U Ispanii pry niezrazumiełych abstavinach pamior 26-hadovy biełaruski turyst
U piatnicu, 19 krasavika, minčanin Raman Zacharčuk źjechaŭ u Ispaniju. U subotu jon źviazaŭsia z rodnymi, skazaŭ, što ŭsio ŭ jaho dobra, a nazaŭtra jaho telefon užo maŭčaŭ. Nie źniaŭ jon trubku ni ŭ paniadziełak, ni ŭ aŭtorak. U čaćvier rodnym paviedamili: Raman pamior. Pra akaličnaści trahiedyi piša tut.by.
«Nam kažuć: pamior naturalnym čynam, ale jak? Jamu ž usiaho 26», — ledź strymlivaje emocyi jaho brat Jury i nie razumieje, čamu nichto nie moža rastłumačyć siamji, što ž usio-taki zdaryłasia.

U dziacinstvie Raman jeździŭ na adpačynak u ispanskuju siamju, tamu movu viedaŭ dobra.
— Jon byŭ tavaryski, viasioły chłopiec, — apisvaje brata Juryj. — 20 krasavika jon adzvaniŭsia, što ŭžo ŭ Valensii, zasialiŭsia ŭ chosteł. Viečaram z prahułki patelefanavaŭ siabru, raspavioŭ, što ŭsio ŭ jaho dobra. Jany pahutaryli — i jon źbiraŭsia viartacca ŭ chosteł.
U niadzielu telefon Ramana maŭčaŭ. Va «Ukantakcie» taksama cišynia. Vajbier pakazvaŭ: apošni raz małady čałaviek zachodziŭ u miesiendžar u 6.40. Rodnyja vyrašyli: u chłopca skončylisia hrošy, mama papoŭniła jamu bałans. Ale na suviaź Raman tak i nie vyjšaŭ.
— U aŭtorak ja patelefanavaŭ u RUUS. Patłumačyŭ situacyju, paprasiŭ: «Padkažycie, što rabić», — viartajecca da taho, što adbyłosia, Juryj. — Praz paŭhadziny milicyjanty byli ŭžo ŭ mianie, uziali zajavu. Na ranicu jany źjeździli da mamy. Usio detalova raspytali, papiaredzili: kali praz try dni brat nie źjavicca, zaviaduć kryminalnuju spravu i buduć jaho šukać praź Interpał.
U čaćvier Juryju ź milicyi paviedamili: brat pamior.
— Mnie rastłumačyli: infarmacyja pastupiła ad konsuła. Paznačana: śmierć adbyłasia naturalnym čynam. Ale što značyć naturalnym čynam? — praciahvaje surazmoŭca. — Jon małady, nie chvareŭ, zajmaŭsia boksam. Ja piać hadoŭ pracavaŭ na chutkaj. U nas navat kali stary pamiraje, tłumačać: śmierć, naprykład, nastupiła ŭ vyniku sardečnaj niedastatkovaści. A tut prosta «naturalnym čynam», i ŭsio. I nijakich tłumačeńniaŭ.
Zaraz cieła Ramana znachodzicca ŭ Valensii. Pa słovach Juryja, u Biełaruś jaho pavinny dastavić praz dva tydni paśla trahiedyi. Čakać siamji jašče dzion siem.
— Akazałasia, u brata z saboj nie było pašparta, tolki kopija. Jak tak? Kudy dzieŭsia jaho dakumient? — nie razumieje Jury.
Pa słovach surazmoŭcy, brat strachavaŭsia ŭ kampanii «Biełnaftastrach». U paniadziełak Juryj tudy chadziŭ. Kaža, na stale ŭ śpiecyjalista ŭbačyŭ ankietu sa spravaj Ramana. Na ankiecie napisana: «Zastrachavany pamior, avaryja». A nižej — pa-anhielsku: «car incident».
— Ja spytaŭ, što za avaryja. Mnie adkazali: «Heta ž vy nam pa telefonie paviedamili», — praciahvaje Juryj. — Ale jak ja mahu takoje paviedamić, kali ja ničoha nie viedaju?
— A vy sami nie płanavali palacieć u Ispaniju?
— Dumaŭ, adrazu mierkavałasia, što my pajedziem na apaznańnie. Ale paźniej Ispanija prosta zaprasiła ŭ našaj milicyi adbitki Romavych palcaŭ, — tłumačyć małady čałaviek. — Da taho ž u mianie nie było vizy. Dy i kab jechać, treba viedać ispanskuju. Jak ja zmahu niešta rastłumačyć u palicyi, kali ja nie viedaju movu? Užo tydzień my žyviom i nie razumiejem, što adbyłosia z bratam, i nichto nie daje nam nijakaj infarmacyi.
Alaksandr Ivaškievič, treci sakratar ambasady Biełarusi ŭ Ispanii, kaža:
— Ambasada prarabiła nieabchodnuju pracu ŭ ramkach svajoj kampietencyi, pryčyna śmierci kampietentnymi orhanami ŭ Ispanii ŭ ambasadu nie paviedamlałasia, dadzienaja infarmacyja moža być ahałošana abo svajakam, albo ŭpaŭnavažanym asobam.
Kamientary