Chadanovič pierakłaŭ na biełaruskuju chit 80-ch «Ja budu dołho hnať viełosipied»
Ja budu hnać
Svoj rovar pad haru,
Jaho spyniu na popłavie miž traŭ.
Narvu bukiet —
I kvietki padaru
Dziaŭčynie, što adnojčy pakachaŭ…

Andrej Chadanovič u aŭtarskaj rubrycy «Vierš tydnia» na budzma.by apaviadaje pra ruskaha paeta Mikałaja Rubcova, jaki napisaŭ tvor, na dziva blizki da vierša našaha kłasika Maksima Bahdanoviča.
U kancy 80-ch, kali ja davučvaŭsia ŭ škole, u nas raz-poraz zdaralisia ŭroki pazakłasnaha čytańnia, kali toj ci inšy tvor rychtavali na vybar. Dla redkich «prasunutych» vučniaŭ heta było amal śviatam svabody, možna było na karotki čas zabyć prymus i čytać što tabie padabajecca. Što praŭda, dla rešty (i bolšaści!) heta stvarała jašče horšaje piekła, bo ŭsie aŭtary ŭ śpisie dla vybaru adnolkava nieviadomyja — i vybirać nie chaciełasia nikoha. Ale ratunak moh pryjści ź niečakanaha boku. Na adnym takim uroku sučasnaj (jak jaje tady razumieli) ruskaj (nu a jakoj jašče?) paezii nastaŭnica stała vyklikać pa žurnale achviaraŭ, što musili raskazvać vybrany vierš na pamiać. Pieršym vyjšaŭ kruhły dvoječnik i ŭpieršyniu ŭ svajoj karjery biez zapinki vydaŭ: «Ja budu doooołho hnať viełosipied. / V hłuchich łuhach jehoooo ostanovlu…». Pa kłasie prabieh śmiašok, ale nastaŭnica dasłuchała da kanca i pastaviła dobruju adznaku. Potym vyjšaŭ cichi troječnik i da ahulnaj radaści abviaściŭ: Nikołaj Rubcov, «Bukiet», paśla čaho staŭ čytać, a na radku «O našich vstriečach pozabyła ty» — navat trochi chlupnuŭ nosam (pra jaho kachańnie da susiedki pa parcie chadzili lehiendy). Nastaŭnica vyvieła piaciorku, a potym spytała, chto jašče rychtavaŭ hety vierš. Padniałosia z tuzin ruk. Rešta kłasa — ź dziesiaci prapanavanych aŭtaraŭ — vybrała i vyvučyła na pamiać inšyja tvory Rubcova.
U tyja hady Rubcoŭ byŭ badaj što samym papularnym paetam, a prynamsi try jaho teksty — u vyhladzie šlahieraŭ — hučali z kožnaha prasa. Usie školnyja dyskateki zakančvalisia tym samym pavolnym tancam, i hołas Sałtykova vyvodziŭ: «Uletieli lisťja s topolej…», a bolšaść padletkaŭ mieła nie typovaje dla vučniaŭ škadavańnie, što vierš u aŭtara atrymaŭsia zanadta karotki. Zhadaješ pra takoje, pierakładajučy, i adkul tolki biarucca siły j žadańnie zachoŭvać nie tolki słovy, ale j paŭzy pamiž imi — u naležnych miescach:
Skinuli tapoli ŭ chałady
Pa zakonach śvietu ŭsiu listotu.
Nie škaduj tapolaŭ — nie biady,
A škaduj luboŭ maju, piaščotu.
Ziabka hołym drevam da viasny,
Dy nie złuj, što viecier nasvavoliŭ.
Ničyjoj ni ŭ čym niama viny,
Prosta vosień liście rvie z tapolaŭ.
