Na asnovie staradaŭnich sudovych knih historyk Volha Babkova adnaviła ŭnutrany śviet i štodzionnyja kłopaty minčuka XVI stahodździa.

Dom, dzie razam sa svaim baćkam žyŭ Todar Niepryvalnicki, stajaŭ na Hłuchim zavułku pablizu rečki Niamihi.
Ziamla tam była nie vielmi zručnaja dla žytła. Placy zalivalisia vadoj i padoŭhu pustavali. Tamu žycharoŭ, jakija vyrašali tut budavacca, vyzvalali amal ad usich haradskich padatkaŭ, akramia adnaho — płacić 12 hrošaŭ na padtrymku ŭmacavańniaŭ Mienskaha zamka. Pobač z kamianičkaj Niepryvalnickich stajali draŭlanyja damki kraŭca i balviera. Tak u tyja časy nazyvali cyrulnika-lekara — słova prynieśli italjancy z atačeńnia karalevy Bony. A za rečku praz kładki možna było chadzić na haścinu pa knihi da znajomaha Leŭki Rymlanda, a pa cybulu dy inšuju rańniuju zielaninu — da bratoŭ Achmieta i Mustafy Martuzičaŭ (ich damy stajali tam, dzie ciapier pačynajecca vulica Kamsamolskaja).
Niepryvalnicki i praŭda, jak kazała jahonaje proźvišča, žyŭ nie pry vale. Zatoje pracavaŭ u zamku, jaki atačali mahutnyja vały. Chłopiec byŭ padpiskam Mienskaha hrodskaha suda — zapisvaŭ dy pierapisvaŭ u sudovyja knihi ludskija skarhi i zapaviety. Piśmu Todar navučyŭsia ŭ škołcy na vulicy Kaźmadziamjanaŭskaj, što złučała Stary i Novy rynki dy imknułasia ŭharu da ratušy. Ad Todaravaha doma da zamka było jak šapkaj dakinuć — tak uściešana kazała babcia kolki hadoŭ tamu. Ciapier ža jana spačyvała na ćvintary pry brackim špitalnym domie Kaźma-Dziamjanaŭskaj carkvy. Lubaja Todarava babcia Juzefa.

20.00
Ciamnieje ŭ Miensku spakvala. Ale kali ŭžo zrobicca ciomna, dyk choć u kata vočy pazyčaj — bieź śviatła anijak. Nijakich lichtaroŭ tady nie było.
Treba zapalvać łučynu, kab prahladzieć dy pračytać novuju knihu, što daŭ Leŭka na paru dzion. Vialiki masianžovy lichtar na šeść śviečak u śviatlicy baćka zapalvać časta nie dazvalaŭ. Ale, byvała, zapalvali, i tady na chmyzach pad aknom u pryciemkach milhacieli śvietłyja cieni.
06.00
Ranicaj z raki macniej ciahnuła vilhaćciu, a tuman u ciopłyja dni achutvaŭ susiednija damy dy drevy. Na druhim bierazie Niamihi byli bačnyja tolki hałovy cisavych i myšatych koniej bratoŭ Martuzičaŭ.
U ranišniaj syradojnaj cišy dobra čuvać ziaziulu, jakaja padavała hołas ź niablizkaha haju. Paśla ŭsio zvančej adhukalisia pieŭni, bydła rahataje i nierahataje, sabaki, kalosy, zvany, čałaviečyja pierazovy.
07.30
Na ranicu dobra vypić jabłyčnaha kvasu, padjeści ryby, jakuju štodnia prynosiŭ sa Śvisłačy baćka. Źbirajučy ŭ pałatnianuju torbu ježu na połudzień, pierabirajučy ŭ pryciemku stos vuhlastych (klinkovych) syroŭ pad naviesam, pierakuliŭ Todar adnaho razu košyk maku, jakoha było tam niapoŭna ŭ palec, ale ž škody narabiŭ!
