Baćkaŭ brat Ildefans
Hadoŭ siem mieŭ, jak z chłapčukom susiedzkim, Rysikam, la jabłyni ŭ byłym panskim sadzie pry pakojach bavilisia. Zbanok pry im byŭ hliniany, razmalavany ŭ roznyja kolery, pryhožy, jak kaladnaja cacka. Uzłavaŭsia ja niečaha, pchnuŭ pasudzinu nahoju — palacieła, rastruščyłasia na drobnyja askiepki. Tvar zadryžeŭ Rysikaŭ, ślozy hradam z vačej. Praź miesiac źjechaŭ jon razam z baćkami ŭ Polšču, bolej nia bačylisia.
Kolki hadoŭ tamu zdymak susiedka pakazała: «A hetaha pamiataješ chłapca?» «Nie». — «Niaho? To ž Rysik. Pamior užo…»
Ni tvaru nie zhadaŭ, ni pastavy, tolki — vočy tyja, biezdapamožnym adčajem zaśloźnienyja.
Baćkaŭ brat Ildefans biez małoha praz tryccać hadoŭ pa adjeździe na stałaje žyćcio ŭ Polšču pryjechaŭ na radzimu adviedać kreŭnych. Niadziela była, jak zajaviŭsia na rodnaje kotlišča: u chacie nikoha, dźviery na zamku, u kaściole ŭsie. Pajšoŭ da kaściołu, tam babu, maci svaju, spatkaŭ. «Chadziem da baćki, — skazała, vypłakaŭšysia. — Niespadziavanka budzie staromu».
Padyšli da dzieda.
— Hladzi chto! — kaža baba. — Ci paznaješ?
— Byccam vidzieŭšy dzie-ta, — dzied adkazvaje. — A tak — nie, nia viedaju čałavieka.
Praz kolki chvilin tolki, zhadaŭšy pra zaprašeńnie, što paŭhodu tamu vysyłali synu dla afarmleńnia vizy, daŭmieŭsia, chto pierad im, kinuŭsia abdymać-całavać.
Adčužeńnie miž kreŭnymi, choć i zmušanaje, — prykraje, niaŭciamnaje, nialudzkaje.
Dziadźka-chutaraniec praz usio žyćcio ź biadniejšych susiedziaŭ kpiŭ. Sam z basoty, ale razžyŭsia za Savietami na handli harełkaju i miodam, adčuvaŭ siabie ŭ navakolli jak nia boham. Kali i razmaŭlaŭ z kim, dyk zaŭždy zvysaka, nie chavajučy pahardy. Zamožny, dzieciam, adnak, u adroźnieńnie ad bolšaści viaskoŭcaŭ, anikoli ničym nie pamoh. Dyk nia nadta i harnulisia da baćki syn i dačka, bolš da matki mieli prychilnaść. Tolki kali ŭžo zusim zaniamoh dziadźka, pałahadnieŭ krychu, pačaŭ chinucca da ludziej.
Niejak žnivieńskim nadviačorkam z hryboŭ viartaŭsia paŭź jahony chutar. Vyskačyŭ jon z chaty, zamitusiŭsia: «Pryniasi svaju cacku, raspavieści sioje-toje chaču». Prychodžu praz paŭhadziny z dyktafonam, pačynaje svoj apovied. Jak u časie vajny mabilizavali jaho ŭ vojska, jak, trapiŭšy ŭ akružeńnie, u bałocie niejkim siadzieli, jak vychodzili z taho akružeńnia. I śpiecham usio, skorahavorkaju, byccam bajučysia nie paśpieć vyspaviedacca. Dychańnie ciažkoje, z pryśvistam, tvar azyzły. Kiaturku raptam rasšpiliŭ, nia daŭšy rady dalej ad pryzby adyścisia, łužynu pobač z usłonam, dzie siadzieli, zrabiŭ. «Strašna pamirać, — dadaŭ, skončyŭšy apovied. — Moža, napišaš što ŭ hazecinu? Choć što i pa mnie zastaniecca…» Praz paru miesiacaŭ skanaŭ. Pachavali jak pustelnika, pobač z čužymi. Syna k tamu času ŭžo nie było ŭ žyvych. Jak pamior, nie pažadaŭ baćka, choć i mieŭ mažlivaść, pieravieźci z horadu na viaskovyja kłady. Žonka nieŭzabavie da dački daviakoŭvać źjechała, tak i zastaniecca i pa śmierci samotny, pry niesvaich.
Z zavuctva školnaha. Abrydła ciahacca da nastaŭnikaŭ na ŭroki, kinuŭ chadzić. Chvalili: «Vo zavuč u nas — zołata!» A ledź da nieparazumieńnia, jajka vyjedzienaha nia vartaha, dajšło, tut ža papiknuli: «A na ŭroki da nas, pamiataješ, nie chadziŭ!..»
Paznajomiśsia z čałaviekam — i padraścieš nibyta: daśviedčany, razumny, a hałoŭnaje — pa-biełarusku razmaŭlaje. A jon (jana) praz tydzień pa znajomstvie: «Voś, pišu taksama, dyk ci nie zirniacie?» Rasčaravańnie.
Bykava svajaki na jubilejnaj viečarynie ŭ Vušačy — ścipłyja prostyja ludzi, ščyryja pa-sialansku. Vo, peŭna, ździvilisia b, kab uviedali, kolki čaho (kaho pasadzić dzie, kaho puścić, a kaho nie da mikrafona) napiaredadni vakoł taje viečaryny ŭ jahamosnych sferach kruciłasia-varyłasia.
