Historyja Biełarusi ŭ apoviedach doŭhažychara Jana Čarniaca.

Janu Čarniacu niadaŭna spoŭniłasia 100 hadoŭ. Jon adzin z sotniaŭ doŭhažycharoŭ Biełarusi, jakija adznačyli viekavy jubilej. Naradziŭsia spadar Jan na Staŭbcoŭščynie, vychoŭvaŭsia ŭ polskija čas, źviedaŭ ździeki fašyzmu i kamunizmu, žyŭ u «savieckim rai», a svajo stahodździe sustreŭ u niezaležnaj Biełarusi. Takich ludziej nazyvajuć «čałaviek-epocha».
Rod
— Ja naradziŭsia ŭ 1914 hodzie ŭ Rusakach, kala Rubiaževičaŭ, — raskazvaje doŭhažychar. — Maje baćki — Juljan Čarniec i Paŭlina Palivoda. Uvieś naš rod spradvieku žyŭ u Rusakach. Pracavali na ziamli, było svajo pole, piać hałoŭ bydła, dvoje koniej. Dobra žyli, pakul Saviety nie pryjšli, potym usio zabrali. U mianie było troje bratoŭ i dźvie siastry. Žyli ŭsie ŭ adnym domie. Heta ž nie ciapier, što dzielacca pa pakojach. Tady žyli ŭsie razam, družna, jeli razam z adnaje miski. Nie svarylisia tak, jak ciapier.
Kali skončyłasia pieršaja vajna, to žyłosia nam ciažka. Ale pavoli Polšča stanaviłasia na nohi, i paźniej užo niejak razžylisia, stała niakiepska. Chto mieŭ bolš ziamli, dyk i nadta dobra žyŭ. Siemji tady byli nie toje, jak ciapier, a pa 6—7 dziaciej.
Staryja žyli pry dzieciach. Piensij ža tady nie płacili. Baćkoŭ nichto adnych nie pakidaŭ. Stary čałaviek ničoha nie rabiŭ. Byvała, karoŭ vyhanić ci zahonić, śviniej pahladzić. Voś i ŭsia jahonaja rabota.
Škoła i pieršy žyćciovy ŭniviersitet
— Małyja chadzili ŭ škołu. Tady adnaho budynka škoły nie było, vučylisia pa chatach. Ja ŭ 7 hadoŭ pajšoŭ u polskuju škołu, skončyŭ čatyry kłasy. U potym paśviŭ karoŭ. Było piać svaich i piać čužych. I tak ažno da 17 hadoŭ. Nastaŭniki byli nie svaje, pryjezdžyja, čystyja palaki. Vučyli ŭ škole dobra: oho, jakaja heta była navuka! Vučyli tak, kab ty razumieŭ. Kali niečaha nie razumieješ, to ksionžku ŭ ruki, na kalenki — i vučyš, pakul nie dojdzieš svaim rozumam da ŭsiaho. Vučyli tak, kab šmat čaho viedaŭ, a nie tak, kab pierachodzić z adnaho kłasa ŭ druhi. Kali chto chacieŭ vučycca dalej, to jechaŭ u Rubiaževičy, tam było 10 kłasaŭ. Ja dalej nie vučyŭsia. Baćka pamior, kali ja byŭ zusim mały, a bratam nie patrebny byŭ vučony, im patrebny byŭ pastuch.
Kali mnie spoŭniłasia 17 hadoŭ, ja pajšoŭ vučycca na kraŭca, i kali navučyŭsia, to ŭžo sam siabie karmiŭ. Vučyŭsia ŭ Rubiaževičach u vielmi charošaha kraŭca, žyŭ tam na kvatery, u niadzielu jechaŭ dadomu. Za 9 miesiacaŭ ja i navučyŭsia.