Vierš, jaki robicca jašče j pieśniaj, — dobraja nahoda, kab skazać paru słovaŭ pra takija rečy, jak vieršavany pamier i rytm. Bo jany nie adno j toje ž, jak zdajecca na pieršy pohlad. Pamier — chutčej abstraktnaja rytmičnaja schiema, što isnuje ŭ hałavie aŭtara, čytača ci słuchača, kali radok usprymajecca jak piacistopny jamb ci, skažam, trochstopny anapiest. Tolki schiema. Rytm ža — tyja realnyja słovy, taja moŭnaja płyń, što hetyja radki napaŭniaje. Napoŭnić schiemu dadzienaha pamieru, naprykład, pierakładajučy, niejkimi słovami — što moža być lahčejšym? Rasčuć sam hety radok, z paŭzami miž słovaŭ i šorhatam hukaŭ na ich stykach — užo składaniej. I pieśnia na vierš — nie apošniaja ŭ hetym dapamoha.
Uziać toj samy «Bukiet». Nieabaviazkova viedać, što Uładzimir Skarynkin nadrukavaŭ svoj pierakład u 1986 hodzie, a śpiavak Alaksandr Barykin vykanaŭ chit na aryhinalnyja słovy hodam paźniej, u 1987-m, kab skazać, što pierakładčyk na momant pierakładańnia pieśni nie čuŭ. Dosyć pačytać pačatak:
Ja budu doŭha
Hnać viełasipied.
Na popłavie hłuchim jaho spyniu.
Narvu zvanočkaŭ.
Padaru bukiet
Dziaŭčynie toj, jakuju časta śniu.
Fajny pierakład fajnaha vierša. Amal nijakich pretenzij. Kab čytaŭ da 1987 hoda, dyk, moža, ničoha b i nie zaŭvažyŭ. A voś majučy ŭ vuchu miełodyju, «na popłavie» ŭ pačatku radka ŭžo nie pastaviš. Jak i «narvu zvanočkaŭ» na miescy «narvu ćvietov». Cezura prosta razreža hetaje «zvano… čkaŭ» papałam. Dyj sensava sa «zvanočkami» nie ŭsio tak adnaznačna. Ci viedajem my, jakija kvietki hieroj doryć hieraini? Mabyć, u kožnaha čytača svaja karcina. A kali, barani boža, ramonki? U inšym pierakładzie čytajem: «Nie vyroščvać ciulpany ni z kim», a ŭ aryhinale: «I ćviety nie vyraŝivať mnie». Toj ža pierakładčycki «fokus». Čamu mienavita «ciulpany»? Tamu ž, čamu i «zvanočki». Tut jak z knižnymi ilustracyjaj abo ekranizacyjaj. Dobra, kali jany supadajuć z našym ujaŭleńniem pra hierojaŭ, a kali nie? Dyk ci nie pakinuć lepš pažyvu našaj fantazii?
Što praŭda, krytykavać kalehu našmat lahčej, čym samomu zrabić niešta cikavaje. Ja pasprabavaŭ — vyjšła toje, što vyjšła. Chiby novaj viersii dzie-nidzie zaŭvažnyja samomu pierakładčyku. Tak, piedal emocyj u druhoj strafie vidočna pieracisnutaja — i ŭ hierojaŭ źjaŭlajecca burlivaje minułaje, jakoha ŭ aryhinale mahło j nie być. Pa-druhoje, adbyvajecca peŭnaje nakručvańnie sintaksisu. Składanazaležnyja skazy ŭźnikajuć tam, dzie ŭ aŭtara prostyja słovy ŭ prostym paradku i samaja składanaja kanstrukcyja — «toj dievuškie, kotoruju». Narešcie, čamu pamianiaŭ sałodkuju paračku «viełasipied-bukiet»? Možna ž było žyŭcom pa-biełarusku pakinuć! Možna, ale nie chaciełasia nahadvać svaich adnakłaśnikaŭ, jakija pajšli lohkaj darohaj, a potym na ŭroku litaratury doŭha apaviadali adno i toje ž.