Źmioŭ u dvor razam ź piaskom la paroha, a rešta pratačyłasia ŭ ščyliny padłohi. Todar mieŭ dobry počyrk, lubiŭ malavać na krajach papieraŭ i, jasnaja sprava, mieŭ dobraje ŭjaŭleńnie. Voś i ŭjaviŭ jon na imhnieńnie, jak nieŭzabavie padłoha doma dy padvorak prarastuć dy zaćvituć makavym ćvietam, jak blizkaje pole la ŭročyšča Siniaja łuža.
09.00
Daroha da kancylaryi niedalokaja. Pry zamkavym moście časam treba pastajać, prapuścić padvody, vazy dy vieršnikaŭ, što cuham jeduć praz bramu pa roznych spravach. Chtości ź ich, vidać, i pa Todaravu dušu ŭ zamkavuju kancylaryju.
Kolki ludziej daviadziecca pabačyć siońniašnim dniom — adnamu Bohu viadoma. Niachaj by taja ranišniaja malitva pierad starym abrazom babci Juzefy była pačutaja, i dzień prajšoŭ biez łajanki i narakańniaŭ. Pakul zatrymka la bramy, možna pasiadzieć na travie, paŭziracca ŭ vadu, na rybaroŭ, što ciahnuć svaje nieraty.
Učora, kazali, złavili vieličeznaha sama, u čeravie jakoha znajšli skurany čaravik, hrebień i piarścionak z rubinam.
Z boku Trajeckaj hary čuvać zvany. Zator kala zajeznaj bramy doŭžycca ŭžo z kvadranc času (čverćhadziny, kažam my ciapier). Da bieraha dalataje vodhulle sprečak. Tam užo źmiašalisia ludskija hałasy z konskim hihatańniem, pośvist puhi, navat jenki biełahałovych (tak u časy Todara nazyvali žančyn, bo jany nasili chustki). A pa niebie tym časam płyvuć takija abłoki! Raptoŭnaja zatrymka dazvoliła nazirać takija karciny! Tut tabie i čaŭny pad vietraziem, i miadźviedzi, i puhač, što hniazduje na dubie la doma, i skamaroch Tamaš u kaŭpaku, i rabin Icka z doŭhim nosam, i tajamničaja ryba-kit, jakuju pabačyŭ na malunku ŭ Leŭkavaj knizie… Zator tym časam rassmaktaŭsia, i Todar uskočyŭ, kab biehčy praz most u zamak, u sudovuju kamoru, dzie jaho čakaŭ na stale stos papieraŭ. Uskočyŭ, dy ledź nie pakinuŭ na travie pałatnianuju torbu z syram dy chlebam.

09.30
Paŭz zamkavaha vartaŭnika, pa draŭlanym naścile Zamkavaj vulicy Todar chutka kročyŭ pa zamku, mimachodź zaprykmieciŭšy prybituju na ŭvachodnaj bramie kopiju novaha banicyjnaha lista. (Pryhavorany da banicyi čałaviek musiŭ pakinuć krainu, stračvaŭ hramadzianskija pravy, ale nie honar.)
Urešcie, pra ŭsie naviny jon musić daviedacca ŭ kancylaryi. Vuń dach kamianicy mienskaha vajavody, dzie ciapier znachodzicca kancylaryja, užo bačny za druhim pavarotam. Ale lepiej paviarnuć i abyści krajem dom starosty, kab nie patrapić časam pad suvoryja vočy, bo i tak poźnicca da svaich papieraŭ.