Kaleha-«ŭschodnik» pra ŭražańni ad kamandziroŭki na radzimu maju, Miorščynu, apaviadaje: «Ja ž dumaŭ, tam bahaciei ŭ vas paŭsiul, a jak hlanuŭ… Aničym nia lepš, jak na majoj «małoj» radzimie». Dyk na jaho «małoj» rezruch choć na vajnu možna śpisać: spalena ŭsio było, nasielnictva pa kolkaści dasiul u asobnych rajonach da davajennaha ŭzroŭniu nie daciahvaje. A majoj paŭstahodździa savieckaj ułady chapiła, kab u pustelniu pieratvarycca.
Z usich hałoŭnych hrachoŭ ci nie apošni, siomy, — lanota — samy šmatznačny. Usim błahim, što majem, što zdarajecca naŭmysna i nienaŭmysna — fizyčnaj nendzaju, niaŭdałaju karjeraj, kiepskimi stasunkami ź ludźmi — najčaściej jamu abaviazany. Lanota — antypod ruchu, značyć — i žyćciu.
Naprykancy minułaha stahodździa ŭ škołach pra mižpradmietnyja suviazi modna było dbać. I karyść siakaja-takaja była z taho — choć jak, dy mahli ŭ adno źvieści dzieci fakty z historyi, hieahrafii, litaratury. Ciapier pryjdzieš u aŭdytoryju da ŭčarašnich vypusknikoŭ, dasi tekst ź pieralikam niekalkich viadomych piśmieńnikaŭ, i dobra, kali piaciora ź piacidziesiaci, naprykład, Bykava, Baradulina, Broŭku za ziemlakoŭ vyznajuć dy jašče rajon, ź jakoha klasyki pachodziać, nazavuć. I nie niazdary jakija, nie abiboki — tałkovyja maładyja ludzi.
Badziažka hadoŭ siami ŭ Lvovie la kaściołu miłaścinu prosić.
— Vot voźmi, malčik, — kabieta z našaje hrupy kaža. — Kupi siebie čto-nibud́.
— A što, ty sa mnoju pa-maskalsku budzieš razmaŭlać? — pakryŭdziŭsia.
Studentka-viaskoŭka padyšła — z zaniatkaŭ adprasicca pa niejkaj patrebie. Maleńkaja, ad siły metra paŭtara rostu, niaśmiełaja, apranutaja nie achci ŭ što. Adpuściŭ, pajšła kalidoram, z-pad płašča ledź bačnaja. Na dvare — dzieciukoŭ płojma, nachabnych, paŭćviarozych: zarahatali, zacmokali, zaržali. U jaje ž — ni siły, ni ryzyki, ni d'Artańjana plačystaha ŭpobački, kab baranić. Druhaja, hetkaja ž niahiehlica, trajak na ekzamenie atrymaŭšy, — u ślozy. Baćka vynies usio z kvatery na harełku, rabić davodzicca na rynku, paraškami pralnymi handlavać, ci da vučoby tut.
Adnamu — toj, čužy, za kumira, druhomu — hety, ułasnaje hadoŭli, treciamu — heny, pieršych dvuch ci to vorah, ci to tavaryš — ad varunkaŭ časovych zaležyć. Jaki b i skul ni byŭ — aby choć kaho mieć za idała. Kultu asoby pazbaviŭšysia nibyta, kult ułady na ŭsialaki vypadak pry sabie pakinuli. Ad adnaho ž da druhoha — paŭkroku.
Čałaviek dahary pry chodniku: ruki-nohi ŭroskid, vočy zapluščanyja. Na badziažku ci pjanaha nie vydaje: adzieńnie čystaje, ni huzaka nidzie, ni kropli kryvi. U dałońcy pravaj pašpart, by znarok, kab nie šukali, jak pamre niespadzieŭna, vokładkaju sinieje. Minaki pazirajuć skosa, ratujučysia ad daždžu, što z samaje ranicy cierusić, chavajucca pad parasony, šybujuć biezuvažnaju čaradoju dalej pa svaich spravach.
U susiedziaŭ radaść: koška-pryhažunia małych čatyroch pryviała. Kot, baćka, upobački, ni na krok ad suženki dy dzietak nie adychodzicca. Jeść błaha, schudnieŭ ad pieražyvańniaŭ: jak tam budzie, čas taki niapeŭny!
Pašpart padniaŭ, kimści zhubleny, — čorny ažno ad brudu, zašmuleny. Miž staronak — kvitok na piatnaccać tysiač i hrošy, tolki nie piatnaccać, jak u kvitku, a dziesiać z drabiazoju. Praz daviedku numar telefona ŭładalnika vyśvietliŭ, nabraŭ. Žančyna, ci nia žonka, słuchaŭku ŭziała, skazała, što hetaje chviliny nia moža pryjści pa dakument, a patelefanuje, jak tolki vyzvalicca, i tady spatkajemsia. Spatkalisia praz paru hadzin, addaŭ znachodku. A nazaŭtra zranku — zvanok, hołas mužčynski: «Nu, što, had, pabahacieŭ, piatak moj prysabiečyŭšy?» I ŭviečary — znoŭ toje samaje. Narabiŭ kłopatu: jamu — telefanavać, łuchtu viarźci, sabie — tuju łuchtu słuchać.
∎
FRANC SIŬKO — nar. u 1953 h. u vioscy Viata na Miorščynie. Piša prozu, publicystyku. Aŭtar knih «Z čym pryjdzieš» (1991), «Apošniaje padarožža ŭ krainu livaŭ» (1997), «Udoh» (2001), «Jahnia achviarnaje» (1993), knižku dla dziaciej małodšaha školnaha ŭzrostu «Bialačyk» (2003). Žyvie i pracuje ŭ Viciebsku.
Kamientary