Litaratura1717

Papiałuška, albo Karona kitajskaj pryncesy

Ad pierakładčykaŭ

Uładzimir Rabinovič — čałaviek, jakoha ŭ časy Brežnieva viedaŭ uvieś niesaviecki Minsk. Jon byŭ asnoŭnaj krynicaj samvydatu ŭ našaj krainie, što było pryčynaj pastajannych pieratrusaŭ u jahonym domie ŭ minskim sielhaspasiołku. Za raspaŭsiud zamiežnaj muzyki atrymaŭ 2,5 hady źniavoleńnia.

Pra siabie piša: «Naradziŭsia ŭ lipieni 1950 hoda. Da 1987 hoda prajšoŭ usie asnoŭnyja punkty savieckaha žyćcia: dziciačy sad, škoła, praca, turma, emihracyja. Pražyvaju ŭ ZŠA na vostravie. Apaviadańni pačaŭ pisać zusim niečakana vosieńniu 2013 hoda. Habrej».

Takim čynam, pradstaŭnik minskaj bahiemy, jakaja tak chutka źnikła, raspałasia i raźjechałasia, ciapier pakrysie ŭ formie nievialikich navieł viartajecca da nas.

Staś Karpaŭ, Valery Rusielik, Eła Dzinhli

— Słuchaj, — skazała žonka, — davaj Valu vykličam. — Jana sama darohu apłacić i ŭsio astatniaje taksama.

— Vyklikaj, ale hladzi, ty ž svaju siastru viedaješ.

— Dy ładna. Z tych časoŭ tak šmat hadoŭ minuła. Tam pierabudova była, usio źmianiłasia. Ludzi zusim inšyja stali.

— Vyklikaj.

Praź miesiac paśla hetaj razmovy my zabrali Valu z aeraporta Kienedzi. Dadomu jechali pa Belt Parkway. Źleva ciahnułasia markotnaje brudnaje bruklinskaje ŭźbiarežža, a sprava išli masivy ciomna-karyčnievych biłdzinhaŭ z pažarnymi leśvicami vonki.

— Dzie ž Amieryka? — spytała Vala rasčaravana.

— U Manchetenie, — skazała maja žonka.

Pieršyja dva dni Vala siadzieła ŭ kvatery i na vulicu vychodzić admaŭlałasia. Adno padychodziła da akna, kali mima prajazdžała pažarnaja abo chutkaja dapamoha.

— Vala, — skazała žonka, na treci dzień źniavoleńnia, — u nas śmiatana skončyłasia, schadzi kupi.

— Jak jaje kuplać?

— Voźmieš słoik z-pad śmiatany, zojdzieš u kramu, dzie pradajuć pradukty, pakažaš słoik, skažaš «mu-mu» i dasi hrošy, — patłumačyŭ ja.

— A kali mianie padmanuć?

— Tut pa takich drobiaziach nie padmanvajuć.

Viarnułasia Vala praz hadzinu, vielmi zadavolenaja saboj. Pastaviła na stoł słoik śmiatany i vysypała reštu. Nie padmanuli.

— Ja tut z adnym čornym kramnikam handlavałasia, — skazała jana.

— Što jon pradavaŭ?

— A čort jaho viedaje, takija štuki kruhłyja.

— Jak ža ty handlavałasia biez movy?

— Pa hłuchaniamym. Ja ŭ jaho pytajusia: «kolki?» A jon mnie čatyry palcy pakazvaje. A ja tak hałavoj matlaju i pakazvaju adzin. A jon pakryŭdziŭsia i machaje na mianie rukami. A ja tady byccam by plunuła na ziamlu, raścierła i pajšła. A jon mnie ŭśled kryknuŭ.

— Što jon tabie kryknuŭ?

— Voś, ja zapisała.

— Vala, heta abraza.

— Mocnaja?

— Žachlivaja.

— Słuchaj, — uzmaliłasia jana, — napišy mnie na papiercy ŭsiu ich łajanku — ja jamu ŭ nastupny raz adkažu.

— Dy ich usiaho čatyry: «idzi nachuj», «smakčy čeles», «dzirka ŭ sracy» i «durań». Ty b lepš zvyčajnuju anhielskuju sieła vučyć.

