HOŁAS KAMBIEDAŬSKAJE HARDYNI
U aficyjoznych mienskich hazetach, dzie cełyja razvaroty zabityja rynkavaj reklamaj metałaprakatu, kampresaraŭ i aŭtapahruzčykaŭ, pobač, na redakcyjnych staronkach, kidajecca ŭ vočy zaŭziataje hańbavańnie kapitalizmu. Viadoma, iluzija spažyvieckaha rynku ščodra apłočvajecca reklamadaŭcami, jakija nia mohuć nie davać u prezydenckuju hazetu. U svaju čarhu, publika atrymlivaje mienavita toje, što jana choča čytać. Vajna z iluzijaj rynku apłočanaja padpisčykami. Zahałoŭki artykułaŭ nakštałt «Załožniki mafioznoho kapitalizma» stvarajuć iluziju adzinstva hazety i pakryŭdžanaha hetym samym kapitalizmam čytača.
Miž tym, u Biełarusi niama ani kaliva nijakaha kapitalizmu. Tut panuje madel liberalnaha antykapitalizmu, h.zn. strymana ŭvasablajucca ŭ žyćcio kambiedaŭskija ŭjaŭleńni i stereatypy. Zatoje ŭ aficyjoznym druku, u dziaržaŭnaj idealohii hetaja strymanaść źnikaje i pakryŭdžanaja kambiedaŭskaja duša razhortvajecca na ŭsiu šyryniu.
Nahadaju, što kambiedy — heta kamitety biednaty, jakija paśla revalucyi 17-ha hodu ŭvasablali tryjumf poŭnaj i biezumoŭnaj fizyčnaj pieramohi praletaryjatu nad usimi astatnimi.
***
Kapitalizm — heta pavaha da kapitału, zaroblenaha ciažkaj pracaj i talentam. Kambiedaŭščyna — heta vyśmiejvańnie kapitału, a razam i ŭskosnaje hyhykańnie z taho, chto harbacicca, ukałvaje, pracuje. Voś pasaž sa staronak prezydenckaj hazety:
«Choć i sprytnyja chłopcy — pierahonščyki zamiežnych aŭtamabilaŭ, ale i jany niaredka traplajuć u pastku. Kali ŭdałosia adkupicca ci ŭciačy ad rekieciraŭ na darohach Polščy, to tut, na mytni, možna adnym macham pazbavicca nažytaha».
U padobnych cytatach mianie najpierš cikavić intanacyja. Aŭtar iranizuje ź pierahonščykaŭ i praz heta salidaryzujecca chutčej z polskimi rekiecirami abo z mytnikami, jakija hatovyja nachrapam adabrać nažytaje majno. Što da pierahonščykaŭ, jakija trapili ŭ biadu, to ź piara žurnalista ledź nie zryvajecca lahičnaje: tak im i treba!
Ja ani razu nie sustrakaŭ u hazetach choć by samaha małoha spačuvańnia hetym samym pierahonščykam, jakija biaskonca ryzykujuć, načami prastojvajuć na mytniach i dachody jakich nie nazavieš zvyšdachodami. Tak mazolna nažyvajecca kapitał, u pryncypie, kapitał Biełarusi, bo hrošy musiać układacca doma. Ź inšaha boku bolšym, raznastajnym i jakaśniejšym robicca aŭtamabilny park krainy. Ale pra heta kambiedaŭcy nia dumajuć. Jany čytajuć pra polski rekiet i pryhavorvajuć: aha, a čaho leźli, siadzieli b, jak ja, doma i čakali palohki ad prezydenta.
Litaralna takim ducham prasiaknutyja radki z adkrytaha lista Łukašenku, jaki prezydenckaja hazeta źmiaściła na pieršaj staroncy pad nazvaj «Pusť vsie znajut, kto po-nastojaŝiemu pomohajet ludiam!» Źviarnicie ŭvahu na pasył: «Pusť vsie znajut», tak im i treba. Ale voś sam list. Deputat žodzinskaha harsavietu piša:
«Pavažany Alaksandar Ryhoravič!
Źviartajecca da Vas staršynia ŽBK-19 horada Žodzina. Dziakujučy Vašamu aktyŭnamu ŭdziełu ŭ Žodzinie pabudavany šmatkvaterny dom, jaki byŭ zaplanavany jašče pry Šuškievičy, ale tady dalej słovaŭ sprava nia zrušyłasia. Kudy tolki my nie źviartalisia, nichto nam nie dapamoh. Ja dobra pamiataju našu sustreču z Vami, Alaksandar Ryhoravič, kali Vy pryjaždžali da nas u Žodzina jak kandydat u prezydenty. I ŭ asabistaj hutarcy adzin na adzin, i pry zvarocie da Vas u zale DK BiełAZu my, členy ŽBK, adrazu zrazumieli, što Vy abiacańni na viecier nia kidajecie».