Na hanku suda ŭžo toŭpiŭsia navakolny lud. Hamanili, machali rukami, ahladalisia. Chtości ź ich vidavočna čakaŭ na Todara. Nie paśpieŭ jon dastać sa skryni dy pravieryć novyja piory dy atramant, jak da stała ŭžo padychodziŭ husta abrosły vałośsiem dziadźka ŭ mahiercy (valenaja šapka biez paloŭ). Ciažka dychajučy, jon pačaŭ abciažliva žal svoj apaviadać, prosiačy na Boh žyvy dać rady ŭ jahonaj spravie. Minułym dniom, dobra ŭviečar, niejkija čužapancy na korań vydzierli zładziejskim zvyčajem čatyry rai z vuljeŭ u Kojdanaŭskim dvary, a taksama ŭ kutku puščy z dvaccaci i dvuch duboŭ miod vydraŭšy, uciakli bieź śledu. Byli ŭ dziadźki na padazreńni peŭnyja lichadziei, ale patul-pakul treba było ŭsio sa słovaŭ dbajna zapisać da knih sudovych dla pamiaci, jak artykuł jasna vučyć. Bieručy sabie na pomač Litoŭski Statut, Todar staranna, paźbiahajučy pluhavych dy prosnych dziadźkavych słovaŭ pra zładziejaŭ, zapisaŭ apovied u zahadzia padrychtavanyja sšytyja arkušy.
Nastupnyja naviedniki byli ź vioski Chatyni — Makiej Matfiejevič, Ivan Jurkovič, Fiodor Machankovič, Supron Piatrovič, Aŭsiej Levanovič — adnyja ŭ łapciach, inšyja bosyja. Dziadźki krykam kryčali, skardzilisia na cyhanoŭ, hałotu i nieasiełych, što pravie na zachadzie sonca bieź viedama haspadaroŭ skrali dy ŭciahnuli niemaviedama kudy kania, kazu dy sani malavanyja, ahulnym koštam 18 z pałovaj kop hrošaŭ, a taksama ručniki tkanyja, pajasy dy chusty biełahałoŭskija. Todar rypieŭ piarom, zapisvajučy sa słoŭ skaržnikaŭ usie ichnija straty dy kryŭdy.
Paśla byŭ žyd Marka, kupiec z Krupak, jakoha abrabavali zładziei na dabravolnaj darozie, na haścincy zvykłym, vyciahnuŭšy ź jahonaj vazovaj skryni roznyja tavary kasmatyja: sabaloŭ, rysiaŭ, čornych lisaŭ, jakija vioz na handal z Maskovii. Pakazvaŭ pieraciaty nos, abarvanyja huziki i piatlicy zołata nicianoha z kurty zamšavaj. Žyd rospačna apaviadaŭ, što ledź zdaroŭje svajo ŭnios, bo lichadziei pahražali sa śvietu zhładzić, a śmierć prypravić.
Rypieŭ piarom Todar, ažno piaro tresnuła. Druhoje sa skryni dastaŭ…
Hetak pralataŭ niezaŭvažna ŭ harmidary, starańni dy pilnavańni ceły Todaraŭ dzień u mienskaj sudovaj kancylaryi. Starosta ŭziaŭ jaho, Todara Niepryvalnickaha, kab dapamahaŭ hrodskamu pisaru ŭsio pravilna i spraviadliva zapisvać u sudovyja knihi, vydavać pry patrebie kopii i vypisy, nie brać daroŭ dy być sumlennym. A jašče sačyć za zamkámi na vialikich dubovych skryniach, dzie lažali ŭ pryciemku staryja sudovyja knihi. Todar dobra adpracavaŭ uzimku na lutaŭskich ročkach (tolki choładna było ŭ kancylaryi, bo kaflanaja pieč u vajavodavym domie papsavałasia), i tamu paklikaŭ jaho ciapier starosta i na červieńskija ročki (tak nazyvalisia sudovyja siesii). Todar byŭ hetamu rady, i baćka jahony taksama, bo prynosiŭ prybytak u siamju. Abiacaŭ pad vosień zamović Todaru makavy župan dy ciopły kaŭpak adamaškavy, padšyty lisoj.

