Andrej DYŃKO
Navieki razam
Uletku, špacyrujučy vulicaj Maršałkoŭskaj z redaktaram lvoŭskaha superintelektualnaha časopisu z superukrainskaj nazvaj «Ї» Tarasam Voźniakam (dzie jašče jak nie ŭ Varšavie biełarusy mohuć hulać z ukraincami?), dyk voś, spacyrujučy i razvažajučy nad tym, čaho brakuje Biełarusi, my padvierhlisia dziorzkamu napadu chulihanaŭ: ich było troje, jany tykali nam kułaki ŭ hrudzi i z vyraznaj rasiejskaj intanacyjaj pytalisia: «Pan pali?» Pan Voźniak, jaki pa sumiaščalnictvie pracuje zahadčykam adździełu mižnarodnych suviaziaŭ Lvoŭskaj meryi, vioŭ siabie vielmi dyplamatyčna, tymčasam zzadu nam na dapamohu paśpiašaŭsia pan Finberh, dyrektar kijeŭskaha Instytutu judaiki — vielmi pałažycielnaj kamplekcyi i ź vielmi kalarytnaj baradoju. Bačačy hetkuju pryhodu, bejbusy rasčynilisia ŭ šerym betonie postkamunistyčnaj Varšavy.
Va Ŭkrainie jość usio toje, čaho brakuje Biełarusi.
Va Ŭkrainie jość hory Karpaty, mora Čornaje, čarnaziomy kazačnyja, pšanica ćviordaja Amber Durum, dla vytvorčaści makarony prydatnaja, alej słaniečnikavy, persiki chiersonskija, kurorty krymskija, flot marski, bambaviki stratehičnyja, vino masandraŭskaje, kańjak zakarpacki, Pjemont halicki, Lvoŭ-horad-karabiel i Adesa-horad-Žvaniecki, vulica Dudajeva i leśvica Paciomkinskaja, honar nacyjanalny, vuhal daniecki, patryjarch aŭtakiefalny (navat dva) i eks-prezydent (a mo ŭžo i dva?), himn «Šče ne vmerła Ukraina», miačety, pierabudavanyja ŭ sabory, i harady-hieroi Berdyčaŭ i Žmierynka, filozaf Skavarada i «Vopli Vidaplasava», «Zaparožac za Dunajem» i «Zaparožac» na kołach, u tym liku harbaty, u tym liku navukova-fantastyčnaja mašyna «Vałyniec» vytvorčaści Łuckaha zavodu metałavyrabaŭ i rakiety «Praton». Va Ŭkrainie jość kazaki, kazačeńki, «Napij kozaćkij micnyj», hajdamaki i banderaŭcy, chachły i małarosy, feministki i mahiła Vialikaha Kabzara, bakcianki na bierahaŭskich tytuniovych plantacyjach, Natałka-Pałtaŭka i Kanatopskaja viedźma, viečary na chutary la Dykańki i ramanist-postmadernist Andruchovič, antylopy ŭ Askańji-Novie i re-e-edkaja ptaška da siaredziny Dniapra...
Redaktary intelektualnych časopisaŭ zajmajuć tam pasady zahadčykaŭ adździełaŭ mižnarodnych suviaziaŭ meryjaŭ i arhanizujuć pryjezdy Hiłary Klintan u Lvoŭ. Raz na piać hadoŭ tam prachodziać vybary (a ščo ce takie? — buduć pytacca ŭnuki tych, što svoj vybar uže ździełali raz i naŭsiahda). Urešcie, tam u opery Jaŭhien Aniehin śpiavaje: «Čy ja ŭpadu, dručkom propertyj» — a ŭ reklamie šampuniu «Hied end šoŭłderz» «baba» ŭ «čołovika» pytajecca: «V tebe je łupa?» Ba, dy ŭ ich televizija jość!
I ja, vystupajučy za histaryčna niepaźbiežnuju ŭniju Biełarusi z Polščaj u XXI stahodździ, viedaju: u vyrašalny dzień... Nie, heta budzie noč... Samalot z kancleram Biełarusi Vincukom Kaladkam vylecić ź Miensku ŭ Varšavu — i ŭžo rezydentura defenzyvy siadzie za plaškaj «vybarovaj» i napaŭhołasu zaviadzie «Sto lat»... Ale samalot raptam pryziamlicca ŭ Kijevie! I zaklučać Miensk z Kijevam sajuz na ŭsie viaki! I vypjuć «Biełavieskaj», i zapjuć «Ukrainśkoj z perciem», i stancujuć kryžačka, i zaśpiavajuć «Halu». I voźmuć u svoj sajuz jašče žydoŭ. A bolš biaspłatna nikoha nia voźmuć. Bo chto nam budzie jašče treba, kali my budziem razam — biełarusy, ukraincy j žydy!
Och, i ja tady zažyvu, bo ŭžo nichto nia skaža, što ŭ Bieraści nia moža być ukraincaŭ! Šmo, Dyńko!..
Šmat čaho jość va Ŭkrainie, šmat čaho jość u Biełarusi. Adna na dvaich u nas tolki Kartahiena našaj pravincyjnaści, jakuju treba razburyć. A pravincyjnaść — tam, dzie biednaść.
Kamientary