Ja budu hnać
Svoj rovar pad haru,
Jaho spyniu na popłavie miž traŭ.
Narvu bukiet —
I kvietki padaru
Dziaŭčynie, što adnojčy pakachaŭ.
Ja joj skažu:
«Nie mnie — tvajo śviatło,
Nie mnie — tvoj čas i ščaście sa ślaźmi,
Dy na ŭspamin
Pra ŭsio, što ŭ nas było,
Ty kvietki maje ścipłyja vaźmi!
Chaj voźmie ich,
Dy znoŭ u tuju noč,
Kali tuman zhuščajecca j adčaj,
Chaj pojdzie preč,
Chaj nie padymie voč,
Z uśmieškaju nie skaža «vybačaj»…
Ja budu hnać
Svoj rovar pad haru,
Jaho spyniu na popłavie miž traŭ.
Chaj tolki voźmie
Kvietki, što źbiaru,
Dziaŭčyna, što adnojčy pakachaŭ.
Badaj što samy znakamity tvor Rubcova (i biassprečny rekardsmien pa sprobach jaho pieratvareńnia ŭ pieśniu!) — «V hornicie». Na pieršy pohlad, blizkaja da falkłoru čysta idyličnaja zamaloŭka pra dom, rodnych i blizkaść da pryrody. Adnak usiakaje paviarchoŭna-zamiłavanaje pračytańnie spatykajecca na fakcie rańniaha siroctva paeta: Rubcoŭ jašče ŭ časy vajny, šaścihadovym chłopcam, straciŭ maci i vychoŭvaŭsia ŭ dziciačym domie. Tak što płoska-realistyčaj łohikaj u vieršy navat nie pachnie. Uvohule, zajmacca interpretacyjaj čahoś sensava napoŭnienaha — sprava nie vielmi ŭdziačnaja, simvał — jon jakraz dobry svajoj nievyčarpalnaściu. Ale dla majho (viadoma ž, subjektyŭnaha) razumieńnia važna, što «v hornicie» śvietła mienavita ad zorki, i jana ŭ adzinočnym liku. Što paet nie baicca pleanazmu i dvojčy paŭtaraje «nočnoj źviezdy». Zdavałasia b, a jakoj jašče? Ale apazicyja «noč-dzień» taksama vielmi važnaja. Vierš zdajecca mnie takoj alehoryjaj ziamnoha byćcia na tonkaj miažy ź nieziamnym — i tryvožnaj hatoŭnaści da jaje pierachodu. A jon mahčymy jak adtul (tamu «matuchna ź viadrom»), tak i tudy (tamu «łodka»). Adtul my čerpajem siły, kali treba štodzień «apracoŭvać naš sad», tudy hladzim u vuścišy, ale j nadziei.
Pierakładajučy, tak i nie zmoh znajści hodnaha nazoŭnika ŭ adpaviedniki słovu «hornica». Zatoje znajšoŭ taki dziejasłoŭ. Mahčyma, uziaŭ hrech na dušu, trochi asłabiŭšy vobraz «łodki». Bo najbolš zajmaŭsia «zorkaj».
Horniecca zdalok śviatło
Zorački načnoj siudy.
Matuchna biare viadro —
Moŭčki pryniasie vady.
Kvietki, što ahniom ćvili,
Sonca ŭ letni skvar piače.
Čovien na račnoj miali
Dziva, što nie zhniŭ jašče!
Dremle la viarby majoj
Lohki, jak karunki, cień.
Zaŭtra budu mieć pad joj
Duža kłapatlivy dzień.
Budu palivać sadok,
Čovien ratavać smałoj…
Dziakuj za śviatło zdalok
Zoračcy načnoj małoj!
Aproč «surjoznych» šedeŭraŭ mnie zaŭsiody padabalisia ŭ Rubcova tvory humarystyčnyja dy iraničnyja. Niekatoryja ź ich hučać zusim jak dziciačyja. Moža, navat dziciačymi i jość, jak trochi hareźlivy j adnačasova mudry vieršyk «Kaza»:
Paciahnuła kazu ŭ aharod.