— Navošta jana mnie? Ja nie źbirajusia žyć u hetaj vašaj Amierycy.

Pačynać prośby z hetaha śpieŭnaha žałaślivaha «słu-uchaj» — u ich siamiejnaje, hienietyčnaje.

— Słuchaj, — skazała žonka, — źjeździ ź joj u Mancheten. Chaj pahladzić tam na kramy, chmaračosy. Nu što jana budzie tut u Bruklinie siadzieć: darma pryjechała ci što?

— Dobra, — skazaŭ ja Vali. — Mnie treba sioje-toje ŭ Manchetenie kupić. Pajedziem sa mnoj, ja pakažu tabie nievierahodnuju kramu, nazyvajecca Music World.

— A što tam pradajuć?

— Muzyku.

Ci bačyli vy kali-niebudź Music World? Nie, vy nie bačyli Music World. Śviatyniu, chram, dzie štodnia ździajśniajecca pakłanieńnie i achviaraprynašeńnie Bohu Muzyki. Tolki pad džazavy adździeł adviedzienaja płošča nievialikaha biełaruskaha saŭhasa. Jakaja varjackaja ideja: zapisać i zachavać u ličbie ŭsiu muzyku, jakuju stvaryła čałaviectva! I hetyja varjaty, što błukajuć u łabiryntach: fanaty, miełamany, chajfajščyki. Stojki, šerahi, kałony dyskaŭ.

Uvieś biznes trymajuć u rukach chasidy, całkam abyjakavyja da prajavy hetaj čałaviečaj słabaści — muzyki. Ale kamiercyjny raźlik dakładny: tavar — hrošy — tavar. Tavar — hrošy — hrošy. Hrošy — hrošy — hrošy. Kirujuć piejsatyja biźniesam z hłybini ofisaŭ. U zale ich nikoli nie vidać.

Byvała, poźnim viečaram, paśla 12-j hadziny, u žoŭtym taksi ŭžo sił nijakich niama. Wall street začyniŭsia, i tolki Music World aśviatlaje ŭsio na milu vakoł svaimi ahniami. Tut — apošnija pakłanieńni, apošnija achviaraprynašeńni na kasie. I ja niasu svoj dvaccatničak. Marsalesy — dva braty i tata — hienijalnyja čornyja małpy: truba, saksafon i fartepijana. Ja ich tolki što čuŭ pa 99,1 FM. Jak nikčemny pjanica, adbiraju dvaccać dalaraŭ u siamji, u žonki i dziciaci. Soramna.

I siońnia ja znoŭ tut. Voś užo sejłsman, džamajski čorny moj pryjaciel pa mianušcy Maksimka biažyć nasustrač: «Dla vas, ser, pieršaje vydańnie na kampakcie! Bill Evans, kali jon jašče hraŭ sa Scott LaFaro».

A Vala, dzie ž Vala? Och, zabałbataŭsia ja tut z vami. Valu spyniŭ na ŭvachodzie siekjuryci. Vala, u bezavym viazanym bierecie, u čyrvonym bałonievym palito i karyčnievych botach na vysokich abcasach, jakija nosiać tolki prastałytki, nie prajšła fejs-kantrol.

— Navošta ty mianie siudy pryvioŭ? — kaža Vala, i hołas jaje dryžyć ad kryŭdy.

— Valečka, heta samaja vialikaja ŭ śviecie muzyčnaja krama!

— Kamu nafih treba stolki muzyki!

— Maješ racyju, svajačka, daruj durniu. Ja nie pavinien byŭ ciabie siudy ciahnuć. Pajechali, ja pakažu tabie toje, što ty chočaš.

Ci viedajecie vy, što takoje kamunizm? Nie, vy nie viedajecie, što takoje kamunizm. Kamunizm pavinien byŭ nastupić u 1980 hodzie, a ŭžo na 1984 Nastradamus pradkazaŭ kaniec śvietu. Ale kali z kancom śvietu ŭsio zdavałasia bolš-mienš jasnym, to ŭ dačynieńni da kamunizmu mieła miesca niejkaja niapeŭnaść. Jak heta budzie? Ad kožnaha pa zdolnaściach, kožnamu pa patrebach? Małočnyja reki, kisialovyja bierahi? Ja, naprykład, kisiel ź dziacinstva nie lublu. I tolki ŭpieršyniu apynuŭšysia ŭ Chinatown na Canal Street, ja zrazumieŭ, što takoje kamunizm.