U čym mienavita vyraziłasia dapamoha prezydenta žyllova-budaŭničamu kaaperatyvu z Žodzina — nie havorycca. Moža być, ŽBK byŭ vyzvaleny ad padatkaŭ? Ci moža atrymaŭ ilhotny kredyt? Nie, pra takija rečy razmovy niama. Bo tady b nie było času pisać čysta palityčnyja padziaki, treba było b zarablać, kab raźličycca z kredytoram. Ale ŭ sfery kamandavaj ekanomiki prezydenckaja dapamoha pastupaje praz telefon. Akazvajecca im, žebekoŭcam, supraćdzieiŭ niejki kiraŭnik horada. Voś što piša staršynia ŽBK. Źviarnicie ŭvahu na antytezu:
«Niahledziačy na aktyŭnaje procidziejańnie z boku tahačasnaha kiraŭnika horada, ja ćviorda skazaŭ Vam, što Vy budziecie prezydentam».
Sam ekanamičny mechanizm, jak i za savieckim časam, schavany za šyrmaj namenklaturnych hulniaŭ. Kambiedaŭcy hrebliva paźbiahajuć zhadvańnia hrošaj i finansava-kredytnych dačynieńniaŭ. Novyja damy paŭstajuć abo nie paŭstajuć z telefonnaha zvanka prezydenta, va ŭsim prysutničaje duch čaraŭnictva, kazka pieratvarajecca abo nie pieratvarajecca ŭ rečaisnaść.
Narod nie adčuvaje patreby ŭ reformach, u šyrejšych mahčymaściach haspadaravańnia, u skidkach i kredytach, u nieŭmiašalnictvie dziaržavy. Naadvarot, u krainie musić być načalstva ź nieabmiežavanymi, fantastyčnymi mahčymaściami. Narod pryjdzie, zabje čałom, a dobry džyn-prezydent zdymie słuchaŭku i skaža ŭ telefon: kryble-krable-bums. Hrošy — rubli, marki, dalary — sapraŭdy vyhladajuć jak abraza dla takich dačynieńniaŭ.
Heta paćviardžaje i aŭtar sučasnaha biełaruskaha ładu — kambiedaŭščyny. Na niadaŭniaj vilenskaj preskanferencyi nazaŭtra paśla likvidacyi Biełaruskaha Fondu Sorasa Łukašenku spytali: «Jak Vy dumajecie, ci zmoža fond Sorasa kali-niebudź praciahnuć dziejnaść u Vašaj krainie?» Adkaz byŭ taki:
«Znajecie, my jaho nie zakryvali. Puść zapłacit u kaznu 3 młn. dołaraŭ, katoryja dołžan, i rabotajet. Časta paŭtarajut, što fond akazaŭ humanitarnuju pomašč Biełarusii na 30 młn. dołaraŭ. Mahu sievodnia aficyalna zajavić: nie nužny nam bolše miliony dołaraŭ, nie nužny, spasiba za błahatvarycielnaść».
Tak hučyć hołas čystaje kambiedaŭskaje hardyni. «Nam nie nužny vašy hrošy». Zhadvajecca inšaje Łukašenkava vykazvańnie: «biełaruski narod budziet žyć płocha, no nie dołha».
Džordž Soras davaŭ hrošy na medycynu, ekalohiju i kulturu, jakija nia moža zabiaśpiečyć dziaržava. Za heta dziaržava jašče j abkłała Sorasa padatkami. Soras začyniŭsia, razam ź im skončylisia i mnohija kulturnyja inicyjatyvy. Pryčym skončycca im znoŭ ža dapamahaje dziaržava. Mienavita za Łukašenkam niepamiernyja padatki lehli na plečy ŭsich nacyjanalnych kulturnych vydańniaŭ i instytucyjaŭ, pavodle pryrody svajoj datacyjnych i niesamaakupnych.