Zabava
— Ot niekali tancy byli! U čałavieka chatu paprosim, pryviaziom muzyku. Adrazu na 4 dni, jak na śviaty jakija. Za 4 miesiacy davali muzykantu zadatak, kab nikudy da inšaha čałavieka nie pajšoŭ. Na Kalady — 4 dni, Vialikdzień — 4 dni, Siomucha — 4 dni. Vo jak hulali, brat ty moj! Na čaćviorty dzień dyk ciažka było ŭžo. Hrali muzyki na harmoniku, barabanie, trubach, cymbałach, skrypcy. Śpiavali i pa-polsku, i pa-biełarusku. Patancavali taniec i śpiavali. Ažno śviatło tuchła, tak choraša vali. Heta nie toje, što ciapier, byvaje, uklučyš televizar, i Puhačova ci jakaja inšaja zorka biehaje: «Ja jaho lubiła, jon mianie lubiŭ. Ja jaho lubiła, jon mianie lubiŭ». Kožnuju subotu da 12 nočy hrali, potym damoŭ dziaŭčat pravodzili. Na ranicu ŭ kaścioł, a ŭviečary znoŭ tancy. Potym čyścili chatu, haspadaru hazy kupim na lampu i ŭsio. Dziadźku časam čarku nalivali. Zimoj chłopcy vadu nosiać, a dziaŭčaty myli potym padłohu ŭ toj chacie.
Chutary i zarobki
— U 1925 hodzie ludzi pačali źjazdžać na pracu ŭ Amieryku. Pabuduć, papracujuć i viartajucca, kuplajuć ziamlu. Niekatoryja zastavalisia za akijanam, dyk i ciapier tam ich unuki žyvuć. Jechali tyja, chto byŭ biadniejšy, kab było što dzieciam pakinuć u spadčynu.
Tady jakraz pačali razhaniać vioski i sialili na chutary, bo bajalisia, kab vioski nie hareli. Bo nadta ž vysokija strachoŭki prychodziłasia płacić. Spačatku ludzi nie chacieli: kryčali, svarylisia. A potym, jak pabyli na chutary, o, bratka, žyźnia była! Usio svajo, rabota blizka. Za ranicu hnoju navaziŭ — i sadzi bulbu.
Pradavali ŭsio na bazarach. Niekali ceły tydzień byŭ bazar. U paniadziełak — u Rubiaževičach i Stoŭbcach, u aŭtorak — u Miry, u sieradu— u Iviancy, u i čaćvier — u Dzieraŭnoj, u piatnicu — u i Stoŭbcach. Dyk navat ź Niamieččyny da nas pa śviniej pryjazdžali. Zahadzia skažuć sołtysu, kab jon ludziam pieradaŭ, što pryjeduć, i zakuplivali. Byvała, ceły ešałon śviniej hruzili. I dobra ž płacili tyja niemcy! Padatkaŭ nadta mnoha nie było. Na chutarach «pamiarovyja» płacili. Adzin čałaviek usio mieraŭ. Letam mieraŭ, a zimoj rabiŭ płan. Chutar ciažka było abrablać, tam zaboina, tam les… Adzin čałaviek usio rabiŭ, vo dzie piśmienny byŭ! A ciapier, byvaje, sotki mierajuć, dyk piać čałaviek ceły dzień nie mohuć pamierać.
Pracavali końmi. Ale chutčej davali rady, čym siońnia traktarami.
Kali byŭ nieŭradžaj, ludzi nie haładali, bo dziaržava dapamahała.
«Pany»
— Žyli la nas pany: Łysy, Radzievič, Niezabitoŭski. Bancarevič taki byŭ. Zarabiŭ čałaviek u Amierycy hrošy, viarnuŭsia i kupiŭ majontak. Charošy dom byŭ, muravany. A potym ich usich vyvieźli ruskija. Adzin Niezabitoŭski razam z kiroŭcam paśpieŭ uciačy ŭ bok Litvy. Ale što ź imi stała — nieviadoma. Na ichniaj ziamli ludzi sadžali, a damy dyk niekatoryja parabki paraźbirali Siońnia pavydumlali, što pany nibyta mučyli mužyka. Kazki ŭsio heta. Chacieŭ čałaviek zarabić, dyk išoŭ da pana. Les rezali, čos časali, idzi, kali chočaš, zarablaj. Charošyja byli ludzi, hetyja pamieščyki. U pana Niezabitoŭskaha, jaki byŭ ministram sielskaj haspadarki, byli ŭ Chatavie śpirtzavod, piłarama, rybhas, a potym jon mieŭsia tkackuju fabryku adčynić. Ludzi siejali lon, zdavali b, a jon by jaho pierarablaŭ. Ułada pastaviła jamu ŭmovy, kab davaŭ ludziam pracu, a inačaj zabiaruć haspadarku. Dyk pany ŭsie staralisia, kab ludziam rabotu davać. Tyja, što ŭ pana pracavali, sami žyli, jak pany. U Niezabitoŭskaha karovy z adnaho boku svaje byli, a z druhoha — parabkavy. Dyk pytalisia ludzi: «Pan, čamu ž tut parabkavy karovy stajać?» A jon kaža: «Jak buduć tut stajać, pryjdzie parabak davać siena svaim, dyk i maim daść, a jak buduć adny, dyk maich moža i nie pakarmić».