Ujavicie sabie: šmat kitajcaŭ — dziesiać tysiač, sto tysiač, miljon, miljard, i ŭsie jany biehajuć tudy-siudy i havorać pa-anhielsku z takim akcentam, što ŭsialakaja sproba zrazumieć ich takaja ž bieznadziejnaja, jak pračytać mašynny kod kampjutara. I šmat-šmat łavačak, kram, kramačak. I ŭ kožnym dastatak — 99,9 % na dušu nasielnictva. Čaho? A čaho chočacie: i fotaaparataŭ, i rovaraŭ, i ladoŭniaŭ, i mahnitafonaŭ, i televizaraŭ u tym liku. A ceny śmiešnyja, nu prosta ŭsio biaspłatna.

Voś jana, śvietłaja budučynia ŭsiaho čałaviectva na asobna ŭziataj vulicy. Tudy ja i pavioŭ siastru majoj žonki Valu.

Vala — žančyna rosłaja, u kostcy šyrokaja, fizična raźvitaja. Joj 35 hadoŭ. U Minsku ŭ jaje zastalisia muž i syn daškolnaha ŭzrostu. Joj och jak šmat čaho treba. Voś, da prykładu, abutak: čałavieku, jaki pražyvaje ŭ niaprostym biełaruskim klimacie, abaviazkova nieabchodny abutak. Spynilisia my kala abutkovaj kramy. Kramy, choć ni vitryny, ni šyldy — ničoha niama. Jość budka, tent i raznastajny abutak, padviešany hronkami na matuzkach i vykładzieny na padstaŭkach. Tolki chacieła Vala pahladzieć na abutkovaje bahaćcie, pamaryć, jak vyskačyli try kitajcy, try hnomy, i sasłabiełuju ad składanych pačućciaŭ maładuju žančynu paciahnuli ŭ hłybiniu kramy. Dziesiać chvilin spatrebiłasia kitajcam, kab zrazumieć, što ŭ Vali hrošaj niama i kuplać jana ničoha nie budzie. Ale hetych dziesiaci chvilin chapiła Vali, kab acanić, vybrać i zhandlavać dla svajakoŭ, siabroŭ i dla siabie samoj na try sotni dalaraŭ.

Nastupnaj była krama elektronnych cacak. Tut Vala paviała siabie bolš aściarožna. Na prapanovu ŭvajści adkazała admovaj, tolki abviała ŭsio pozirkam, i ščaślivaja dziciačaja ŭśmieška adbiłasia na jaje tvary, kali jana ŭ dumkach padzialiła zachapleńnie svajho dziciaci, svajho chłopčyka, jakomu padaryła ŭsio heta.

Ale samaj strašnaj, samaj nievynosnaj akazałasia vitryna juvielirnaj kramy.

Kitajcy — staražytnaja nacyja, takaja ž staražytnaja, jak habrei, i viedajuć jany pra zołata ŭsio. Jak zdabyć zołata, jak jaho apracavać, jak padrabić, a hałoŭnaje — jak jaho pradać.

Na čornym aksamicie ŭ vitrynie lažali załatyja ŭpryhožańni nievierahodnych pamieraŭ. Adnoj tolki załatoj žaby sa smarahdavymi vočkami było b dastatkova, kab zabiaśpiečyć patrebu ŭ kaštoŭnym mietale siaredniaj biełaruskaj siamji. Tut chapiła b i na zaručalny piarścionak, i na zavušnicy, i na brošku, i na dźvie załatyja karonki dla muža. Ale samaj hałoŭnaj akazałasia załataja karona pryncesy, jakaja nie prosta lažała na vitrynie dziela pryhažości, a pradavałasia za dalary. Da adnaho z zubčykaŭ karony załatoj nitačkaj byŭ pryviazany cetlik, na jakim značyłasia cana: 999 dalaraŭ i 99 centaŭ.

Vala ŭjaviła siabie ŭ čornaj sukiency, jakaja adkryvaje jaje pryhožuju šyju, plečy i ruki, z karonaj na hałavie — voś tak jana źjaviłasia b u haściach u Lenki Končyc, susiedki pa leśvičnaj placoŭcy.

