№ 35 (192), 28 žniŭnia — 4 vieraśnia 2000 h.
Žybartoŭščyna.
Falvarak Damiejki
Kolki hadoŭ tamu «NN» raspaviadała pra svaju vandroŭku, zdajecca, z Davyda Haradku da Vilni. Było tam kolki pryjemnych radkoŭ i pra majo Dziatłava.
Padčas taho padarožža našaniŭcy cikavilisia zbolšaha śladami architektury pa maršrucie ruchu. Ukazalnik «Žybartoŭščyna» praź jakich paru kilametraŭ ad Dziatłava pa Vilenskaj šašy mała čym moh zacikavić. Čym moža pryciahnuć miesca, dzie lekujuć pjanic?
U tyja časy i ja ničoha asablivaha pra hetuju miaścinu nia viedaŭ. Trochi paźniej, zdajecca, u «Połymi» vyjšaŭ pierakład dziońnikaŭ ci padarožnych zamalovak Ihnata Damiejki, jaki zrabiŭ Kastuś Ćvirka. Tam išłosia pra niejkuju Žuburtoŭščynu, dzie žyŭ dziadźka hetaha viadomaha čałavieka.
Kolki hadoŭ u dziacinstvie žyŭ tam i sam Ihnat Damiejka. Potym haspadyniaj siadziby stała dačka ŭžo viadomaha ŭ śviecie navukoŭca, uziaŭšy šlub ź miascovym paničam, jaki da taho ž jašče prychodziŭsia joj radnioju.
Paśla adychodu ŭ adstaŭku Damiejka jašče raz naviedaŭ Dziatłaŭščynu i prahaściavaŭ u dački ź ziaciem, u Žybartoŭščynie, niekalki hadoŭ.
Kali ja byŭ troški bolš čym «zusim mały», moj baćka pracavaŭ u Žybartoŭščynie. Tam byŭ suchotny dyspanser i lakarnia. Medykam davali pa kolki sotak u sadzie byłoha majontku — pad harodčyki. My siamjoju i chadzili tudy kapać, sadžać, palivać, hrabści.
Treba bačyć tutejšyja navakolli. Jany j ciapier, jak pa mnie, dyk dziŭnavatyja. Daroha idzie ŭharu… da bałota. Łuh. Pradrany melijaracyjaj. Kala ściežki, u kanavie — krynička. Strašna i zahadkava pryciahalna dla dziciaci hladzieć, jak ź ziamli imknie strumieńčyk, rasšturchoŭvajučy na šlachu piasočnaje miesiva. Pachnie rakitaj. Nad hałavoj «visić» žavaranak, a ŭ stryžanuju makaŭku smalić sonca. Abaviazkova treba prykłaścisia vusnami tudy, dzie varušycca piasok, i paciahnuć chałodnaj vady.
Šlach dalej, znoŭ na pahorak. Zatym daroha spuskajecca miž bulbianych działak i ŭvachodzić u valchovy kalidor. «Kalidor» skančajecca draŭlanym mostam. Ty ŭžo pryzvyčaiŭsia da zmroku. Za mostam alešnik razychodzicca, i my traplajem na nievialikuju placoŭku pamiž sažałkami. Nad imi navisajuć vializnyja drevy. Pa levaj ruce, za sažałkaj, drevy sychodziacca i adharodžvajuć ad vačej jašče adnu sažałku. Bierahi aputanyja zaraściami ažyńniku, ź sinimi vočkami kisłych jahad. Bliskajuć kryłcami strakozy. Pasiaredzinie vadzianoj pavierchni ledź varušacca čornyja śpiny karpaŭ. Jany vialikija i strašnyja. Ale nam pa spravach. Daroha pieraskokvaje mastok miž sažałkami i imknie da muroŭ z vałunami. Tam stajnia i da jaje treba iści prosta.
Kab trapić da panskaha domu, treba brać laviej i iści hustoju bezavaj prysadaj. My zbočvajem z prysady raniej, kala zakinutaj klumby, ledź adznačanaj zialonaj pukataściu, i idziem u sad. Nas čakajuć hurki, pamidory i pustazielle.
Damiejki nie adzin hod dapamahali nam samym naturalnym čynam. Kolki hadoŭ zapar my varyli sočyva z darmovych parečak. Nasoŭvali ŭ kišeni harechi. Nasić za kolki kilametraŭ jabłyki nie było patreby. Ich razam ź ihrušami i ślivami aparadkavali miascovyja nasielniki.
Znoŭ ja zazirnuŭ u Žybartoŭščynu naprykancy leta 99 hodu.
Iznoŭ naviedaŭ ja miaściny,
Dzie lety pieršyja prajšli…
Ciažka było paznać. Sad amal uvieś śsiekli. Na miescy byłoj bezavaj prysady pustka. Dzie byli harody, vializnych pamieraŭ ci to jama, ci to katłavan. Zamiest sažałak — kanava amal biez vady. Pobač tyrčyć šylda: maŭlaŭ, rybu… nielha — niejkaja zaraza.
Doŭha chadziŭ, šukajučy vidarys, kab nia piorła ŭ vočy miarzota zaniadbańnia. «Lečaščyjesia» vyhladvali z voknaŭ i hukali: «Vam kavo pazvać?»
Uładzimier Maroz
Kamientary