Byvała, čałaviek skradzie ŭ pana ŭ lesie jakuju chvojku, dyk Niezabitoŭski da cieščy takich adpraŭlaŭ. A taja kazała: «Idzi ŭ kaścioł, paspaviadajsia, vyznaj hrachi, i ja tabie daruju». 3 panam i damovicca možna było. Žančyny žać prychodzili, i pan kaža adrazu canu — 2 złotyja. A baby kažuć: «Nie, za dva z pałovaj…» «Dobra, — kaža pan, — žnicie». Viečaram płacić i zaprašaje na zaŭtra. Byvała, kali časam nie było hrošaj, dyk jon vybačajecca i prosić, kab zaŭtra dazvolili zapłacić. Žančyny śmiajucca: «Dobra, płacicie zaŭtra, budzie bolš hrošaj».
Paradak
— Paradak u vioscy pilnavała palicyja. Ale nie šmat, paru čałaviek. I raboty im nadta nie było. Krali raniej, jak ludzi kazali, cyhany, jany końmi zajmalisia. Pra toje, što zabiŭ niechta čałavieka, redka było čuvać. Heta dzivam było. Pomniu, kala Humienaŭščyny zabili chłopca ŭ lesie. Dyk kožny na darozie, kala kryža, łustu chleba kidaŭ, jajka na Vialikdzień, navat pučok sałomy. Bo redka zabivali čałavieka. Dyk ceły kurhan byŭ kala kryža.
Raniej inšyja byli paradki. Tak šmat i harełki nie pili. Vypjuć butelku na traich. Dyk jany ludziej bačać, a ludzi ich bačać. Bolš honaru było ŭ ludziej. A ciapier panapivajucca da pokatu, što ludziej nie bačać i ludzi takich bačyć nie chočuć, bo śvińnia lažyć. Napjucca, lažać ład płotam i, byvaje ž, jašče što ŭtvorać.
I čynoŭnikaŭ niekali mieniej było. Nie tak, jak ciapier. U hminie siadzieŭ načalnik, sakratar i vykidajła. Byvała, niechta časam zaščacinicca, to vykidajła za kaŭnier jaho i vykidvaje z budynka. Ale za Polščaj stolki načalstva nie było, jak ciapier u Minsku.
Charošyja ludzi byli, vietlivyja, pamahali adzin adnamu. I siońnia ŭ nas charošyja ludzi. Naš narod pracavity. Jamu tolki daj svabodu, dyk jon ciabie zakidaje chlebam i ŭsim, hory źviernie. Ale ž ciapier nie chočuć, kab ludzi sami na ziamli pracavali, chočuć, kab kałhasy ci niejkija SPK byli. A što ty ź ich voźmieš?