Vala padyšła da vitryny, prycisnułasia iłbom da škła i skazała:

— Usio, ja tut zastajusia.

— Dzie tut? — spałochaŭsia ja.

— U vas u Amierycy. U toj ža viečar Vala vyvučyła pieršaje słova pa-anhielsku: job.

Pracu Vala znajšła pa abjavie ŭ ruskaj haziecie. Leninhradcy, matematyki, habrei, prystojnyja, nie skvapnyja, dobra zarablajuć. Dzicia małoje, daškolnaje, niedapieščanaje, samotnaje. Baćki chočuć, kab pa-rusku razmaŭlała.

Dali Vali 700 dalaraŭ na tydzień na ŭsim hatovym, asobny pakoj u vialikaj kvatery. Pracoŭny dzień u Vali pačynajecca, kali pračynajecca dzicia, zakančvajecca — kali dzicia kładziecca spać. Kali ŭnačy pračnułasia i płača — da jaho biažyć Vala. Hetyja nie pavarušacca. Śpiać kožny ŭ svajoj spalni. Tolki dla kachańnia źbirajucca razam. Nikoha nie saromiejucca. Kryčać. Asabliva hučna kryčyć jana.

Vala chutka ŭziała kiravańnie kvateraj u svaje ruki. U abutku nie chadzić: ja tolki što prybrała, a vy znoŭ u abutku. U šafy na kuchni nie łazić: chočacie jeści — skažycie, ja padam na stoł. Anijakich zamovaŭ z restaranaŭ: jak heta možna jeści niezrazumieła jakimi rukami pryhatavanaje? Zamovu ź piceryi demanstratyŭna špurnuła ŭ śmietnicu.

Hatuje Vala kruciej za prafiesijnaha kuchara ź italjanskaha restarana. Adnych tolki vidaŭ dranikaŭ — vosiem.

Abmierkavańnie dzionnaha mieniu z haspadarami pa ranicach. Potym i hetuju pazicyju matematyki zdali: chaj robić što choča. Abaviazkovy sup: čałaviek pavinien jeści vadkaje — inakš jazva straŭnika i rak.

Praź miesiac matematyki zaŭvažyli, što prykmietna pataŭścieli. Pačałasia panika.

— Čym bolš dobraha čałavieka — tym lepš. Vuń u ciabie, — skazała jana haspadyni, — sraka jak u chłopčyka.

Haspadaru pierad vychadam na pracu ładzić asabisty dahlad. Čamu ŭ ciabie škarpetki roznyja? Ja ž usio pa parach skłała. Vopratku treba prasavać. Jak heta možna intelihientnym ludziam chadzić miatymi? Idzi siudy, halštuk papraŭlu. Znoŭ hety zaviazaŭ. A dzie toj, što ja tabie na minułym tydni kupiła? Nie padabajecca?

Z koleravyznačeńniem u Vali prablema. Imkniecca da spałučeńnia čyrvonaha ź zialonym.

Vala patałahična achajnaja.

— Tak, padzasrali kvaterku, — skazała jana ŭ pieršy ž dzień ustupleńnia na pasadu.

Vymyła ŭsio, vyčyściła, vydraiła. Anijakich uboračnych instrumientaŭ, aprača viadra i anučy nie pryznaje.

— A-mie-ry-kan-cy. Usio im treba na pałcy. Lišni raz nie chočuć nachilicca? A jak ty brud pabačyš, kali nie nachilišsia?

Uvieś posud paśla pasudamyjki pieramyvaje rukami.

— Anijakaja durnaja mašyna nie pamyje jak treba.

Pierahledzieła ŭsie kanały TB. Rasčaravana zapytałasia: «A što, ruskaha kanała niama?»

Jak ža tak? Dla ŭsich jość. Dla łacinasaŭ — svoj kanał, dla čornych — kanał, asobny kanał dla pidaraŭ, a ruskaha niama.

Patelefanavali ŭ kampaniju. Zamovili miascovy ruski kanał. Vala zapisała numar kanała ŭ siabie ŭ natatničku. Uviečary, kali dzicia zasnuła, sieła hladzieć.

— Nie, heta nie ruski kanał, — skazała jana.