Joj nasustrač — suvory narod:
«Hańba! Soram!» — kryčać na kazu.
Zrazumieła. Puściła ślazu.
A raźbiehsia pa chatach narod,
Znoŭ zabrałasia ŭ toj aharod.
Sioje-toje z humarystyki Rubcova da dziciačaj litaratury zusim nie naležyć, jak, naprykład, vieršavany žart «Ranica pierad ekzamienam», što prykładna napałovu składajecca z ałkaholnych vobrazaŭ, druhaja ž pałova — niervovaje nasłańnio z całkam apraŭdanych pierad ispytam matematyčnych asacyjacyj: «Ja hladzieŭ / Aburana i kosa, / Jak matlała brydka / Hałavoj / Padabienstva pjanaje / Matrosa / I bryło / Pa łomanaj kryvoj. // Dzikim rykam / Budziačy akruhu, / Śpinu vyhinajučy / Duhoj, / Ruchałasia rombam / I pa kruhu / Ź niečaj raŭnabiedranaj / Dačkoj». (Pierakład Uładzimira Skarynkina.) U aryhinale apošniaja strafa hučyć jašče bolš brutalna i nie-pa dziciačy: «Spotykajaś / Dažie na ćvietočkach, / — Božie! / Tožie ṕjanaja… / V duhu! / — Ċja-to ravnobiedriennaja / Dočka / Dvihałaś, / Kak radius v kruhu…»
Najlepšyja ź iraničnych vieršaŭ Rubcova — samairaničnyja. Jak znakamitaja «Elehija», čyjo zakančeńnie ŭ svoj čas možna było pačuć kali nie z kožnaha prasa, dyk z vusnaŭ kožnaha amatara litaratury: «Stuknu po karmanu — nie źvienit. / Stuknu po druhomu — nie słychať. / Jeśli tolko budu znamienit, / To pojedu v Jałtu otdychať…». Tekst zadaje biełaruskamu pierakładčyku adrazu niekalki składanych zadačak. Adpačynak paeta ŭ Jałcie — niepaźbiežnaja asacyjacyja z Bahdanovičam i miescam jaho viečnaha spačynku, što lohka moža nadać tekstu cyničnaje hučańnie. Ci nie tamu pierakładčyk Uładzimir Skarynkin na ŭsiaki vypadak «prybraŭ» Jałtu i dadaŭ infarmacyju pra bolš sučasny transpart (samalot): «Budu ja słavuty — tak i być! — / Palaču u Krym adpačyvać». Druhaja prablema źviazanaja z rasijskaj akupacyjaj Krymu — u apošnija hady istotna pamianiaŭsia kantynhient achvočych tam adpačyć. Zrazumieła, ni pieršaja, ni druhaja prablema nijakaha dačynieńnia da tekstu Rubcova nie maje, ale da siońniašnich biełaruskich čytačoŭ pierakładu — majuć, dy jašče jakoje. Tamu maja viersija pierakładu atrymałasia, tak by mović, ź lohkimi «varyjacyjami na temu»:
Stuknuŭ pa kišeni — choć by dziń,
Macaju druhuju — choć by źviak.
Adlatajuć dumki ŭ dalačyć,
Dziŭnyja, jak zorny zadyjak.
Ačuniaju, vyjdu za paroh,
Ceły śviet markoty — mnie ŭ pasah.
Chaj viatryska projdzienych daroh
Šastaje ŭ apošnich vałasach.
Pamiać adbivajecca ad ruk
I z-pad noh sychodzić maładość.
Soniejka pa niebie kreślić kruh,
Dni maje rachuje, kolki jość.
Stuknu pa kišeni — choć by dziń,
Macaju druhuju — choć by źviak.
Jak by dasiahnuć takich vyšyń,
Kab u Jałtu — adpačyć… Nijak.