16.00
U druhoj pałovie dnia paśla południa (dobra, što paśpieŭ źjeści syru dy chleba, ale biez haračaha, bo na karčmu da Zejdy nie chapiła času) paklikali na Juraŭskuju, u kamianičku, što stajała pad samaj haroj. Pajšli razam ź inšymi ŭradnikami, balvieram dy spaviednikam da staroha Jazepa Chmary, što nijak nie moh pamierci, ale ž paklikaŭ na składańnie svajoj apošniaj voli.
U domie było cicha i čysta. Žančyny maŭkliva pasunulisia ad łožka, dzie lažaŭ niamohły ŭłomny Jazep. «Chaču ŭžo ŭ svoj damok, u svaju ziamielku», — prašaptaŭ stary, a paśla pradyktavaŭ słabym hołasam svaju volu, a Todar, blizka siedziačy la staroha, usio zanatavaŭ:
U imia Božaje, stańsia vola Tvaja Śviataja nada mnoju, hrešnym. Amiń. Ja, Tamaš Chmara, čyniu jaŭna i aznajmuju sim maim tastamientam kožnamu dobramu, kamu budzie patreba taho viedaci albo čtučy siej moj testamient słyšać, nyniešnim i napotym budučym. Što ž ja, Tamaš Chmara, ležačy pa Božaj voli na śmiarotnaj paścieli, za dobraj pamiaci i zupolnaha rozumu naprod palacaju Panu Bohu dušu svaju, a cieła svajo adpisvaju ŭ apieku žonie svajoj Darocie i synu svajmu Lenartu, jakoha ŭziaŭ za syna mieć, katory mnie, Tamašu, da žyvata majho dachavaŭ i žanu maju Darotu majeć chavaci da žyvata jaje…





17.00
Na vulicy jašče jarka śviaciła viečarovaje sonca. Da niešparu było niedaloka. Treba było viartacca ŭ kancylaryju. Išli pieravažna moŭčki. Dumali kožny pra svajo. Todar, prykładam, pra makavy župan dy pra novuju knihu, što voźmie nieŭzabavie ŭ Leŭki.
Ludziej kala doma vajavody pamienieła. Todar sparadkavaŭ papiery, navastryŭ piory na zaŭtra. Vidać, siońnia nie daviadziecca pracavać pry śviečkach, jak zdarałasia raniej, ale sychodzić jašče rana. Sprabujučy novyja piory, jon pačaŭ kremzać dy vyvodzić na starych arkušach roznyja fihury, zhadvajučy abłoki dy znajomyja abrysy. Voś nasaty tvar, padobny na tutejšaha aptekara, voś taŭstun z baradoj, padobny na papa z Uźniasienskaha manastyra, a voś niamiecki piroh z hrybami. Todar padsunuŭ da siabie apošni śpisany arkuš, na jakim užo padsoch atramant, dy zapisaŭ, rychtujučy siabie da zaŭtrašniaha dnia: Todar Niepryvalnicki ŭ tych knihach dapisaŭ, bo daj zdaroŭja, druhich pačaŭ, — i damalavaŭ pobač ptušku.
Hetak, pačaŭšy ad ranku až da niešparu, viečarovaj malitvy, u zamku mienskim pracavaŭ razam ź inšymi niadaŭni škalar Todar. Daŭšy ruku na adstańnie pisaru, jaki sychodziŭ apošnim, Todar pakročyŭ da domu. U pryciemkach pa darozie šmat čaho zaprykmieciŭ, padziviŭsia, abyšoŭ, kab nie ŭstupić…
19.30
Padjeŭšy dy pahartaŭšy Leŭkavu knihu, pajšoŭ sa śviatlicy da siabie ŭ kamoru. Ležačy ŭ łožku razam z katom, raptam padumaŭ, hledziačy ŭ ciomnuju stol: «A kudy ja źnikaju, kali zapluščvaju vočy i zasynaju? I kudy źnikaje heta ŭsio?»
Kamientary