— Jak nie ruski, pa-rusku ž havorać. — Pa-rusku havorać, a ničoha nie zrazumieła. Niby ŭ ich va ŭsich zdymnyja zubnyja pratezy.

Na dzicia, maleńkaha Boru, nakinułasia z usioj siłaj tuhi pa pakinutym u Minsku synu. Ranica pačynałasia z «kamłańnia»: synočak moj, razumnik moj, zajčyk moj, soniejka majo, charašun moj, dzietačka maja, ščaście majo, lubimčyk moj…

— Ništo sabie frustracyja, — kaža matematyk.

U niadzielu pajechała na Brajtan i na svaje hrošy kupiła kasiety: «Maŭhli», «Vožyk u tumanie», «Karłsan», «Prastakvašyna».

— A čamu «Nu, pačakaj» nie kupili?

— «Nu, pačakaj» — takoje ž haŭno, jak i heta ŭsio vašaje amierykanskaje. Biehajuć, bjuć adno adnaho pa hałovach. Dziciaci treba dobraje pakazvać.

Sčapiłasia z čornymi tynejdžarami, jakija zadumali hulać u futboł na placoŭcy dla maleńkich dziaciej i ŭdaryli Boru ŭ tvar miačom. Biehała za imi, łajała strašnymi praklonami: «Ach ty havydła čornaja! Kab tvaje łupy na łob pavyłazili! Kab ciabie trasca ŭziała, daŭbień, prytyrak čortaŭ!» Čornyja nie vytrymali naporu strašnaj ciotki ŭ bezavym bierecie, doŭhim čyrvonym palito i botach na vysokich abcasach — uciakli.

Dziciačuju kałysku Vala admaŭlaje: dzicia pavinnaje chadzić nahami. U dobraje nadvorje — pieššu ŭ Central Park. Kali dzicia stamlałasia, sadžała na śpinu i biehła ź im pa piataj avieniu padskokam, udajučy kania. Bora rahataŭ ad zachapleńnia. Minaki pavaročvalisia ŭśled.

Tut, u Central Park, rańniaj viasnoj 1992 hoda spatkaŭ jaje ščaślivy los. U čas špacyru padyšła da jaje dobra apranutaja žančyna, nazvała siabie Tamaraj i pa-rusku, ale ź dziŭnym akcentam spytała:

— Chočacie darahuju pracu?

— Ja ŭžo pracuju, — skazała Vala.

— Kolki vam płaciać?

— Siamsot na tydzień, — prastadušna adkazała Vala.

— Budziecie atrymlivać dźvie tysiačy i bonus, — skazała žančyna.

— Što treba rabić?

— Hladzieć dzicia, — skazała žančyna i zahadkava ŭśmichnułasia. — Ja baču, vy ź dziećmi dobra ładzicie.

Dziciem akazaŭsia 92-hadovy stary, jakoha zvali Isaak. Jon žyŭ adzin u pientchaŭsie ŭ vielizarnym biłdynhu pobač z Columbus Circle. Niejmaviernaja suma — dźvie tysiačy dalaraŭ u tydzień, vosiem tysiač u miesiac — vyznačyła vybar.

Kali jana paviedamiła matematykam, što sychodzić (jak naležyć, pa-ludsku, praz dva tydni), haspadynia zapłakała, a matematyk pramaŭčaŭ i tolki ŭ apošni dzień pierad samym adychodam abniaŭ jaje i skazaŭ, što ŭsie jaje vielmi lubiać, što, na žal, takich hrošaj, jakija joj prapanavali ŭ inšym miescy, jany dać nie mohuć, ale kali jana pieradumaje, to zaŭsiody zmoža viarnucca nazad. Začynieny ŭ dziciačym pakoi, biŭsia i rydaŭ maleńki Bora.

— Prybirać tabie nie treba. Heta buduć rabić inšyja ludzi. Hatavać ježu tolki z hetych karobačak i stroha pa śpiecyjalnych receptach. Sam jon nie jeść, karmić jaho treba z łyžački, nie śpiašajučysia, aściarožna, tak, kab jon nie zdušyŭsia. Na vulicu ź im vychodzić nielha. Špacyravać budzieš na dachu. Jość lift dla vazka. Kali što-niebudź zdarycca — patelefanuješ pa hetym numary ŭ luby čas, — instruktavała jaje Tamara.