Jak heta jašče možna nazvać, jak nie samajedztvam u dziaržaŭnym maštabie? Ale kambiedaŭščyna nikoli nie siabravała z kulturaj. Jaje, kulturu, tak skazać, na chleb nie namažaš. I tut ja pryviadu jašče adnu cytatu sa zhadanaje preskanferencyi mienskaha prezydenta. Pytańnie: «Sajuz piśmieńnikaŭ Biełarusi paviedamiŭ litoŭskim kaleham, što ŭ jaho źbirajucca adniać dom litarataraŭ dla patrebaŭ dziaržavy. Ci tak heta?» Adkaz:
«My nikahda ničyvo ni u kavo nie adnimali. V tom čyśle i u biełaruskich pisacielej. Chaciełaś by znać, atkuda vy pałučyli takuju infarmacyju. Vidzima kto-ta zaincieresovan v jeje rasprastranienii».
***
Miž inšym, kambiedaŭščyna maje nia tolki sacyjalnaje i palityčnaje, ale i psychalahičnaje vytłumačeńnie. Heta stan apryjornaj pakryŭdžanaści, darečy, šyroka raspaŭsiudžany siarod biełarusaŭ. Vas jašče nichto nie pakryŭdziŭ, ale štości takoje ŭžo ŭjaviłasia, niejki namiok i vy prymajecie nia toje što nieadekvatnyja, ale maksymalnyja miery ŭ adkaz. Takoje časta byvaje ŭ dziaciej. Chłopčyku robiać vielmi taktoŭnuju zaŭvahu, a jon rezka advaročvajecca, nadzimaje huby i kaža: voś pamru, budziecie tady płakać.
Zhadany vyšej prezydent elektaratu mižvoli ahučvaje i pravodzić u žyćcio toje, što hłyboka schavana ŭ narodnaj dušy — samaadmaŭleńnie, jakoje składajecca z admaŭleńnia luboj majomaści — ci to hrošaj, ci to rodnaj movy. Pryčym heta datyčyć nia tolki aficyjoznaje presy i prezydenta. Apazycyjnyja palityki i hazety, jakija dbajuć pra rejtynh i tyražy, taksama prasiakajucca zhadanym nacyjanalnym samajedztvam. U zahałoŭkach i intanacyjach niezaležnaj presy my nia znojdziem ani pašany pierad tym, chto ciažkaj pracaj zarablaje svoj kapitał, ani vymoŭnych prykładaŭ — jak hety kapitał možaš zarabić ty, čytač. Zatoje i na hetych staronkach pobač z hańbavańniem prezydenta kolki zaŭhodna toj samaj usiepahłynalnaj pakryŭdžanaści, vielmi časta, paŭtarusia, apryjornaj i biespryčynnaj. Pakryŭdžanaści, jakaja apiaredžvaje samu kryŭdu.
Uvohule biełarus — čałaviek vielmi tonkaj dušeŭnaj arhanizacyi. Jon daŭno i hłyboka pakryŭdžany na kapitalizm, abo, skažam, na NATO. Siońnia jon raźvivaje ŭ sabie hłybokuju ŭnutranuju pakryŭdžanaść na rasiejcaŭ.
Kambiedaŭščyna — heta ŭvohule rasiejskaja vynachodka. Jak i sacyjalistyčny internacyjanalizm. Ale najlepš jany pryžylisia mienavita na našaj nacyjanalnaj hlebie i mienavita z-za našaj unutranaj schilnaści da samaźjadańnia i samaprynižeńnia. Bo i kambiedy, i internacyjanał — heta ni što inšaje, jak sacyjalnaje i nacyjanalnaje samaadmaŭleńnie.
Usio vyšejskazanaje tłumačyć, čamu ŭ Biełarusi tak drenna zasvojvajucca antykamunistyčnyja, demakratyčnyja i rynkavyja idei i reformy. Pryčyna, mahčyma, nia ŭ ciomnaści i zabitaści naroda, a ŭ jahonych hłybinnych psychalahičnych charaktarystykach. Hetyja dziciačyja rysy śviedčać pra niastałaść taho, što Łukašenka časta nazyvaje «mientalicietam».
U kantaktach z vonkavym śvietam my — i aficyjoz, i apazycyja —časta advaročvajemsia śpinaju i kažam da miesca ci nie da miesca: voś pamrem, budziecie tady viedać.
Što praŭda, u psychalohii takaja pakryŭdžanaść nikoli nie skančajecca suicydam. Naadvarot, u dziaciej jana vyklikanaja ni čym inšym, jak ehacentryčnaj luboŭju da siabie i žadańniem źviarnuć na siabie ŭvahu. Heta ni što inšaje jak pašyrany ŭzrostavy infantylizm. U našym vypadku — nacyjanalny. Rana ci pozna jon pierarastajecca i dzicia stanovicca darosłym čałaviekam.
Siarhiej Paŭłoŭski
Kamientary