17 vieraśnia 1939 hoda
— Jany pryjšli ŭ niadzielu. Iduć, bačać, što chodzić na poli piać karoŭ, koń, to i pytajucca: «A što heta za pamieščyk u vas?» Ludzi kažuć: «A jaki ž heta pamieščyk, heta haspadar zvyčajny». Dyk jany na heta kažuć: «Oho, u nas takich chaziainaŭ daŭno śled prastyŭ». A jany ž akurat zachodzili ŭ niadzielu, usie byli choraša apranutyja, da kaścioła ž išli, dyk ruskija dumali, što ŭsie navokał — pany paadziavanyja. Ale ludzi našyja ich nie bajalisia. Navat strełu nivodnaha nie było. Usich ža vajennych raniej zabrali pad Hiermaniju, suprać niemcaŭ vajavać. A tut, na tabie, čyrvonaarmiejcy z Uschodu. Ruskija jak pryjšli, tak i pajšli. Tolki paźniej viarnulisia, kab svaju ŭładu stavić. Rabili schody, ludzi hałasavali. Ciapier dyk nichto nikoha nie źbiraje na schody. Niamašaka ničoha. Sami niedzie tam hałasujuć i pryznačajuć. A ŭžo ŭ 1940-m pačali vyvozić ludziej u Sibir. Vo dzie kaniec śvietu byŭ! Vielmi šmat pavyvozili, dy samych lepšych, pracavitych i charošych ludziej. I nas chacieli vyvieźci, ale adzin ichny kaža: «Dyk kali my budziem takich vyvozić, to ŭsiu viosku vyvieziem i ludziej nie zastaniecca».
Niemcy
— Potym u 1941-m pryjšli niemcy. Ruskija paŭciakali. Chto nie paśpieŭ, dyk u lesie chavalisia. Niemcy spačatku nikoha i ničoha nie čapali. Potym užo, kali patrebna była pracoŭnaja siła, dyk brali miascovych. Było mnoha našych tam na rabocie ŭ Niamieččynie, a potym im jašče niemcy kampiensacyju płacili. Ale my tych niemcaŭ mała bačyli. Jany jak pryjechali, tak i pajechali dalej. Paradki mała źmianilisia. Ludzi i dalej na ziamli pracavali. Niemcy ničoha nie zabirali. Było tak da pary, pakul niemcam nie pačali danosić. Byli padły svaje, što pisali na susieda danosy, dyk niemcy mahli i zastrelić. Pisali, naprykład, što niešta skazaŭ na niemca ci što partyzanam pamahaŭ. Raz pryjechali niemcy pa danosie ŭ Słabadu, aryštavali cełuju siamju, zahnali ŭsich u humno i zapalili. Tolki mužyk niejak kamień advaliŭ ad ściany i vylez. Astaŭsia adzin. Žonka i dzieci zhareli. Niemcy daznalisia, što jon vyžyŭ, i zahadali pryjści. Voś jon pryjšoŭ. Raskazaŭ, jak usio było, dyk niemiec kaža: «Ustavaj i idzi, žyvi choć 100 hadoŭ. Ty ŭžo i tak miortvy, ciabie ŭžo niama siarod žyvych».
Mužčyny tady ŭnačy stavili kryžy, kab vajna chutčej skončyłasia, kab spakoj u śviecie byŭ. Žančyny tkali fartuški, abviazvali imi kryžy. I za noč tak kryžy stavili. A Saviety potym varočali hetyja kryžy.