— Jak ja budu ź im razmaŭlać? — spytała Vala. — Ja kiepska razmaŭlaju pa-anhielsku.

— Nie turbujsia, — skazała Tamara, — jon nie razmaŭlaje.

— Nie moža?

— Nie, prosta nie choča. Kab ty viedała, jon usio razumieje, viedaje niekalki movaŭ, prosta nie choča havaryć. Jon ź Biełarusi, z Rečycy. Jaho baćki źjechali, kali pačalisia habrejskija pahromy ŭ 1905 hodzie. Jon pražyŭ vialikaje jaskravaje žyćcio. Vajavaŭ. Niekalki razoŭ byŭ žanaty. U jaho šmat dziaciej. Ale jon žyvie adzin. Hetaja kvatera — jaho ŭłasnaść, i ŭvieś biłdynh — taksama jaho.

U pieršy ž viečar na novym miescy Vala patelefanavała dadomu ŭ Minsk, kab raskazać pra svajo ščaście.

Słuchaŭku źniała mama. Valina mama havaryła pa-biełarusku, i ŭ razmovach z mamaj Vala taksama pierachodziła na biełaruskuju, bo pa-rusku mama, jakaja i tak była tuhavataja na vucha, nie toje kab nie razumieła, ale paprostu pačynała horš čuć.

— A, heta ty, — skazała mama. Nu, davaj pałajemsia!

I jany ź lubaściu łajalisia niekalki chvilin, pakul nie skončyŭsia čas na telefonnaj kartcy. Hetkaja ŭ ich była dziŭnaja maniera znosin.

Vala pakłała słuchaŭku i raptam pačuła: «Maja mamka!» Heta płakaŭ i ciahnuŭ da jaje ruki z kałyski Isaak.

— Maja mamka, dzie ty była? Ja pa tabie tak sumavaŭ! Vaźmi mianie na ručki.

Važyŭ Isaak niašmat, i vykanać jaho prośbu dla fizična mocnaj Vali było nieskładana. Jana ŭziała Isaaka na ruki, pačała zakałychvać.

— Praśpiavaj mnie piesieńku, — paprasiŭ Isaak.

— V lesu radziłaś jołačka…

— Ja hetaha nie razumieju, — skazaŭ Isaak.

— Luli-luli-luli,
Prylacieli kury,
Sieli na varotach
U čyrvonych botach.
Stali kury sakatać,
Treba kuram niešta dać.
Ci jačmieniu žmieniu,
Ci žyta karyta,
Ci bobu karobu,
Ci harochu trochu,
Ci jarycy paŭmialicy,
Ci pšanicy paŭdajnicy,
A dziciaci — cycy.

Na Valin žach, Isaak zacmokaŭ hubami i paciahnuŭ uniz jaje stanik, sprabujučy vyzvalić hrudzi. — Tak, — skazała Tamara, — jaho maci pamierła ŭ čas rodaŭ. Ich siamja ŭ Rečycy była vielmi zamožnaj. Jany ŭziali karmicielku ź biełaruskaj vioski, jakaja jaho vychoŭvała.

— Što mnie ciapier rabić? — spytała Vala.

— Nie viedaju, — adkazała Tamara.

U niadzielu pryjšli svajaki: syn Isaaka, jaho žonka i jašče niejkija dvoje. Jany havaryli pa-anhielsku, i Vali daviałosia pierakładać. Isaak badziora adkazvaŭ pa-biełarusku, i Vala pavinnaja była pierakładać svajakam naadvarot. Usie ŭščent zamarylisia, i ŭ kancy žonka syna skazała aburana:

— Jak heta jon nie razumieje pa-anhielsku? Ja nie mahu pavieryć! Jon prosta duryć nas, hety Ajzik. Jon zaŭsiody ŭsich duryć, i ciapier taksama!

Vala pierakłała, Isaak viesieła zirnuŭ na žonku syna i skazaŭ: «Smakčy struk!»

Vala zhadała pieršyja zaniatki anhielskaj i pierakłała: Suck my dick.

Aburanyja svajaki syšli.

Minuła dva miesiacy. Dziakujučy zaniatkam u jakaści pierakładčyka Valina anhielskaja značna palepšyłasia. Jana pierakładała lekaram, advakatu, svajakam.