Ale Jałta — nie adzinaja asacyjacyja, jakuju moža vyklikać paezija Rubcova z našym kłasikam. Jość siarod rańnich rubcoŭskich vieršaŭ tvor, u jakim nad ziamloj (kali ŭžo zusim dakładna — nad vadoj) uzychodzić Vieniera. «Tam lubovno nad biednym prudom / Drahociennaja bleŝiet Vieniera!..» Pryčym hetaja druhaja ad Sonca płanieta nazyvajecca «zorkaj» — zusim jak u Bahdanoviča, dzie kiepskaja astranomija robicca vydatnaj paezijaj: «Žił odnaždy priekrasnyj poet, / Da stołknułsia s jeje krasotoju. / I duša, izłučavšaja śviet, / Dołho biłaś s priekrasnoj źviezdoju!».
Jość, što praŭda, i istotnyja razychodžańni ŭ vieršach, bo ŭ rubcoŭskaj viersii kantakty z zorkaj zakančvajucca bolš trahična. Paet tak zalubavaŭsia adbitkam zorki ŭ vadzie, što skočyŭ za joj. Zusim jak u lehiendzie pra śmierć znakamitaha kitajskaha paeta Li Bo, jaki byccam by vypaŭ pjany z čoŭna, zahladzieŭšysia na adbitak miesiaca ŭ chvalach: «No Vieniery ihrajuŝij śviet / Zasijał pri svojem približieńje, / Tak, čto brosiłsia v vodu poet / I upłył za jeje otražieńjem…». Adnak ža finał tvora znoŭ prymušaje zhadać pra bahdanovičaŭski «Ramans». Tut taksama piać strof, i ŭ apošniaj nastolki ž vyrazna hučyć tema nieŭmiručaści byłoha kachańnia, jakoje moža ŭvaskresnuć, nie biez udziełu «zorki Vieniery»: «Da jeŝie v etoj ziabkoj hłuši / Vdruh lubov́ moja — priežniaja viera — / Spať nie dast, kak vtoraja Vieniera / V niebiesach vozbuždiennoj duši!»
Viadoma ž, zanadta śmieła było b śćviardžać, što Rubcoŭ niejak śviadoma aryjentavaŭsia na «Ramans» Bahdanoviča i raźvivaŭ jaho matyvy. Ale padabienstva tvoraŭ tak ci inakš mocna ŭražvaje. Padabienstva, jakoje varta było padkreślić, pierakłaŭšy rubcoŭskuju «Vienieru» na biełaruskuju movu, što aŭtar hetych słovaŭ i pasprabavaŭ zrabić:
Mikałaj Rubcoŭ. «Vieniera»
Tam, dzie vosień taniutkim ladkom
Na lustranaj vadzie zaźvinieła,
Dyjamientam nad biednym staŭkom
Uzychodziła zorka Vieniera!..
I adnojčy vialiki paet
Tak ździviŭsia jaje pryhažości,
Što zichotkaj dušoj u suśviet
Palacieŭ da zichotkaje hości.
Toj palot byŭ dvubojem śviatła,
I zdałosia hłybokaje płytkim —
Jon ubačyŭ, jak zorka płyła,
I papłyŭ za čaroŭnym adbitkam…
Jon imknuŭsia, ryvok za ryŭkom,
U abdymki mahutniejšaj siły…
Ach, Vieniera nad biednym staŭkom,
Ty j mianie daviadzieš da mahiły.
Nie zasnu ŭ hetaj zołkaj hłušy,
Bo kachańnia zabytaja viera
Abudžaje, jak zorka Vieniera
U niabiosach biassonnaj dušy!
«Łukašenka pavinien panieści adkaznaść za saŭdzieł u rasijskaj ahresii». Ministr zamiežnych spraŭ Ukrainy raskazaŭ pra novuju palityku ŭ dačynieńni da Biełarusi
Kamientary