Danosy
— Paskudnych i siarod svaich chapała. Na adnaho napišuć niemcam, što patrony partyzanam davaŭ, na druhoha — što kania mianiaŭ. 3 adnoj chaty, dyk, pomniu, baćku i troch synoŭ niemcy zabili. Majho brata tady stryječnaha zabili. Charošy čałaviek moj brat byŭ. Nadta ž razumny. U Rubiaževičach vučyŭsia. Niejak palicyja pryjechała dy kažuć: «Idzi, prajdzisia pa vioscy, skažy, kab ludzi aŭsa dali koniam». Jon i da nas zajšoŭ na chutar. Dyk brat moj starejšy, Mikałaj, kaža: «Nie ciahajsia, bo jašče što jakoje». A jon kaža: «Čaho mnie bajacca, ja ž nikudy nie zamiešany». Pajšoŭ dadomu, paviačeraŭ i praz darohu da susieda zajšoŭ. Žonka taho susieda była našaj plamieńnicaj. A toj čałaviek byŭ u śpisie niemcaŭ. Dyk jak niemcy pryjechali, to toj čałaviek paśpieŭ uciačy da cieščy ŭ susiedni Łubień. A naš zastaŭsia tam, u siastry. A palicyja pryjšła aryštoŭvać: «Dzie chaziain?» — «Niama». — «A heta chto?» — «Susied». A što, jany viedajuć, chto heta? Kažuć: «Chadziem, tam raźbiaromsia». Im aby zabrać kaho, ich rabota takaja była. Pryvieźli ŭsich u dvor da Hardzijeŭskich, pačali dapytvać. Moža, trochi pabili b i adpuścili. Ale jakraz tady jechali partyzany kala vioski. Stajaŭ post, ale jany nie spynilisia i davaj uciakać. Adzin saskočyŭ z kania i pačaŭ uciakać. Niemiec streliŭ. Hladzić — dyk heta ž partyzan — i kaža: «Vy tut usie partyzany». Nazaŭtra paviazali hetych ludziej za ruki lejcami. Vyvieli, pastavili. Była palicyja ź Ivianca. Šef raz streliŭ uharu, a palicyja potym vosiem razoŭ u tych ludziej. Pastralali i pajechali ŭ Ivianiec. I ciapier hetakich durniaŭ chapaje, jakija danosiać.
Blizka śmierci
— I na mianie ž tady napisali danos, što šyju vopratku partyzanam. Dyk mianie adna žančyna vyratavała. Jana sama była z Chatavy. Ja ź joj paznaŭsia na tancach. Išoŭ ja raz pa vulicy (heta jašče da vajny było) i baču: piarścionak lažyć. Padniaŭ. Idu dalej i baču: taja dziaŭčyna šukaje ź siastroj na ziamli niešta, płača. U śmiećci kapalisia. Ja zrazumieŭ, što toj piarścionak šukajuć. Niama dy niama. Ja idu i dumaju: peŭna, ichny piarścionak. Padyšoŭ i pytajusia: «A što zrabiłasia?» «Piarścionak hetaja aviečka zhubiła», — kaža jaje siastra. Ja kažu: «Marysia, daj ruku, ja hlanu, chto jaho padniaŭ i ci vierniecca piarścionak». Dziaŭčyna vystaviła ruku, a ja piarścionak — raz — i na ruku joj pakłaŭ. «Čym tabie zapłacić?» — pytajecca. Ja kažu: «Čym ty mnie zapłaciš? Voś niekali, jak pojdzieš zamuž, to skažaš mužu, što chłopiec znajšoŭ piarścionak i addaŭ». I tak stałasia, što jana potym vyjšła zamuž za namieśnika ministra Niezabitoŭskaha, jaho zvali Paznański. Jon byŭ niemiec, ale ŭmieŭ pa-polsku havaryć. Nichto i nie viedaŭ, što jon niemiec. Jak ruskija pryjšli, to jon da cieścia ŭciok, nichto nie vydaŭ, što heta čałaviek Niezabitoŭskaha. A ŭžo jak niemcy pryjšli i zrabili pastarunak, to jon pajšoŭ na pierahavory i zastaŭsia ŭ ich pierakładčykam.
I niejak raz prysłali mnie paviestku, kab ja źjaviŭsia ŭ pastarunak, kali nie źjaŭlusia, to ŭsiu siamju pastralajuć. Dzie ž ty nie pojdzieš! Try braty, siastra, matka. Ja jak vychodziŭ, to ŭžo i raźvitaŭsia z usimi. Idu tudy, i jana idzie, mietraŭ 50 ad pastarunka, Marysia. Mnoha hod nie bačylisia, ale paznali adzin adnaho. «A ty kudy?» — pytajecca. Ja pakazaŭ paviestku, dyk jana za hałavu schapiłasia. Kaža mnie: «Pastoj tam, na pavarocie, i čakaj mianie». A jana pajšła ŭ pastarunak. Ja tam, moža, pastajaŭ 30 chvilin. Baču, što idzie nazad, kaža mnie: «Idzi, ale havary pa-polsku. Moj muž siadzić za stałom, pierad im pistalet. Havary pamału i nie śpiašajsia. Budzie moj Paznański ciabie dapytvać».
