ŭ vojsku;
«machnoŭcy» — złodziei ŭ zakonie, ale jakija staviacca da suk jak da ludziej;
«anarchisty» — złodziei ŭ zakonie, jakija nie ŭvachodziać u nivodnuju z vyšejpieraličanych hrupovak.
Stasunki pamiž hetymi hrupoŭkami byli časam vielmi składanymi, adnak panažoŭščyna jak forma vyśviatleńnia hetych stasunkaŭ, stała ŭžyvacca tolki adnosna «piataha bloku». Z hetym blokam u złodziejaŭ usich maściej miru nie było, i ŭ svaim supraćborstvie ź im jany, časta pakidajučy svaje ambicyi, abjadnoŭvalisia z tymi mužykami, jakija, abaraniajučy svaju čałaviečuju hodnaść tak, jak i jany, śmieła vystupali suprać kryminalnikaŭ «piataha bloku» jak łancuhovych psoŭ administracyi. Da takich mužykoŭ złodziei pačali stavicca z pavahaj, prysłuchoŭvacca da ich dumak, i kali znachodzili mierkavańnie słušnym — to i potym nie ličyli dla siabie hańbaj rabić tak, jak kazali mužyki.
U lahierach pačynaŭ prakloŭvacca dla čekistaŭ aljans złodziejaŭ i azłoblenych mužykoŭ, mierkavałasia kansalidacyja złačynnaha śvietu na novych, bolš razumnych i daskanałych pačatkach. Niadaŭna «pieravychavanyja» metadam prymusu lichija ludzi mahli znoŭ apynucca razam ź niepieravychavanymi, jak kažuć, «viarnucca na koły svaje».
5 kastryčnika (aŭtorak) u Biełaruskim Kalehijumie adbudziecca prezentacyja knihi Ryhora Klimoviča «Kaniec Harłahu». Prezentacyja budzie prachodzić u biblijatecy imia Janki Kupały. Pačatak a 18.30. Miarkujecca ŭdzieł aŭtara.
Kamientary