Dla Isaaka byŭ ustalavany strohi režym dnia: śniadanak, abied, viačera, špacyry na dachu chmaračosa ŭ nievialikim parku z travoj, chmyzami i drevami. Kali Isaak kapryziŭ, nie słuchaŭsia i parušaŭ režym, Vala karała jaho — pazbaŭlała cycy.

Zredku zachodziła Tamara. Ubačyŭšy, što Isaak staŭ vyłazić z vazka i špacyravać pa kvatery na svaich nahach Tamara skazała: «Małajčyna, Vala, ja ŭ tabie nie pamyliłasia».

Za dva miesiacy da śmierci Isaaka Vala patelefanavała mnie i skazała:

— Patrebnyja kazki na biełaruskaj movie.

— Biełaruskija, na biełaruskaj movie? Dzie ja tabie hetkija znajdu? A čamu mienavita na biełaruskaj?

— Jon pa-rusku nie razumieje.

— Pa-biełarusku razumieje, a pa-rusku nie?

— Tak, možaš sabie ŭjavić, jon razumieje pa-biełarusku, a pa-rusku nie razumieje. Ja tak zamaryłasia ź im! Pakłaści jaho ŭviečary spać biez kazki paprostu niemahčyma.

— Nie viedaju, dzie ŭ Ńju-Jorku možna ŭziać kazki na biełaruskaj movie. Zamaŭlaj ź Minska. Toŭstuju knihu biełaruskich narodnych kazak adpraviŭ ź Minska Valin muž terminovaj darahoj poštaj, i ŭžo praz tydzień, siedziačy la Isaaka, jaki ŭžo zasynaŭ, Vala čytała: «U adnym dvary było nadta mnoha pšanicy, a tuju pšanicu vazili ŭvieś čas da niejkaha miesca. Adzin ža čałaviek nie mieŭ kaho vypravić z toju pšanicaju. Dyk jon prybraŭ svaju dačku pa-mužčynsku i vypraviŭ jaje ŭ darohu…»

— Ci šmat jašče kazak zastałosia? — pytaŭsia Isaak kožny viečar pierad snom.

— Jašče šmat, — adkazvała Vala.

— Nie śpiašajsia, chaj budzie adna noč — adna kazka.

U toj viečar, kali Vala pračytała apošniuju kazku, Isaak pamior.

Ranicaj pryjšła Tamara, pahładziła pa hałavie Isaaka i skazała: «Nu voś i ŭsio». Vala ŭsio zrazumieła i zapłakała.

— Nie płač, — skazała Tamara. — Heta najlepšaja śmierć z usich mahčymych — u śnie. Isaak upisaŭ ciabie ŭ testamient?

— Ja nie prasiła, jon sam zachacieŭ. Skazaŭ, što jaho svajaki i tak zabiaśpiečanyja ludzi, a mama Vala ničoha nie maje.

— Daremna vy heta zadumali, — skazała Tamara

— My ŭsio rabili pravilna, z advakatam.

— U ich u siamji dva svaich advakaty. Ty budzieš ź imi sudzicca? Ty ŭ krainie nielehalna. Ty praterminavała vizu dva hady tamu. U ciabie niama prava na pracu. Ty atrymlivaješ svoj zarobak najaŭnymi i nie płaciš padatki. Ciabie mohuć paprostu aryštavać i departavać.

— Chto ty? — spytała Vala.

— A ty jašče nie zdahadałasia? — adkazała Tamara.

— Jany viedajuć, što ja nielehalna? — zapytałasia Vala.

— Dy viedajuć.

— Čaho jany chočuć?

— Jany chočuć, kab ty admoviłasia ad testamientu.

— I što?

— Atrymaješ hrošy.

— Kolki?

— Miljon.

— Ja zhodnaja, — skazała Vala.

— I jašče, paśla taho jak atrymaješ hrošy, ty pavinnaja nieadkładna źjechać.

— Dy ja i sama ŭžo źbirałasia. U mianie tam syn raście biez mamy i muž niemaviedama čym zajmajecca. — Usio, ja hatovaja, — skazała Vala.

Jana stajała pierada mnoj u bezavym bierecie, čyrvonaj bałonievaj kurtcy i karyčnievych botach na vysokich abcasach.