Ja pryjšoŭ, sieŭ, i jany mnie adrazu: «Rus, rus». Ja kažu: «Nie, panie šefie, ja polak». Toj Paznański pierakładaje niemcu i kaža: «Ty maješ suviaź z partyzanami i im šyješ». Ja kažu pa-polsku dalej: «Ja dva hady tamu mašynku zakapaŭ, na ralli pracuju». «Čamu nie idzieš u palicyju?» — pytajecca. Ja kažu: «Nie zavuć, nie viedaju, ci zdolny». Pytalisia pra siamju. Ja pa-polsku kažu, a Paznański niemcu pierakładaje. Pytajecca: «A što vy robicie, jak bandyty jeduć?» Ja kažu: «Łažymsia ŭsie ŭ adziežy, a brat na varcie staić. Jak sabaki stanuć brachać, to adzin za karovu, druhi za kania — i da lesu, bo kala lesu žyviem». Potym jany niešta doŭha havaryli. Tady Paznański i kaža mnie: «Pan šef panu daravaŭ». Pomniu, schody byli vysokija, ale nie viedaju, jak ja ź ich sychodziŭ, moža, ja lacieŭ u pavietry. Užo jak adyšoŭsia z paŭkiłamietra, to tady adumaŭsia, što ja dadomu idu. Jak skazaŭ jon mnie, što svabodny, dyk usio roŭna, jak mnie chto lichtarom paśviaciŭ u vočy. Kab nie taja žančyna, to ciapier lažaŭ by na mohiłkach. Nie daj vam Boh bačyć toje, što ja pieražyŭ!
Partyzany
— U nas amal nie było partyzanaŭ. Było bolš kala Nalibak, u puščy. Prychodzili da nas, jak jeści treba było. Brali kania ci karovu i paviali. Ničoha jany ŭ nas nie pytalisia. I ničoha im nielha było skazać. Kali chto supraciŭlaŭsia, to lasnuć raz — i ŭsia hutarka.
U Nalibakach partyzany zabili nie adnaho čałavieka. Heta ž padumać, ciahalisia tut pa vioscy razam, znali hetych ludziej, brali ŭ ich jeści, a potym pryjšli i pazabivali.
Partyzanaŭ było ŭ puščy niekalki tysiač, a ŭ Iviancy niemcaŭ było, moža, z 10 čałaviek. Palicyja była. Dyk jany i Ivianca navat nie raźbili. Niekatoryja ź ich tolki z mužykami vajavali: za karovu, za adziežu, ciahali ŭsio. Chto-nichto ź ich navat niemca nie bačyŭ. Raz idzie partyzan, jon sam ź Laŭkoŭščyny byŭ. Išoŭ u Naviki, kab prydbać niešta. A pobač moj brat Mikałaj idzie. Dyk brat kaža: «Słuchaj, vaźmi ty choć raz strelni. Bo kolki vajna idzie, ja jašče ani razu strełu nie čuŭ». Dyk jon adkazvaje: «Niama šompała, nie mahu stralać. Niama čym patrona vybić». Voś tabie i partyzan. Što tut kazać… Ja ž im šyŭ. Ani razačku nie pryvieźli ničoha niamieckaha. Tolki pałatno jakoje, babskaje. Babskija sukienki, kašuli. Raz prynosić partyzan kažuch. Kaža: «Vo, ź niemca źniaŭ». Hladžu: dyk heta ž maja rabota. Padviarnuŭ kišeniu i hladžu: voś, vyšyta majoj rukoju imia chłopca, jakomu ja šyŭ. Bo raniej, byvała, kali tancy, usie paskidajuć kažuchi, i kab nie pieramiašalisia, to ja vyšyvaŭ imiony na kišeni. «A dzie ty, — kažu, — jaho ŭziaŭ?» «3 niemca sarvaŭ», — adkazvaje. «Ach, — kažu, — tvaju mać, heta ž vo maja rabota! Ty, moža, ani razu niemca i nie bačyŭ…»
Kaniec vajny
— Jak pryjšli ŭ 1944 hodzie savieckija, to pačali brać u vojska, na front. Chto zapisvaŭsia biełarusam, to adrazu na pieradavuju kidali. Chutka i pachavalnyja stali prychodzić. U nas tak 8 chłopcaŭ prapała. Ja pisaŭsia palakam, dyk mianie nie ŭziali. Stalin bajaŭsia, što jak daść palakam zbroju, to bunt zrobiać u vojsku.
Jak vajna skončyłasia, to znoŭ pačali ludziej u Sibir vyvozić.
Kałhasy
— U 1950 hodzie ja ažaniŭsia. A ŭ 1956 hodzie my z žonkaj pierajechali ŭ Nalibaki. Tam byŭ saŭhas, a ŭ našych Rusakach — kałhas. U Nalibakach płacili hrašyma, možna było zarabić i kupić niešta ŭ kramie. A ŭ kałhasie chodziš-chodziš i ničoha.
Moj brat zapisaŭsia ŭ kałhas, dyk adrazu zabrali troje koniej. Voz, baranu, płuh, zbožža. Ale spačatku, paśla vajny, Saviety nałažyli «pastaŭki» na ludziej. My płacili ažno 150 pudoŭ «pastaŭki». Mnohija trymalisia spačatku i padalej ad kałhasaŭ, ale potym pačali i zapisvacca, bo da nitki abirali. Pačali ŭžo hnać ludziej z chutaroŭ nazad u vioski. Ciahali hetych ludziej, bo rabić im nie było čaho.
«Saviecki raj»
— Raz brat mnie kaža, što treba damałacić žyta na «pastaŭku». Ja i ŭziaŭsia jamu pamahać. My ŭžo małocim capami. Pryjazdžajuć da nas. «Dzie padvody?» — pytajecca pieršy sakratar. Jon z pradsiadacielem pryjechaŭ i furmanam. Brat kaža: «Vo, damałočvaju dy paviazu». A toj uzłavaŭsia: «Što ty, b…dź kułackaja, usie sroki mnie zryvaješ?!» A ja, jak stajaŭ z tym cepam, dyk i dumaju sabie: ach ty, paskuda prybłudnaja, ja ž tabie zaraz henym cepam pa harlaku pieraciahnu. Kažu jamu: «Jak vam nie soramna staroha čałavieka brydkimi słovami abzyvać, heta vy takija paradki ŭ Savieckim Sajuzie chočacie stroić?» A jon na mianie hlanuŭ dy kaža: «Što-o-o-o?!» A ja ściskaju cep i idu ŭ jahony bok, a jon sa strachu adskočyŭ ažno. «Čaho vy skačacie, ja ŭ chatu vady idu napicca», — kažu ŭžo jamu. A byŭ ź im pradsiadaciel, niebłahi čałaviek, jon i kaža jamu: «Uspakojcieś, heta charošyja ludzi». Ja pajšoŭ u chatu, vypiŭ vady, viartajusia z cepam, a toj hical daŭ drała pad dryvotniu. Vo, bratok ty moj, jany ŭsie advažnyja, pakul my ich baimsia.
Praz paru dzion paśla hetaha ja pracavaŭ u lesie. Prysieli my adpačyć. Baču: iznoŭ hetyja ŭdvoch. Ja ŭžo loh, lažu. Toj samy ŭsich apytvaje, ci zdali «pastaŭku». I da mianie dajšli. Ja lažu, nie padymajusia, padyšli da mianie. «Nie, nie zdaŭ. A čamu? Bo ŭ mianie ničoha niama», — adkazvaju i pakazvaju jamu na siakieru. Kažu: «Kab vy takoje paciahali, dyk i vy ledź žyvy chadzili b». A tady kaža: «Ładna, ja ciabie ŭžo viedaju».