— Och, Valečka! — uskliknuŭ ja, viernuty ŭ minułaje nastalhičnaj palitraj. — Dzie ty ŭsio heta dva hady zachoŭvała?

— Słu-uchaj, — praśpiavała jana, — u nas jašče čatyry hadziny da fłajta. Davaj pa darozie zajedziem u Mancheten u Čajnataŭn.

— Hie mahu admović tabie ŭ apošnim žadańni.

Heta była piatnica, druhaja pałova dnia. U Manchetenie stajaŭ niečuvany trafik. Kali my padjechali da Canal street, ja zapanikavaŭ.

— Valečka, ja tut nidzie nie zaparkujusia. Ja stanu na dabłparkinh. Kali mianie zhoniać mianty, ja zrablu koła i viarnusia nazad. Biažy, vaźmi što tabie treba, tolki chutka. Uličy, što ty musiš być na rehistracyi nie paźniej čym za hadzinu da adlotu.

Dva razy palicejskija prahaniali mianie. Ja zrazumieŭ, što jany prykmiecili maju mašynu i što na treci raz ja atrymaju štraf. Ja spyniŭsia kala dźviarej juvielirnaj kramy, za jakimi paŭhadziny tamu źnikła Vala, i pasihnaliŭ. Amal adrazu z kramy vyskačyła Vala z karobkaj u rukach, zvaliłasia na zadniaje siadzieńnie i skazała: «Nu, ciapier usio».

— Valečka, čamu tak doŭha?

— Nie chacieli pradavać, hady. Kazali: «Heta vystavačny ekzemplar. Isnuje ŭ adzinym asobniku. Nie dla prodažu». Ja ich pytajusia: «A čamu tady birka z canoj?» A jany havorać, što heta, maŭlaŭ, tak, «dla pontu». Karaciej, zhandlavalisia na double price.

— Dy što heta, što tam u ciabie?

— Voś, hladzi, — skazała jana i adkryła skrynku.

Tam, u ciomnaj aksamitnaj hłybini, lažała załataja karona kitajskaj pryncesy.

Kamientary17

Ciapier čytajuć

Babaryka: Nie mohuć zdymacca sankcyi z pradpryjemstvaŭ i ludziej, zadziejničanych u vajnie. Vypuścicie palitviaźniaŭ canoj zabojstva ŭkraincaŭ?27

Babaryka: Nie mohuć zdymacca sankcyi z pradpryjemstvaŭ i ludziej, zadziejničanych u vajnie. Vypuścicie palitviaźniaŭ canoj zabojstva ŭkraincaŭ?

Usie naviny →
Usie naviny

Histaryčnaja Mienka pračnułasia i vyjšła ź bierahoŭ7

«Vyhladaje jak akcyja žyvadzioraŭ»: u roznych rajonach Minska niechta raskidvaje pacučyny jad9

Za dva dni na vyratavalny ŭkoł Ksiušy z Mahilova sabrali rekordnyja $300 tysiač. Mama zdała jaje ŭ dzietdom, a čužyja ludzi bjucca za žyćcio dziciaci5

Uručanyja premii «Załatoj maliny»1

Učora ŭviečary ŭ centry Minska źnikła elektryčnaść1

25 sakavika ŭ Kijevie projdzie biełaruska-ŭkrainski forum4

Łatuška: Mielnikava telefanavała mnie nočču i płakała36

18‑hadovy biełaruski hałkipier u Kanadzie ŭčyniŭ bojku ź vizavi supiernika3

U Łatvii narakajuć, što Minsk zachapiŭ ich radyjočastatu — ciapier tam kruciać prapahandu24

bolš čytanych navin
bolš łajkanych navin

Babaryka: Nie mohuć zdymacca sankcyi z pradpryjemstvaŭ i ludziej, zadziejničanych u vajnie. Vypuścicie palitviaźniaŭ canoj zabojstva ŭkraincaŭ?27

Babaryka: Nie mohuć zdymacca sankcyi z pradpryjemstvaŭ i ludziej, zadziejničanych u vajnie. Vypuścicie palitviaźniaŭ canoj zabojstva ŭkraincaŭ?

Hałoŭnaje
Usie naviny →

Zaŭvaha:

 

 

 

 

Zakryć Paviedamić