Ja pracavaŭ u kałhasie tolki dva hady. Paśla pieršaha hoda pajšoŭ za pałučkaj, dyk na plačach jaje i prynios. Pa 100 hramaŭ na pracadzień dali. Miašok za ceły hod. Jak pierajechali ŭ Nalibaki, to stała praściej. Choć siena možna było zrabić, pušča ž, les. Zatym 8 hadoŭ pracavaŭ u stalarnaj majsterni. Rabili vazy, koły, što zakažuć, sani. Navat truny. Nialohkaja praca była. Biareš syryja doški ź piłaramy i habluješ. Zarobki śmiešnyja byli. Žančyny za 15 kapiejek u dzień rabili. Potym ja budaŭnikom pracavaŭ. Raz prymusili nas sałomu skirdavać. Vielki kavałak byŭ ziamli. Dva dni pracavała 8 čałaviek, a jak pryjšłosia zarobak brać, dyk dali ŭsiaho pa 37 kapiejek na bułku chleba.
Ale ž užo načalstva sabie panažyvała! Pradsiadaciel 15 hadoŭ byŭ, dyk try damy zbudavaŭ u Stoŭbcach, dzieciam i sabie. A ja prarabiŭ 35 hadoŭ, i što ja zarabiŭ? Ničoha niamašaka. Cełymi dniami išačyŭ, biez stankoŭ hablavaŭ. Daduć zarobak i hladziš na jaho.
Niekali, pry Polščy, jak išoŭ da pana pracavać, to pierad pracaj ty ŭžo viedaŭ, kolki zarobiš. Ceły dzień kasić – 3 złotyja kaštavała (50 kh chleba). A ŭ nas miesiac pracavaŭ u kałhasie i nie viedaŭ, što daduć.
Kamunisty
Jak pamior Stalin, to chto płakaŭ, a chto i ciešyŭsia. Stolki ž ludcoŭ jon uhrobiŭ! Pahavorać dva čałavieki viečaram na vulicy, a na ranicu ŭžo i niamašaka ich.
Usia hetaja banda žyła dziakujučy našaj pracy. Pryjeduć načalniki da pradsiadaciela, voźmuć zadarma toje, što im treba, i pajechali dalej. A kab heta čałaviek pracavaŭ na ŭłasnym kavałku, to jon ža nie daść ničoha darma. Pravilna, usio načalstva kryčała i kryčyć: kałhasy, kałhasy! Bo jany im vyhadnyja. A mužyku duch von. Česnym ludziam, jakija nie chłusili i nie krali, ciažka žyłosia. Chitrejšyja pojduć unačy na pole i małociać sabie zbožža z medlikaŭ.
Kab ža jany razdali hetuju ziamlu ludziam i dali takija ž umovy, jakija jany dajuć kałhasam… Dyk jany za 5 hadoŭ i paznali b henaha kałhasa. Da nas hadoŭ z 18 tamu pryjechaŭ bałharyn u viosku, pryvatnik, troški papracavaŭ — i ludzi vuń jak razžylisia! Napraviŭ hety zakinuty kałhas, bo sam svajo čałaviek rabiŭ. Za 3 hady ŭsio pierarabiŭ, navat karovy čyścieńkija chadzili.
Ciapierašniaje
— Na vulicy časam baby kažuć: «Ot dobra ciapier žyviecca, u mahazinie ŭsiaho chapaje». A ja tady adkazvaju: «Dyk a ci ŭsio ty hena jasi, ci jość tabie za što heta kupić?»
Heny praviciel sam siabie zahnaŭ u kut. Siadzić, jak u krepaści, a navokał čužyja samaloty. Nie daj Boh jakaja tryvoha, dyk Biełarusi našaj pieršaj budzie śmierć.
Uvieś razumny śviet prahałasavaŭ za Ukrainu, a Biełaruś ustrymałasia. Čamu? Rasijan baimsia… Ich telekanałam ja nie vieru, chłusiać…
My 80 hod u pałonie pražyli. Ja sam usio rabiŭ, chatu zbudavaŭ… Dyk jašče treba vakoł henaj chaty i ziamlu vykuplać. Užo dva razy kuplaŭ toje, što sam zbudavaŭ, jak pamru, dyk dočki buduć iznoŭ vykuplać. A čyja ž heta ziamla? Našych dziadoŭ-pradziedaŭ ziamla. Jany kroŭ za jaje pralivali. Bosyja i hałodnyja chadzili, kab tolki dzieciam u spadčynu ziamlu pieradać.
Kamientary